Piłkarscy skandaliści – Mario Mandżukić

Zdjęcie: Mario Mandżukić i Robert Lewandowski, wielcy rywale

Jego albo się kocha, albo nienawidzi. A przynajmniej tak wygląda to w większości przypadków… W ramach cyklu o piłkarskich skandalistach, dziś przybliżymy Wam postać Mario Mandżukicia. Sam piłkarz jest Wam zapewne znany – zarówno z wygranej tytułu Ligi Mistrzów w barwach Bayernu, występów w Juventusie i Atletico ale także z powodu pomówień, które do dziś są w świadomości wielu kibiców przypisane do kategorii „prawda” czy konfliktów z trenerami. Co powoduje, że jest to zawodnik tak kontrowersyjny? Na to pytanie możecie odpowiedzieć sobie po lekturze poniższego tekstu.

Ciężkie dzieciństwo

Zacznijmy od samego początku – Mandżukić nigdy nie miał łatwego życia, a to stwierdzenie dotyczy zwłaszcza jego dzieciństwa. Jako kilkulatek musiał opuścić swój kraj z powodu wojny domowej, która zagrażała życiu jego i jego rodziny. Mario z najbliższymi uciekli do Niemiec, a dokładniej do miasta Ditzingen, w którym też Mandżu stawiał swoje pierwsze kroki na murawie. Jako uchodźca nie był akceptowany w szkole, ze względu na brak biegłości w języku niemieckim. Kiedy w końcu go opanował, sytuacja na Bałkanach uspokoiła się na tyle, że rodzina mogła wrócić do domu. Mario przez ten czas zdążył już jednak zapomnieć języka ojczystego i ponownie stało się to powodem, dla którego był wyśmiewany w szkole. Całym jego życiem była piłka nożna, co później okazało się odpłacić wielką karierą Chorwata.

„Niegrzeczny chłopiec z szatni Dinama”

O Mandżukiciu szersze grono kibiców usłyszało, kiedy stał się on zawodnikiem Dinama. Jeśli teraz wydaje Wam się, że napastnik bywa prowokujący, powinniście poznać jego historię z tamtych czasów. Miał on niezwykły wręcz dar pakowania się w przeróżne kłopoty, a chorwackie media obwołały go oficjalnie „niegrzecznym chłopcem z szatni Dinama”. Sam Mandżukić miał do prasy jednak żal o tego typu ksywkę. Nie był to jego jedyny pseudonim –  Ćiro Blažević nadał mu przezwisko đilkoš, co dokładnie w języku polskim znaczy „wieśniak” czy „hulaka”. Mario nie bardzo lubił także tę ksywkę, różnica była jednak taka, że Blažević nazywał go tak pieszczotliwie, mając na uwadze jego ciężką osobowość.

Skąd tak pomysłowe pseudonimy? Mówiąc prosto – Mandżukić zawsze był pierwszym w kolejce po wszelkie kłopoty. Mniemamy, że częściowo media celowo wikłały go w przeróżne niesnaski całkowicie bezpodstawnie, gdyż sam bohater zawsze wszystkiemu zaprzeczał. Coś musiało być jednak na rzeczy. Mandżukić w jednym z czatów przyznał także, że jego współlokatorem był Dino Drpić – tak, to dokładnie ten człowiek, który był mężem chorwackiej skandalistki Nives Celzijus, o której małżeństwie jak i jej samej pisałyśmy długi, kontrowersyjny artykuł. Można by rzec, że Mandżukić plątania się w kłopoty uczył się od mistrza. Co więc jeszcze takiego działo się w Dinamo?

Bluzgi do kibiców i bójka z Modriciem? Mandżukić twierdzi, że to kłamstwo

Jedną z bardzo wielu afer, jakie zarzucały Mandżukiciowi chorwackie media były rzekome wulgaryzmy kierowane przez Mario do kibiców Dinama po jednym z meczów oraz awantura z Modriciem w autobusie, podczas której miało dojść do rękoczynów a dzisiejsi zawodnicy Juventusu i Realu mieli się nawet pobić.

Napastnik po meczu miał do najwierniejszych fanów Dinama wykrzykiwać, że pier**** im matki. Taki incydent zarzucał Mandżukiciowi przynajmniej przewodniczący stowarzyszenia kibiców. Sam zawodnik rozgoryczony takimi insynuacjami postanowił wypowiedzieć się na ten temat. Nieświadomie przyznał się jednak, że faktycznie, odpowiedział trybunom, dlatego, że sam usłyszał dobiegające z nich obelgi na swój temat. Dodał też, że było to całkowicie instynktowne zachowanie i że nie wziął sytuacji do siebie, a później normalnie pozdrowił fanów.

