Pół kadra, pół litra – Nawałka traci kontrolę

Rzeczy należy nazywać po imieniu: mecz z Armenią był katastrofą. Tego wrażenia nie zatrze nawet Cud nad Wisłą w postaci wyrwanego w ostatnich sekundach kompletu punktów. Grając z osłabionym rywalem, który nie prezentuje najwyższego poziomu, byliśmy totalnie bezradni. Oczywiście, w kontekście ewentualnego awansu na mundial liczy się fakt, że po dwóch meczach możemy dopisać sobie sześć punktów. Ale co nam po awansie, skoro z taką grą nie mamy czego szukać w elicie najlepszych drużyn świata? Znowu będzie to samo – mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. A honoru niektórym brak już teraz. Nie da się zawsze grać na sto procent, to oczywiste. Ale skoro już o procentach mowa… Słaba forma naszych reprezentantów to nie przypadek. Trener Adam Nawałka, który był postrzegany, jako trzymający wszystko i wszystkich w ryzach, traci autorytet (pytanie, czy kiedykolwiek naprawdę go miał?) i grunt pod nogami. Przez najbliższe cztery lata będziemy jechać na opinii ćwierćfinalisty Euro. Ale to nie zaprowadzi nas na rosyjski mundial. Kiedy zdrową pewność siebie i pokorę zastępują pycha i alkohol na zgrupowaniach, to znak, że na interwencję jest ostatni dzwonek.

Pierwszy sygnał, który wywołał w polskich mediach burzę, pojawił się w czwartek, kiedy to Przegląd Sportowy opublikował tekst, w którym postanowiono obnażyć trudną prawdę o tym, co najprawdopodobniej miało decydujący wpływ na formę części naszych reprezentantów podczas spotkań z Danią i z Armenią. Obyło się co prawda bez nazwisk, ale wiele można było przeczytać między wierszami i do poszczególnych sytuacji dopasować konkretnych zawodników.

Adam Nawałka wydawał się być w oczach kibiców facetem, który dużo wymaga, ale także piłkarzy darzy sporym zaufaniem. Tego zaufania było chyba jednak zbyt wiele, gdyż okazało się, że pewna grupa naszych kadrowiczów ze swobód zaczęła korzystać aż zanadto. Pierwsze incydenty, które powinny sygnalizować brak kontroli Nawałki nad swoimi podopiecznymi miały mieć miejsce jeszcze przed EURO we Francji – nawet w Arłamowie, które to było pod stałą obserwacją dziennikarzy i kibiców. Jak wiadomo, im wyższej sfery dotyka afera, tym łatwiej jest ją ukryć. Na próżno szukać można jakichkolwiek informacji na temat wstydliwych kłopotów naszych zawodników z okresu przygotowawczego do Mistrzostw Europy czy z czasu podczas samego czempionatu.

Dlaczego dowiadujemy się o tym DOPIERO teraz?

Sami żurnaliści Przeglądu twierdzą, że ewentualne publiczne zwracanie uwagi kadrowiczom na ich zachowanie nie miało wcześniej sensu z kilku powodów: trwały bardzo ważne rozgrywki i nie należało dolewać oliwy do ognia, wszelkie wybryki miały charakter raczej incydentalny, a i wyniki potwierdzały, że nic strasznego się nie dzieje. A jednak – jeśli problemu nie rozwiąże się kiedy jest jeszcze niewielki, może być ciężej naprawić go, gdy urośnie. Tymczasem, aż do czwartku, polskie media głaskały wręcz naszych kopaczy po głowach – wszystkich, bez wyjątku. O ile mecze z Armenią i Danią nie przekonywały nas, że jest świetnie, o tyle wielu ludzi wciąż unosiło się kilka metrów nad ziemią wspominając Euro 2016. Ćwierćfinał, do którego dotarliśmy urósł do rangi największego sukcesu w polskiej piłce od wielu, wielu lat. I faktycznie, było czego gratulować, ale sukcesami pewnych rzeczy się nie ukryje, zwłaszcza, że po ciekawie rozgrywanej przez Polaków w ostatnim czasie piłce pozostały wspomnienia, a kibice zaczynają obawiać się nie tyle nawet o sam udział Polski w mundialu, a o to, czy gdy już dotrzemy do Rosji, nie wrócimy z niej zawstydzeni bardziej niż kiedykolwiek. Reprezentacja bowiem stworzyła nam doskonałe warunki do pięknych marzeń o międzynarodowych sukcesach, które trudno teraz tak po prostu zgasić. Pokazano nam nową jakość i nie będzie teraz łatwo przekonać wszystkich, że nadal jesteśmy tą samą reprezentacją, której często zdarza się partaczyć i wracać skądś ze wstydem na twarzach – pragniemy przecież wierzyć, że te czasy minęły i nie wrócą. I o ile udało się w jakiś sposób naprawić coś w reprezentacji na krótki czas, o tyle pojawiły się teraz zupełnie nowe problemy…

