Fenomen Lewandowskich – uwielbiani i nienawidzeni [FELIETON]

Robert i Anna Lewandowscy

Małżeństwo sukcesu, polscy Beckhamowie, najgorętsza para polskiego showbiznesu… Tak mówią o nich ich wielbiciele. Jak to zwykle bywa, jest także druga strona medalu – Lewandowscy z tzw. hejtem mają do czynienia na co dzień. Co sprawia, że budzą tak skrajne emocje?

Nie czytaj dalej, jeśli Anna lub Robert są Twoimi idolami i nie masz dystansu do świata – redakcja

Poznali się w 2007. roku a pobrali 7 lat później. Choć byli (szczególnie Robert) znani już przed ślubem, to prawdziwy szał i bzika na ich punkcie Polacy dostali właśnie w okolicach czasu ich wesela – pierwsze „bum”, które zapoczątkowało ich stałą obecność w mediach miało jednak miejsce podczas Euro 2012. Czempionat odbywał się w Polsce, oczy wszystkich zwrócone były na nas, a także na naszą reprezentację i, jakby nie było, na partnerki naszych piłkarzy. Robert Lewandowski w oczach Polaków był wówczas nadzieją na zawojowanie Mistrzostw Europy, czas jednak zweryfikował te marzenia…
„Lewy” swoje pięć minut i falę popularności, także pozaboiskową, wykorzystał do granic, a co za tym idzie – jego druga połówka również. Dziś nie ma już dnia, w którym Ania lub Robert nie spoglądaliby na nas z okładek kolorowych pism, bilbordów i telewizorów. Są wszędzie – zarówno ona, jak i on.

Prawdopodobnie najpopularniejsza obecnie para w kraju ma olbrzymie grono wielbicieli, którzy przyglądają się poczynaniom Roberta na boisku i cenią Annę za jej inicjatywy. Medal zawsze ma jednak dwie strony – tylu, ilu mają fanów, tylu mają także przeciwników, którzy serdecznie dość mają oglądania ich wszędzie, zarzucają im hipokryzję. Kto ma rację?…

Lewandowscy. „Najlepszy polski piłkarz” oraz mistrzyni karate i trenerka fitness – para idealna? Zbyt idealna?

Anna Lewandowska, przez długi czas była czynną zawodniczką karate – ba, radziła sobie nawet całkiem nieźle, choć ciężko mówić o jej popularności w mediach, karate to w końcu bardzo niszowy sport.
Robert wzbudzał zainteresowanie swoją osobą dużo wcześniej, dość ważnym zwrotem w jego karierze było dołączenie do zespołu Borussii Dortmund w 2010. roku, z którą to później zawojował całkiem sporo. W 2014. wielkim hitem okazał się być jego transfer do Bayernu Monachium – klubu, który jest rywalem Borussii na niemieckim podwórku. W tym samym roku Anna zrezygnowała także z karate. No i się zaczęło…

Regularne występy pary (razem lub osobno) w reklamach stały się już obowiązkowym punktem programu. Powoli, aż do niesamowitych rozmiarów, urastały także zachwyty (także ich samych), nad ich egzystencją. Bogaci, sławni, zakochani – mają wszystko, czego tylko zapragną a sama Anna bezpardonowo twierdzi, że żyje z Robertem jak w bajce.
Część narodu zaczyna mieć dość utopijnego wizerunku Lewandowskich, którzy aktywnie angażują się w coraz to nowsze projekty reklamowe, promocyjne, chętnie udzielają wywiadów i coraz częściej zalewają fanów obrazkami ze swojej bajki w mediach społecznościowych. Kontrargumenty wielbicieli znanego małżeństwa są oparte na prostym schemacie – wszyscy, którym nie podobają się poczynania Roberta i Anny to zazdrośnicy, „typowe Polaczki” (czyli tzw. janusze) i zalewa ich krew, bo Lewandowscy mają, a oni nie. A to schemat stary jak świat – jeśli coś Ci się nie podoba, na pewno zwyczajnie zazdrościsz. I owszem, na pewno jakaś część osób, którym nie podoba styl bycia Lewandowskich, zazdroszczą im, bo zazdroszczą każdemu, kto osiągnął więcej. Wciąż jednak, wśród przeciwników medialności Anny i Roberta są trzeźwo myślący ludzie, którzy po prostu, najzwyczajniej w świecie, mają już dość tego, że za każdym rogiem czają się ONI i mówią im, jak trzeba żyć, co jeść i co kupować…