Właśnie to miało być też powodem późniejszej bójki Mario Mandżukicia z Luką Modriciem. Ten drugi był podobno oburzony pyskówką swojego współzawodnika z kibicami oraz faktem, że ten non stop prowokuje swoich i tak przybitych porażką kolegów. Mandżukić w wywiadzie dla Index.hr skomentował również te doniesienia i uznał je za śmieszne, a z Luką nigdy nawet by się nie pokłócił i zapewne nie uderzyłby go nawet kwiatuszkiem. Jaka jest prawda? Tego się już pewnie nie dowiemy.

Mandżukić napadnięty przez kibiców

W mediach huczało także w chwili, kiedy pojawiały się w nich doniesienia o rzekomym pobiciu Mandżukicia przez fanów przeciwnej drużyny. Mario miał zostać przez nich wywleczony ze swojego Audi Q7 i pobity, a samochód (dokładniej jego przednia szyba) wybity kamieniem. Według świadków, zawodnika przed linczem ocaliła lokalna policja.
Informacje te tak szybko jak się pojawiły, tak szybko zostały przez samego zainteresowanego sprostowane. Nie do końca jednak wiadomo, co miał on na myśli mówiąc, że nie zdarzyło się nic wartego wspominania. Oficjalnie na policję nie zostało zgłoszone żadne doniesienie dotyczące domniemanego napadu, gdyż do tego potrzebne byłyby zeznania ofiary – ciężko zatem jednoznacznie twierdzić, czy Mandżukić nie chciał po prostu wałkować przykrego incydentu od początku czy faktycznie żaden napad nie miał miejsca.

Historyczna (prawie) najwyższa kara w historii Dinama Zagrzeb

Mandżukiciowi udało się także zostać finansowo ukaranym. Co w tym dziwnego, pomyślicie? W końcu wielu zawodników zostało kiedyś za coś ukaranym. W przypadku Mario nie było to jednak zwykłe pouczenie, a… Kara pieniężna w wysokości 100 000 euro! Za co? Tłumaczenia są równie zawiłe, co sam proces pociągania Mandżukicia do odpowiedzialności za swoje przewinienia. Powodem, według Mamicia, był zupełny brak wkładu w grę w momencie kiedy był on najbardziej potrzebny, czyli w Lidze Europy, eliminacjach do Ligi Mistrzów czy też w Pucharze Chorwacji.

Kara okazała się być w dużej mierze jednak straszakiem i wynikiem potoku słów fanatycznego względem Dinama Mamicia, który słynie z tego typu sytuacji. Po dwóch tygodniach, zamiast 100 tysięcy euro, Mandżukić miał zapłacić o połowę mniej, z kolei na końcu okazało się, że zawodnik zapłacił tylko część kary, gdyż Mamić zrozumiał, że obwinianie jednego piłkarza o niepowodzenie klubu nie miało sensu i powiedział, że to zbyt wielkie pieniądze, by je Mandżukiciowi tak po prostu odebrać.

Rekord w wysokości „kary” nałożonej przez Dinamo dwa lata później pobił Sammir (270 000 euro).

Pierwszy konflikt z trenerem, który akurat niespecjalnie nas dziwi, czyli Mandżukić w Wolfsburgu

O tym, jaką opinię wśród piłkarzy i kibiców ma Felix Magath, przypominać nie musimy. Gdyby to jednak komuś umknęło, Magath dorobił się w swojej trenerskiej karierze pseudonimów, które mówią same za siebie, np. dręczyciel czy męczyciel. To właśnie pod jego skrzydła po odejściu z Dinama trafił bohater tego artykułu. W tym przypadku ciężko dziwić się jego niezadowoleniu. Mario wspomina, że wysiłek, do jakiego trener zmuszał jego i innych zawodników był nieludzki i nikt nie ma chyba wątpliwości, że piłkarz nie kłamie. Podobne zdanie o Magathcie mają także Podolski, Klich czy Krzynówek – zresztą, lista jest naprawdę długa.

Mandżukić w Wolfsburgu zdawał się jednak uspokoić, a może to media traktowały go łagodniej w Niemczech aniżeli w Chorwacji.

Bayern Monachium – wielki klub i wielkie problemy

Zanim do Bayernu przyszedł Robert Lewandowski, grał tam Mario Mandżukić i ktokolwiek powie, że Chorwat nie radził sobie tam, skłamie. Napastnik zakupiony został jako zmiennik Gomeza, ten jednak na początku sezonu doznał poważnej kontuzji i tym samym dał sporą szansę swojemu współzawodnikowi. Mandżukić szybko wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie. Był nie do zatrzymania. Kiedy jego imiennik, Mario Gomez, powrócił do formy, nie miał łatwego zadania – wtedy sam był już zmiennikiem. Jupp Heynckes wierzył w Mandżukicia, trudno mu się zresztą dziwić. Wraz z Bayernem Chorwat osiągnął wszystko, o czym mógł śnić – wygrał Ligę Mistrzów (strzelił nawet gola w finale), wygrał klubowe mistrzostwa świata, mistrzostwo Niemiec, Puchar Niemiec… Lista jest długa, ale od tamtego czasu Bawarczycy takiego sukcesu już nie powtórzyli, pomimo wsparcia solidnego, bramkostrzelnego Polaka.

Niestety, wszystkie piękne okresy kiedyś mają swój koniec. W przypadku Mandżukicia był on bardzo bolesny. Co takiego Mario nabroił za swojej kadencji w Monachium?

„Sieg Heil”, czyli salutowanie chorwackim generałom

Duże poruszenie Mandżukić wywołał jedną ze swoich cieszynek. Po zdobyciu bramki w 3. minucie, wraz z Xherdanem Shaqirim podbiegł do kibiców i wykonał nazistowski gest, który kojarzy się jednoznacznie. W ten sposób chcieli oni pozdrowić chorwackich generałów, którzy kilka dni wcześniej zostali uwolnieni od zarzutów zbrodni wojennych.

Sam zainteresowany najpierw zaprzeczał, jakoby celowo wykonał nazistowski gest. Później jednak przyznał, że jest Chorwatem i nie widzi nic zaskakującego w tym, że chce dzielić się radością ze swoimi krajanami a jego pozdrowienie było wyrazem ekspresji.

Co ciekawe, oprócz medialnej nagonki, Mandżukić za swoją oryginalną i kontrowersyjną cieszynkę nie poniósł odpowiedzialności. Niemiecki Związek Piłki Nożnej upomniał go jedynie i polecił mu powściągać tego typu manifestacje, gdyż mogą zostać źle odebrane.

Sfałszowany wywiad, pozew sądowy, zarzuty o przestępstwa i nienawiść do mediów, czyli dlaczego Mandżukić nie cierpi rozmawiać z dziennikarzami

W maju 2013 roku, czyli tuż przed finałem Ligi Mistrzów pomiędzy Bayernem a Borussią, włoski Tuttosport opublikował na swoich łamach osobliwy wywiad z Chorwatem. Jego szczera „rozmowa” wywołała niemały skandal, jeszcze większy rozpętał się jednak później.

W wyżej wymienionym wywiadzie Mandżukić miał przyznać się m.in. do kradzieży w pociągach, stwarzania niebezpieczeństwa w ruchu drogowym które mogło skończyć się śmiercią jego lub kogoś innego (jazda samochodem nocą bez zapalonych świateł) czy ucieczki ze zgrupowania reprezentacji Chorwacji U21. Mandżu miał również porównywać się do Ballotellego a nawet stwierdzić, że wątpi, by Włoch dorównał mu w poziomie dziwactwa. Według Tuttosportu, w udzielonym wywiadzie opowiedział także historię o trenerze, którzy zabronił mu jeść pizzę, co rozzłościło zawodnika na tyle, że na oczach przełożonego zamówił 10 kolejnych, aby go bardziej zdenerwować. Cały domniemany tekst podsumowany został wypowiedzią Mandżukicia, w której przyznaje się, że gdyby zachowywał się jako zawodnik Bayernu tak jak wcześniej, skończyłby w więzieniu.

Tekst włoskiego dziennika natychmiast obiegł media na całym świecie, a zwłaszcza te chorwackie, które chętnie tłumaczyły i publikowały cały wywiad, nie mając pojęcia, że Mandżukić nigdy nie go nawet nie udzielił.

