From hero to zero, czyli ile w dzisiejszych czasach znaczy całowanie herbu klubu [FELIETON]

Dawno temu zaufałam pewnemu bramkarzowi, wtedy dałabym sobie za niego rękę uciąć. I wiecie co? I bym teraz, ku*wa, nie miała ręki.

15 czerwca cały włoski świat piłki obiegła szokująca informacja: Gianluigi Donnarumma, który miał być ostoją i symbolem nowego Milanu, nie przedłuży kontraktu. Mimo że Marco Fassone i Massimiliano Mirabelli na stół położyli 4 miliony euro, młody goalkeeper nie skusił się na tę umowę.

Dla kibiców Rossonerich świat się zatrzymał. To był szok, jeden, wielki szok. W ostatnich dniach wiele się działo w związku z transferem dzieciaka, ale tego chyba żaden kibic się nie spodziewał. No bo jak to tak? Całujesz herb klubu, otwarcie mówisz o miłości i przywiązaniu, mówisz, że nie miałbyś kłopotu z graniem całe życie w jednym klubie, a teraz nie odnawiasz kontraktu? Pff, niemożliwe. A jednak, prawda?

Ale wróćmy do samego początku.

Masz 16 lat, dostajesz niepowtarzalną szansę od trenera na debiut, wchodzisz, wygrywasz, zbierasz wysokie noty. Wygryzasz doświadczonego bramkarza z podstawowej jedenastki, to ty jesteś teraz numerem jeden.

Masz 17 lat, kibice zaczynają ci ufać. Pokazujesz miłość do Milanu, nienawiść do Interu, Juventusu. Teraz nikt nie wyobraża sobie bramki bez ciebie, powoli zwracasz uwagę całego świata, zostajesz okrzyknięty następcą swojego idola, Gigiego Buffona. Kończysz sezon. Nie było tak pięknie, jak miało być. Ale ty się nie poddajesz, obiecujesz, że następny będzie lepszy. I jest. Najpierw bronisz karnego i ratujesz trzy punkty drużynie, potem w ostatniej akcji bronisz zwycięstwa z odwiecznym rywalem, jest coraz piękniej. Kibice już cię kochają, okrzykują nowym Maldinim, widzą cię za kilka z opaską kapitana na ręce, unoszącego puchar Ligi Mistrzów. W końcu nadszedł dzień, na który czekałeś. Zdobyłeś swoje pierwsze trofeum. Kibice krzyczą, że to dzięki tobie, że to ty doprowadziłeś Milan do pierwszego pucharu od 5 lat. Po raz kolejny pokazujesz swoją miłość – całujesz herb klubu.

I w końcu…

Masz 18 lat. Na swoje urodziny dostajesz prezent od włodarzy klubu w postaci nagranych życzeń od wszystkich ważnych ci osób. Wśród nich:

Życzę cie wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że życie da ci wszystko, czego potrzebujesz do szczęścia, wielu rzeczy i przede wszystkim długiego kontraktu z AC Milanem.

Kilka dni poźniej grasz mecz przeciwko największemu rywalowi, i to na jego terenie. W ostatniej minucie nie bronisz karnego i twoja drużyna przegrywa. Jesteś zły, można nawet powiedzieć, że wściekły. Idziesz w stronę kibiców rywala i robisz to, co uwielbiasz – kolejny raz całujesz herb. Raz na zawsze dementujesz plotki o odejściu.

 

Pojawiają się nowi właściciele, twój kontrakt wygasa, twój manager chce pieniędzy. