„Szpilki na stadionie” – świętowanie awansu na mistrzostwa Europy po warszawsku

Decydujący mecz eliminacji. Tysiące osób na trybunach, miliony przed telewizorami. Niesamowita atmosfera w całym kraju, a ja w samym centrum wydarzeń. Warszawski Stadion Narodowy wygląda pięknie tej nocy… Dziś pod lupę w cyklu „Szpilki na stadionie” bierzemy 11 października 2015 i mecz Polska – Irlandia, który zwieńczył kapitalne eliminacje.

E-mail od „Łączy nas piłka” z prośbą o wysłanie danych do wystawienia biletów zawsze będzie najlepszym na mojej skrzynce pocztowej. Skakałabym z radości dzięki zaproszeniu na mecz przeciw choćby San Marino, a niespodziewane darmowe wejściówki na najważniejszy mecz eliminacji sprawiły, że po prostu usiadłam, nie mogąc wymówić ani słowa. Jak się potem okazało, zapytań o bilety na to spotkanie wpłynęło… pół miliona.

Długa droga do Warszawy. Potem nerwowe oczekiwanie na wyruszenie na stadion. Starówka była pełna osób w biało-czerwonych barwach, a knajpy zachęcały do skorzystania ze zniżek z okazji meczu. Ja wstąpiłam jedynie do apteki i zaopatrzyłam się w tabletki na potencjalnie bolące od okrzyków gardło. Typowy przedmeczowy rytuał. Niecierpliwość sprawiła, że przekroczyłam bramy Stadionu Narodowego godzinę przed pierwszym gwizdkiem. Czas na pierwszą atrakcję – obejrzenie rozgrzewki bramkarzy.

Ze względu na lodowatą temperaturę oczekiwanie na pierwszy gwizdek nie należało do przyjemnych. Każdy ochoczo poderwał się z miejsca, kiedy piłkarze wkroczyli na boisko w koszulkach meczowych. Efektowna kartoniada podczas hymnu wyglądała wspaniale! „Mazurek Dąbrowskiego” jak zawsze wyszedł przepięknie, jednak należało pochwalić też kibiców z Irlandii, którzy stawili się w stolicy bardzo dużą grupą. Podczas hymnu gości polskie sektory klaskały, a na szyjach Irlandczyków można było zauważyć szaliki w biało-czerwonych barwach.

Cofnijmy się do kwestii czysto sportowej tego wieczoru. Naszą reprezentację na prowadzenie wyprowadził Krychowiak – strzałem na bramkę tuż przy mojej trybunie, więc miałam idealny widok na cieszynkę. Potem faul Pazdana – jak pamiętamy, ten przed polem karnym, a mimo to powodujący jedenastkę. Telefony błyskawicznie poszły w ruch, a rozmówcy zgodnie przekazywali, że przewinienie było poza obrębem szesnastki. Sędziowanie nie tylko wtedy pozostawiało wiele do życzenia, toteż arbiter otrzymał prawdopodobnie największą porcję gwizdów od dawna.

Jeszcze przed przerwą Lewandowski piękną główką dał nam ponowne prowadzenie. Kiedy zawodnicy prezentowali kołyskę, kilku z nich gestami próbowało zachęcić widzów do jeszcze większego dopingu. A doping był… po prostu imponujący. Śpiewy nie ustawały ani na sekundę. Dość powiedzieć, że skończyło się tygodniową anginą i pozdzieranymi od klaskania dłońmi.

Druga połowa okazała się równie emocjonująca, a z każdą minutą coraz więcej osób stało. Awans na Euro 2016 wydawał się być tak bliski i równie daleki… Do regulaminowego czasu gry doliczono aż 5 minut, co publika skwitowała ogromną porcją gwizdów. Wreszcie arbiter zagwizdał po raz ostatni i… awansowaliśmy na mistrzostwach Europy! Radość była nieprawdopodobna. Obcy ludzie padali sobie w ramiona.

Organizatorzy meczu wykazali się talentem do popularnego śmieszkowania i z głośników popłynęło… „Kocham Cię jak Irlandię”. Każdy śpiewał, ile sił w płucach, a kibice przyjezdni byli nieco skonsternowani, słysząc w piosence nazwę swojego kraju. Nie mogło zabraknąć także popularnej „Bałkanicy”. Zasypani confetti dziękowaliśmy za postawę piłkarzom, którzy zrobili rundę wokół trybun. W rozkręcaniu zabawy przodowali zdecydowanie Peszko i Szczęsny.

Świętowanie trwało długo, ale wreszcie musiało się skończyć. Kiedy piłkarze wraz ze słynnym szampanem Roberta Lewandowskiego zeszli do szatni, kibice jeszcze przez kilka minut śpiewali na trybunach. Następnie zabawa przeniosła się w okolice stadionu i na najbliższe stacje metra. Setki policjantów zachęcane były na peronie do świętowania, ludzie machali flagami przez otwarte okna. Warszawa jeszcze długo nie położyła się spać.


Joanna Zalewska

Obudź ją w środku nocy, a wymieni ci wyniki drugiej ligi na 5 lat wstecz. Kocha „niszowe” rozgrywki; mając możliwość wyjazdu na trwające równolegle El Clásico i derby Warszawy, spytałaby, za ile pociąg do stolicy. Jej serce skradły reprezentacje Polski (2007), Włoch (2006) i Węgier (2010). Poza tym siedzi głęboko w układach kibicowskich.

Może Ci się również spodoba