Mandżu do dziennikarzy: „My jesteśmy mistrzami, a Was mam gdzieś”

Do Chorwata wieści o oszczerstwach dotarły prawdopodobnie w momencie, kiedy przygotowywał się do finału Ligi Mistrzów. Zawodnik był wściekły. Po zwycięstwie nad Borussią, do którego Mario dołożył zresztą ważną cegiełkę w postaci bramki, odmówił jakichkolwiek rozmów z czekającymi na bohatera dziennikarzami. Powiedział do nich, że on i drużyna są mistrzami, a pismaki go nie obchodzą. Żurnaliści zdziwieni byli jego reakcją i na nic zdały się tłumaczenia, że nie mają nic wspólnego z Tuttosportem. Napastnik wyjaśnił, że pomimo, że to włoski dziennik opublikował fałszywy wywiad, chorwackie media prześcigały się w tłumaczeniach tekstu aby zamieścić je u siebie, i dopóki sprawa nie wyjaśni się i on sam nie zostanie przeproszony za oszczerstwa, nie zamierza z nikim rozmawiać.

Dzień po wielkim triumfie Mandżukić zdecydował się na trochę szersze wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. Stwierdził, że nie mieści mu się to w głowie i nie rozumie, jak to wszystko mogło się stać, gdyż żadnego wywiadu nie było a z Tuttosportem nie rozmawiał, tym samym cały artykuł jest od początku do końca wymyślony. Zapowiedział też złożenie pozwu sądowego, jednak nie jest znany wynik sprawy – prawdopodobnie dlatego, że i tak wcześniej dość tajemniczy Mandżukić stał się absolutnie zamknięty na media i wywiadów udziela dosłownie 1-2 razy do roku, nie będąc przy tych okazjach zbyt rozmowny.

Mandżukić vs Guardiola. To nie mogło się udać…

Piękny okres w Bayernie dla Chorwata skończył się wraz z odejściem Heynckesa ze stanowiska trenera. Zastąpił go Guardiola, który miał utrzymać zespół na tak samo niewiarygodnym poziomie co jego poprzednik.
Między szkoleniowcem a napastnikiem iskrzyło praktycznie od początku. Nie wątpimy nawet, że już w chwili, kiedy panowie zobaczyli się na oczy po raz pierwszy, przez głowy przeszły im myśli, że na pewno się nie polubią.
Mandżukić nie pasował do filozofii Hiszpana, a przynajmniej to było prawdopodobnie rdzennym powodem konfliktu, który sprawił, że obydwaj robili sobie na złość jak dzieci. Guardiola niesfornego podopiecznego za karę sadzał na karnym jeżyku ławce pomimo jego świetnej dyspozycji, za co Mario odpłacał mu się przy najbliższej okazji posyłając, prócz piłki do siatki, spojrzenia zimniejsze od temperatury na kole podbiegunowym w kierunku trenera. Często też niezadowolony z braku gry w pierwszym składzie na ławce zasiadał wyjątkowo nadąsany, czego ciężko było nie zauważyć.

Media niejednokrotnie informowały także o awanturach pomiędzy szkoleniowcem a napastnikiem. Mandżukiciowi zdarzało się, zamiast celebracji gola, reagować złością kierowaną w stronę ławki, na której spoczywał trener. Dziennikarze, jak to dziennikarze, mieli nawet wyczytywać z ruchu ust Chorwata obelgi wobec Guardioli.

Chyba jednak jest w tym trochę racji, że pierwszego dnia wiedzieli już, że się nie polubią (GIF – pierwszy mecz Bayernu pod wodzą Guardioli)

Do eskalacji konfliktu doszło w momencie, kiedy oficjalnie podane zostało do wiadomości, że do Bayernu dołączy Lewandowski. Mandżukić wiedział, że będzie się między nim a Polakiem toczyć bitwa, w której Chorwat z góry zostanie stracony – nie ze względu na swoją formę, a swoje stosunki z Guardiolą. Wiedząc, że nie zniesie degradacji go do zmiennika wyłącznie przez inną filozofię szkoleniowca, długo nosił się z zamiarem odejścia. Zdarzyło się jednak coś, co całkowicie przelało czarę goryczy. Pożegnanie nie było miłe – było to właściwie „wyrzucenie” Mandżukicia.

Zdradził (?) zespół, bo… Pomagał powodzianom i rodzinie

Decydujące starcie pomiędzy szkoleniowcem a napastnikiem przypadło na chwilę, kiedy Mandżukić musiał być naprawdę rozdarty.