…Mówią, jak mamy żyć

Nikt na świecie nie przepada za agresywną promocją. Na to przychodzi do nich Ania, puka od wewnątrz telewizora i próbuje udowodnić, że żyje z Robertem jak w bajce, a dalej kontynuuje nawijkę o pieniądzach. Ania chciałaby pomagać wszystkim Polkom w byciu „fit”, a jednak – pogubiła się, i nie wszystko, co proste jest dla niej, proste jest także dla zwykłych, polskich kobiet. Kiedy ktoś zauważa, że coś jest niewykonalne przy pewnym budżecie, Ania radzi sobie zarobić i nie narzekać.
I wcale nie mówimy tu o sławetnym „śniadaniu za 50 zł” – tylko o samym fakcie, że spora część składników w przepisach Anny jest dość trudno dostępna i droższa (jak większość produktów dietetycznych), nawet jeśli NIEWIELE droższa, to wciąż istnieją ludzie, dla których to „niewiele” to kolejna porcja śniadania albo koszt kilku składników na obiad dla dzieciaków.
Anna sama prowadzi również internetowy sklep, w którym przeciętny Polak nie będzie mógł się raczej zaopatrywać.

Ania nie przestawała również podczas okazji takich jak święta, podczas których nawoływała, co powinniśmy jeść. Tradycyjne, polskie pierogi, które nasze babcie przygotują na wigilię od zarania dziejów, są złe, gdyż zawierają gluten. Po jedzeniu zaś należy pobiegać, a najlepiej w sportowym stroju Nike pobiec z rodziną na pasterkę już po wigilii.

Gdzie w tym wszystkim jest Robert? Ano… Jest. Jego rola często zaczyna się i kończy na przytakiwaniu żonie, z którą zgadza się i którą kocha. Sam robi po prostu swoją robotę – gra, strzela gole, występuje w reklamach, wstawia fotki i od czasu do czasu zaskoczy nas odrobinę nieskromną wypowiedzią, jak np. jego lekceważące zachowanie podczas ogłoszenia wyników Złotej Piłki czy stwierdzenie, że oprócz niego, najlepszym napastnikiem na świecie jest Karim Benzema.
Robert po prostu JEST, ale to on, mimo wszystko, zapracował na nazwisko, które potem przejęła Anna.

Kontrargument

Wciąż wiele osób ceni sobie wskazówki Ani, która jest przynajmniej konsekwentna w tym, co robi. Porusza ważne zdrowotne tematy, organizuje obozy treningowe. Być może nie każdy jest w stanie sobie na to wszystko pozwolić, ale jakby na to nie patrzeć – chętnych nie brakuje. Sława Roberta na pewno jest minimum połową jej sukcesu, ale dziewczyna nie zostaje z niczym. To wciąż trochę lepiej, niż gdyby miała zostać po prostu modelką, której zadaniem jest dobrze wyglądać i ładnie pachnieć.

Za dużo Lewandowskich w Lewandowskich

Nie da się ukryć, że Lewandowscy są już marką samą w sobie – tak zresztą uważają oni sami. W kwestii czysto marketingowej jest to zasługa ich obydwóch. Oni po prostu na stałe zagnieździli się w showbiznesie i nie będzie łatwo ich z niego wygryźć, nawet gdyby kariera sportowa Roberta podupadła. Ze swoim nazwiskiem zawsze będą mieli coś w zanadrzu.
Nie da się nie odnieść wrażenia, że jest to już przerost formy nad treścią. Obydwoje gubią się w swoich promocjach, coraz bardziej zwracając uwagę na to, co się lepiej sprzeda a nie na to co sprawi, że ich wizerunek pozostanie pozytywnie odbierany. Wtedy pojawia się hipokryzja, bo zrównoważenie tego jest jednak dość trudne i trzeba niesamowitej rozwagi oraz sztabu życzliwych, znających się na rzeczy ludzi wokół. Lewandowskiemu na pewno nie pomaga w tym jego manager, który pomógł mu ogromnie spieniężyć jego talent, ale też wielokrotnie stracić w oczach fanów.