Nie pierwszy raz dzieje się w kadrze coś dziwnego. Poleciały pierwsze głowy…

Przegląd, który jest bardzo blisko kadry podczas zgrupowań, rzucił w nas wszystkich grubą rewelacją – ujmując to kolokwialnie, niektórzy spośród naszych Orzełków ostatnie dwa mecze rozegrali „na kacu”, oddychali rękawami, przerwę reprezentacyjną potraktowali jak urlop czy zjazd rodzinny, a nocami świetnie bawili się grywając w karty przy piwie. Na samych mistrzostwach we Francji, po którymś z kolei spotkaniu, w ramach celebracji, pewna grupa kopaczy wybrała się na balety w miasto. W Arłamowie z kolei, w momencie kiedy Nawałka zdecydował się po ciężkich treningach dać piłkarzom odrobinę wolności, jeden z nich zabalował do tego stopnia, że na drugi dzień nie trenował pod pretekstem lekkiego urazu – jak wiemy, był to najpewniej uraz zwany potocznie ciężkim kacem. Konkretów, które powaliłyby nas z kolan całkowicie na ziemię nie było, ale wystarczyło poczekać aż po uderzeniu w stół odezwą się nożyce. Temat podchwyciły przeróżne inne portale, których pracownicy w końcu też mają tzw. wtyki i swoje wiedzą. Reprezentacja nie jest też także odizolowana od fanów, którzy wiele widzą. Można dla kadry wynająć w drogim hotelu piętro, ale nie cały budynek. W ten sposób w interwale kilku godzin lawinowo pojawiały się nowe i nowsze wieści, coraz bardziej konkretne. Maszyna ruszyła z hukiem do tego stopnia, że przestało nas wszystkich to bawić, a i sztab szkoleniowy naszej kadry uznał, że pewnych incydentów chyba nie ma sensu już zamiatać pod dywan i milczeć.

W taki oto sposób dowiedzieliśmy się, że sprawa z zarzyganym przez Teodorczyka hotelem jest najprawdopodobniej nie tylko plotką ale smutną prawdą (potwierdzić miał to nawet jeden z gości hotelowych), że Artur Boruc również pozwolił sobie na zbyt wiele jeśli chodzi o używki… W przypadku bramkarza zresztą nie jest to pierwszy raz, kiedy jego nazwisko pojawia się w nagłówkach gazet wraz ze słowami „alkohol” i „afera” . Nadużywaniem procentowych napojów zalazł za skórę Beenhakkerowi a także Smudzie.
Przestaje dziwić osobliwe zachowanie pewnych zawodników podczas konferencji prasowej – kto z Was byłby szczęśliwy, gdyby po totalnym zgonie zaliczonym kilkanaście godzin wcześniej musiał siedzieć, uśmiechać się do dziennikarzy i odpowiadać na nierzadko dość głupie czy trudne pytania? A są to tylko dwa przykłady – w rzeczywistości według dziennikarzy ma być ich więcej. Jak na razie to właśnie wobec tych dwóch panów mają zostać prawdopodobnie wyciągnięte konsekwencje – istnieje spora szansa, że za karę nie otrzymają powołań na kolejne mecze reprezentacyjne, z Rumunią i Słowenią. Zbigniew Boniek razem z Adamem Nawałką incydenty mają rozpatrzeć i zapobiec dalszemu rozpasaniu kadry.

„Zbadamy sytuację. Zdajemy sobie sprawę, że jak każda grupa mamy swoje problemy. Chociaż nie znam szczegółów to nie twierdzę, że ich nie ma. W każdej dużej grupie to normalne. Jeśli coś się dzieje, to sprawy rozwiążemy we własnym gronie i wyciągniemy odpowiednie konsekwencje. Adam jest mądrym facetem i na pewno sobie z tą sytuacją poradzi tak, jak będzie uważał za stosowne” – powiedział Przeglądowi Sportowemu Zbigniew Boniek.