Prawdopodobnie i tak wiedział już, jak będzie wyglądała jego przyszłość. Okoliczności, w jakich Bayern pożegnał się z Chorwatem były jednak rozczarowujące.

W maju 2013 roku Bałkany zmagały się z wielkimi powodziami. Tysiącom obywateli Bośni, Serbii czy Chorwacji woda zabrała wszystko. Nie inaczej sytuacja wyglądała w rodzimym regionie Mandżukicia. Tragedii cudem uniknęła wtedy babcia zawodnika. Piłkarz miał wybór: zostać w Niemczech i lojalnie dokończyć swoją służbę w Monachium pomimo, że i tak był tam traktowany jak zło konieczne, lub pojechać do swojej ojczyzny i pomóc powodzianom. Wybrał to drugie.
Guardiola wykorzystał jego zachowanie jako idealny pretekst do wyrzucenia Mandżukicia ze składu na mecz Pucharu Niemiec, gdyż ten opuścił trening, chcąc pomóc bliskiej rodzinie i rodakom. Żegnając się wtedy z zawodnikiem, Hiszpan miał zwrócić się do niego słowami „powodzenia w nowym klubie”. Mandżu pojawił się potem w Chorwacji wraz ze swoim menadżerem, gdzie czynnie pomagał poszkodowanym oraz ufundował im 2 furgonetki zapełnione środkami pierwszej potrzeby oraz jedzeniem (łącznie 6 ton).

Pro-szem pa-niom, a on zabrał mi koronę króla strzelców!

Konflikt pomiędzy Mandżukiciem a Guardiolą nie był jednostronny, a nieczyste zagrywki stosował nie tylko Chorwat. Szkoleniowiec w momencie, kiedy jego podopiecznemu brakowało niewiele do zdobycia tytułu króla strzelców Bundesligi, celowo karał go ławką, zabierając mu cenne minuty na strzelenie gola. Żeby było jeszcze śmieszniej, dzięki temu najwięcej bramek w lidze strzelił… Robert Lewandowski, na koniec nieznacznie wyprzedzając Mandżukicia, tuż przed swoim przyjściem do Bayernu.

Nowy klub, nowe problemy? Przejaskrawiony (?) konflikt z Simeone, epizod w Atletico

Z Bayernu napastnik odszedł do Atletico. Bardzo cieszył się, że jego nowym trenerem zostanie Diego Simeone, którego cenił. Po jakimś czasie wyszło na jaw, że i w tym przypadku coś nie gra, a przynajmniej to sugerowały media. Jak się później okazało, przejaskrawiły konflikt.

Obrażony na trenera podczas meczu z Sevillą?

Pierwsze plotki o rzekomym ochłodzeniu stosunków pomiędzy szkoleniowcem a jego zawodnikiem pojawiły się po jednym z meczów Atletico z Sevillą, w którym Mario nie zagrał od pierwszej minuty. Chorwat miał być z tego powodu obrażony i nadąsany, co według złośliwych pokazywał na murawie nie przykładając się do gry, kiedy dostał już na nią szansę. Bez względu na to, czy była to po prostu gorsza dyspozycja, czy faktyczny foch, media dorobiły do tego całe tło, które z powodu wcześniejszych problemów Mandżukicia z trenerami, wydawało się otrzeć o prawdę.

Spekulacje podsycał natomiast fakt, że rzeczywiście, od momentu wspomnianego meczu, Chorwat rzadziej pojawiał się na boisku. Okazało się, że przyczyną wcale nie jest poważny konflikt z trenerem…

Bardzo długo grał z poważną kontuzją kostki

Wiele wyjaśniło się, kiedy Simeone wyjaśnił wszystkim, jak naprawdę sytuacja wyglądała do tamtej pory. Mario przez 10 spotkań próbował przemilczeć sprawę kontuzjowanej kostki, gdyż nie chciał zawieść kibiców i trenera. To właśnie to było powodem jego gorszej dyspozycji i częstszych wizyt na ławce rezerwowych. W pewnym momencie sytuacja stała się jednak na tyle poważna, że Mandżukić zdecydował się osobiście odwiedzić trenera i wyznać mu prawdę o tym, dlaczego nie daje z siebie na murawie wszystkiego.
Simeone był wyraźnie poruszony jego zachowaniem, co zmotywowało go do usprawiedliwienia chorwackiego napastnika. Szkoleniowiec wyraźnie zaznaczył, że jego podopieczny nie jest leniem ani nie ma mowy o karaniu go za konflikt między nimi. Pochwalił go za klasę i odwagę a także opowiedział o tym, jak Mandżukić zapukał do jego drzwi ze swoim tłumaczem i poprosił go o czas na rekonwalescencję.