Gdyby zdarzyło Wam się zapomnieć…

– Na „fejsie” jestem kotem
– Ja na stadionie też!

Działalność charytatywna

Warto zwrócić uwagę także na to, w jaki sposób Lewandowscy dzielą się z innymi swoim majątkiem. Tak, robią to – i zasługuje to na pochwałę. Można zarzucać im, że dziwnym trafem o większości ich akcji pomocy musimy w mediach usłyszeć, albo że zdarzało im się publicznie prosić o wsparcie charytatywne innych, ale wciąż, to jeden z tych aspektów, w których Lewandowscy są chwaleni. I słusznie – mając tak wielkie pieniądze warto dzielić się nimi z istotami, które potrzebują ich, by przeżyć.

Hipokryzja Lewandowskich

Sięgając w przeszłość, zaraz po Euro 2012, Ania stwierdziła na łamach prasy, że na okładkach pism chcą znajdować się tylko i wyłącznie ze względu na osiągnięcia sportowe. Nie trudno sobie przypomnieć, że dosłownie chwilę później poszli w tango i zaczęli pojawiać się w reklamach, promocyjnych sesjach zdjęciowych, na bankietach i imprezach celebryckiego towarzystwa.

Jeśli pragniesz prywatności, powinieneś ją sprzedać – wtedy nikt Cię z niej nie okradnie, bo nie będzie już z czego!

Głośno było ostatnio także o poście ciężarnej Anny, która poprosiła o prywatność, gdyż czas oczekiwania na potomka chciałaby z Robertem spędzić w spokoju, poza kamerami – nie chce, aby wszystko kręciło się wokół jej ciąży. Co się w związku z tym zmieniło? Nic. Ania dalej na wszelkich możliwych portalach społecznościowych zamieszcza minimum kilka informacji dziennie a także reklamuje z mężem szampon przeciwłupieżowy. Angażuje się w projekty takie jak Healthy Ciąża, radzi przyszłym matkom jak żyć, chwali się zdjęciami brzuszka i udziela wywiadów na temat swojego błogosławionego stanu.

Backstage ???????????? Kolejny program treningowy nagrany ????Projekt spójny nie tylko z przepięknym czasem w jakim się teraz znajduję, ale przede wszystkim z moim profilem zawodowym trenera.???????????????????????? Przygotowuję dla Was, Drogie przyszłe mamy 6 treningów????????, które pomogą zachować formę fizyczną podczas tego wyjątkowego okresu w życiu. Zadbajmy nie tylko o siebie, ale i o komfort maluszka. Co do mojego BRZUCHA???????? – wielu z Was prosi o coraz częstsze pokazywanie go… Kochani czy nie uważacie tak jak ja, że byłoby tego za dużo????? Media nie zostawią tematu, a ja z wcale nie chce wyskakiwać Wam, ani sobie z lodówki ???? (już mnie nie ma✈️) Naturalną sprawą jest, że podczas publikowanych jakichkolwiek zdjęć będzie się pojawiał to tu to tam ✌????️ ????????Pozwólcie, że mój brzuch pozostawię nie do oceny innym – niech sobie spokojnie rośnie ???????? – bo czy mały, czy duży, czy wąski, czy szeroki – nie ma to żadnego znaczenia!!!! Korzystajmy ze swoich doświadczeń i wymieniajmy się nimi! ????????✌????️ Niech pozytywna MOC będzie z nami ???????????? Pamiętajcie, że mój profil nie zamyka się jedynie do tematu ciąży ???? Dalej realizuję się jako trener, dietetyk czy coach! Efekty mojej pracy już niebawem. ZAINTERESOWANYCH zapraszam na moje profile social media oraz bloga! Ps. Tak, czuję się świetnie – dziękuję wszystkim za tysiące miłych i ciepłych słów! ???? ❤️❤️❤️#healthypreganant #pregnantworkout #pregnant #6months #healthyplanbyAnn #AnnaLewandowska #fotoztelefonu @martawojtal

Post udostępniony przez Anna Lewandowska (@annalewandowskahpba)

Niespójności – w co grają Lewandowscy?