Czy możliwe jest jednak, że zarówno prezes PZPN jak i główny trener kadry nie mają pojęcia o tym, co dzieje się w grupie, nad którą sprawują pieczę? Jak wielką swobodę musieli dostać kopacze, że detali ekscesów nie znają nawet ludzie, którzy powinni być na zgrupowaniach najbliżej kadry? A może to tylko gra pozorów, bo zarówno Boniek, jak i Nawałka razem z resztą współpracowników dobrze wiedzą, co się wydarzyło, ale sprawy nie chcą publicznie komentować, żeby afery nie nadmuchać jeszcze bardziej…

A pomysły i przywileje do szaleństwa wzięły się z przekonań, że jest się nietykalnym…

Zabawy i huczne balety to nie jedyna bolączka reprezentacji; można by nawet powiedzieć, że w zasadzie to źródło tych nieciekawych pomysłów piłkarzy, to po prostu pycha. Euro było w przypadku polskiej kadry ubrane w taką magię sukcesu, że ciężko jest się właściwie dziwić, że co niektórym do głów uderzyła sodówka. Dziennikarze i kibice karmili i piłkarzy tak ogromną dozą pochwał i słodkich słów, że pewna grupa zaczęła wierzyć w to, że jest nieomylna i wolno jej więcej. Po zakończeniu naszej przygody z mistrzostwami wielu graczy dostało także angaże w zachodnich klubach oraz znaczne podwyżki. Sumy te są widocznie tak wysokie, że niektórym zakręciło się od nich w głowach. Są piłkarze, którzy zaczęli swoją pracę traktować bardziej jak rozrywkę – czują się przecież jak Bogowie, kiedy otaczają ich tłumy rozhisteryzowanych fanów, którzy są w stanie zapłacić każdą cenę za to, żeby zjeść obok piłkarskiej gwiazdy, żeby dotknąć jej koszulki, żeby zobaczyć ją na żywo. Pewne osoby zaczęły najwidoczniej nadinterpretować pewne zachowania fanów, uznając, że mają już po swojej stronie tak prężną grupę wielbicieli, że mogą teraz zdecydowanie więcej niż wcześniej – w myśl zasady „a kto bogatemu zabroni?”.

„A gdzie byli rodzice?!”

Żeby zrozumieć, kto tak naprawdę ponosi winę za taki obrót spraw, trzeba wziąć pod uwagę naprawdę wiele czynników. W dużej mierze odpowiedzialny jest Adam Nawałka, ale olbrzymim błędem byłoby zrzucanie całej winy na jednego człowieka, gdyż po pierwsze: nie pracuje on sam, po drugie: nasi piłkarze to dorośli mężczyźni i mając swoje rozumy powinni jednak zdawać sobie sprawę z konsekwencji pewnych działań.
Mimo wszystko, to właśnie Adam Nawałka za namową Tomasza Iwana zdecydowali się naszej kadrze powierzyć większy niż dotychczas kredyt zaufania, dać więcej wolności. I tak oto, piłkarze zaczęli zachowywać się jak dzieci i swobody nadużywać. Zaczęły się zabawy i słynne już zjazdy rodzinne, jak ten w Juracie, który miał być jednorazowy, okolicznościowy wręcz, aby ulżyć kopaczom rozłąki z rodzinami przed tak ciężkim wyzwaniem jakim był wyjazd do Francji. Okazało się jednak, że ten model trenowania stał się dla reprezentacji tak miły i przyjemny, że zechcieli go powtórzyć. Od jakiegoś czasu nieodłącznym elementem zgrupowań są częste odwiedziny różnego rodzaju bliskich, dziewczynek, żon i dzieci. Brak ukochanych przy boku jest przykry, ale tak wygląda praca piłkarza – ba, tak wygląda każda praca; kiedy ktokolwiek pracuje, w jego miejscu pracy nie siedzi jego partner z całą rodziną, bo jest to zwyczajnie dekoncentrujące. A to kobieta potrzebuje pieszczotek, a to dziecko chce coś od ojca, a to prowadzone są rozmowy o wszystkim oprócz meczu. A gdzie miejsce na koncentrację? Na wyciszenie się przed ważnym spotkaniem? Czas chyba zauważyć, że ci ludzie nie reprezentują tylko samych siebie, ale cały nasz kraj. I to właśnie od ich skupienia i przygotowania zależy co pomyślą kibice z całego świata, kiedy usłyszą hasło „Polska”. Odrobina luzu jest co prawda wskazana w prawie każdym przypadku, ale w naszej kadrze ta granica „odrobiny” została przekroczona. A tam, gdzie nie dopowiedział Nawałka, dopowiedzieli sobie sami piłkarze.