Pamiętny mecz z Realem Madryt i złamany nos

Doskonale wiemy, jak waleczny jest Mario, jeśli chodzi o wszelkie spotkania. Można powiedzieć o nim naprawdę wiele, można podejrzewać go o trudny charakter, ale nie, że nie potrafi walczyć do końca.
W jednym z meczów Ligi Mistrzów doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji. Dwaj zawzięci rywale spotkali się, by wyłonić tego, kto przejdzie dalej.
Gra obydwóch zespołów była bardzo agresywna – nic dziwnego, że w końcu polała się krew. Ramos (jak twierdzi, przypadkowo) uderzył łokciem w twarz doskakującego do piłki Mandżukicia. Chorwat od razu zalał się krwią, co nie zrobiło jednak wrażenia na serbskim arbitrze. W dodatku, za dyskusję z nim, pokazał napastnikowi żółtą kartkę, na co pokrzywdzony zawodnik miał zareagować wulgarnie.

W tym samym meczu Mandżukicia ugryźć miał także Carvajal. Pomimo śladów na ręce Chorwata, obydwaj panowie zaprzeczyli, że jakiekolwiek wzorowanie się na Suarezie miało w tym meczu miejsce.

Juventus = spokój?

Odkąd Mario dołączył do Juventusu, da się zauważyć, że spekulacje o wszelkich jego konfliktach i wyraźnie zmalały. Co jakiś czas, kiedy napastnik rozpoczyna mecze na ławce, próbuje się odgrzewać kotleta o rzekomych sporach i dąsach, nic jednak nie wskazuje na to, aby faktycznie miały one miejsce.

Szalone ciekawostki

  • Wiele lat temu o swoich (prawie) relacjach z Mandżukiciem opowiedziała jedna z chorwackich, obecnie mało znanych, piosenkarek. Najpierw miała długo wymieniać z nim wiadomości, ale gdy zdecydowali się spotkać, pokłócili się zanim wypili pierwszą kawę.
  • Mario uważnie czyta, co pisze się o nim w mediach społecznościowych, choć rzadko sam daje to komukolwiek do zrozumienia. Zdarzyło mu się i blokować natrętnych (?) fanów, jak i sprzeciwiać się ich nieczystym zagrywkom, jak w momencie, kiedy ktoś próbował zarobić na jego nazwisku. Z drugiej jednak strony bardzo często wspiera kibiców, a zwłaszcza dzieci i osoby chore lub niepełnosprawne. Inne źródła mówią też o niemiłych incydentach Chorwata z jego kibicami, zwłaszcza podczas okresu w Dinamie.
  • Wystarczy na niego spojrzeć, by zauważyć, że Mandżukić uwielbia tatuaże. Powiedział, że nawet ich już nie liczy.
    Również jedna z grafik na jego ciele wywołała skandal – mowa tu o hebrajskiej sentencji na jego plecach, która jest… Gramatycznie niepoprawna.

  • Pomimo tak wielu kontrowersji, sam napastnik twierdzi, że w życiu prywatnym jest tak spokojnym człowiekiem, że aż nudnym. I faktycznie, coś w tym jest, bo Mario bardzo rzadko wychodzi z domu, poza treningami. Próżno szukać go na imprezach czy wielkich wydarzeniach – najwięcej czasu spędza w swoim ogrodzie z dziewczyną czy rodziną, bo to, jak mówi, uspokaja go. Od czasu do czasu wybiera się np. do restauracji.
    Kiedyś, jeszcze jako zawodnik Bayernu, stwierdził że wręcz nudzi się, kiedy nie ma treningów – na co Daniel van Buyten odpowiedział mu, żeby zrobił sobie dziecko, jeśli tak bardzo mu się nudzi.

Agnieszka Miszczak

Zakochana w reprezentacji Chorwacji i piłce nożnej w wydaniu bałkańskim. Jej ulubionymi klubami są Juventus, Dinamo Zagrzeb, lubi także Real Madryt. Jakiś czas temu pokochała Serie A na zabój. Prawdopodobnie największa fanka Mandżukića na świecie. Liga Mistrzów to dla niej świętość i chce, aby hymn tych rozgrywek zagrano na jej ślubie zamiast marszu Mendelsona.

Przeczytaj też...