Z jednej strony, ich domeną jest zdrowy styl życia. Obydwoje mocno angażują się w promocje aktywności fizycznych, naturalnego jedzenia, ekologii i zdrowia człowieka. Byłoby to cudowne, gdyby nie to, że na kilometr widać, jak mocno mijają się z prawdą, jeśli chodzi o luksus. W 100% ekologiczna, promująca zdrowie Anna, ubiera zatem naturalne futra, którym do ekologiczności bardzo daleko – fermy zwierząt hodowanych na ubój dla futer wyrzucają olbrzymie ilości zwierzęcych zwłok, których procesy gnilne zatruwają środowisko, nie mówiąc już o kwestiach czysto etycznych. Wygląda na to, że Lewandowscy zwierzęta dzielą na kategorie takie jak m.in. zwierzęta i „podzwierzęta”, czyli coś, co nie ma prawa żyć, bo po co, jeśli można w tym ładnie wyglądać?! Wspierają schroniska nosząc jednocześnie naturalne futra, np. z jenotów.

Obszycie słynnej limonkowej kurtki Anny Lewandowskiej, zanim zginie
Dumna Anna w jenocie

Robert Lewandowski z kolei stwierdził kiedyś, że odrzucił propozycję reklamowania kiełbasy, gdyż byłoby to sprzeczne z jego wizerunkiem. Prawdopodobnie dlatego zdecydował się reklamować Colę, która jak wiemy, jest przecież podstawowym elementem zdrowej diety każdego człowieka.

Sukcesy „Lewego”

Duży udział w pompowaniu balonika mają również media. Trudno jednak dyskutować z faktem, że Robert jest na chwilę obecną najbardziej prestiżowym polskim zawodnikiem, który konkuruje z najlepszymi. Styl jego gry może się podobać lub nie, ale futbol to sport, w którym to wynik a nie technika decyduje o wygranych, nazywanie więc Roberta „drewnem” od dłuższego czasu nie ma już sensu. Raz wiedzie się mu lepiej, raz gorzej, ale zawsze stara się prezentować jakiś poziom i koniec końców okazuje się, że odnosi sukcesy. Prawdopodobnie dlatego to właśnie do niego internauci mają trochę więcej cierpliwości niż do jego żony.

Podsumowanie

Małżeństwo Lewandowskich ma dość kontrowersyjny wizerunek, i to wcale nie dlatego, że szokują odważnymi sesjami zdjęciowymi czy bezwstydnymi intymnymi wyznaniami jak niektórzy celebryci. Oni kontrowersję zbudowali od zupełnie drugiej strony – podczas gdy inni publicznie piorą swoje brudy, starają się udowodnić jak bardzo są niegrzeczni, Lewandowscy za wszelką cenę otaczają się utopijną otoczką, gdzie wszystko gra, gdzie żyje się zdrowo, gdzie na wszystko jest czas, pieniądze i chęci.
Uświadamiamy – nie wszyscy, którzy nie są fanami pary, są po prostu zazdrośni. Robert i Ania mają wciąż naprawdę wielu wiernych fanów, którzy cenią ich zaangażowanie i wydaje się to naturalne – tak naturalne jak istnienie osób, które nie podpisują się pod stwierdzeniem, że małżeństwo Lewandowskich to medialnie cudowna para.

Udostępnij:

Agnieszka Miszczak

Zakochana w reprezentacji Chorwacji i piłce nożnej w wydaniu bałkańskim. Jej ulubionymi klubami są Juventus, Dinamo Zagrzeb, lubi także Real Madryt. Jakiś czas temu pokochała Serie A na zabój. Prawdopodobnie największa fanka Mandżukića na świecie. Liga Mistrzów to dla niej świętość i chce, aby hymn tych rozgrywek zagrano na jej ślubie zamiast marszu Mendelsona.

You may also like...