Nie wszyscy przekładają zabawy nad ciężką pracę

To, co daje nam jakiekolwiek nadzieje na to, że problemy te zostaną rozwiązane, to fakt, że do naszej kadry wciąż powoływani są ludzie, którym zależy, którzy angażują się w grę i w przygotowanie do niej, którzy są profesjonalistami i którzy nie pozwalają sobie na tego typu rozrywki, gdyż wiedzą że wpłynie to nie tylko na kondycję ich samych, ale i na opinię całej kadry. Takimi osobami, bez zawahania, według większości serwisów sportowych są Robert Lewandowski, Kuba Błaszczykowski, czy też Łukasz Piszczek. Czy jest gorzej, czy lepiej, ta właśnie trójka według znakomitej większości relacji nie zapija smutków po przegranych, nie przepala porażek papierosami i nie oblewa sukcesów tak, żeby na drugi dzień nie móc trenować. To właśnie Lewy, jako kapitan, miał się wdać w ostrą dyskusję z selekcjonerem, skarżąc się na kolegów, którzy naprawdę kiepsko radzą sobie na murawie, z różnych przyczyn, o której Robert jako współzawodnik wiedział pewnie więcej, niż Nawałka, który zostawił „dzieciom” wolną rękę i zamknął się w pokoju wierząc, że jego podopieczni będą opracowywać taktykę na mecz, relaksować się i grać w warcaby. Na pewno takich porządnych reprezentantów jest, mimo wszystko, więcej, ale ciężko w tej chwili kogokolwiek i całkowicie uniewinnić, a i bezwzględnie oskarżyć. Przegląd Sportowy niejednokrotnie podkreślał jednak, że wszelkie doniesienia dotyczą jedynie grupy piłkarzy – w żadnym wypadku nie całej reprezentacji.

Dopóki nie jest za późno

Polska wciąż pozostaje w grze, jeśli chodzi o awans na mundial. I nie ulega wątpliwości, że do tego czasu wiele może się zmienić. Kluczowa jest tu szybka reakcja. Nie wiemy od jak dawna trener Nawałka i reszta sztabu zdają sobie sprawę z samowolki panującej na zgrupowaniach, ale odkąd afera wyszła na światło dzienne, nikt nie będzie już starał się zatuszowywać sprawy. Trzeba podjąć konkretne kroki, konkretne działania, które pomogą nie tylko oczyścić sytuację i atmosferę, ale również będą nauczką dla winowajców. Artur Boruc, podobnie, jak Łukasz Teodorczyk, nie grają pierwszych skrzypiec w reprezentacji, dlatego też ciężko spodziewać się, że ewentualne odsunięcie zawodników od kadry będzie miało wpływ na wyniki sportowe. Obaj panowie – w szczególności bramkarz – mają jednak wielu fanów, którzy uważają, że trener Nawałka nie powinien podejmować tak drastycznych kroków. I pewnie mieliby rację, gdyby taki incydent zdarzył się po raz pierwszy. Wszyscy jednak wiemy, że takie sytuacje miały już miejsce w biało-czerwonej drużynie, że Artur Boruc dostał już „drugą szansę” i najwidoczniej nie potrafił jej wykorzystać. Na całe szczęście, ostateczne decyzje nie zostają podejmowane przez kibiców. A jakie one będą? Tego dowiemy się już podczas listopadowego zgrupowania.

Udostępnij:

Agnieszka Miszczak

Zakochana w reprezentacji Chorwacji i piłce nożnej w wydaniu bałkańskim. Jej ulubionymi klubami są Juventus, Dinamo Zagrzeb, lubi także Real Madryt. Jakiś czas temu pokochała Serie A na zabój. Prawdopodobnie największa fanka Mandżukića na świecie. Liga Mistrzów to dla niej świętość i chce, aby hymn tych rozgrywek zagrano na jej ślubie zamiast marszu Mendelsona.

You may also like...

  • Anonimowy

    Świetny felieton, naprawdę daje do myślenia. Pozdrawiam autorki

  • Dziękujemy serdecznie za zainteresowanie! Liczymy na Twoje ponowne odwiedziny 🙂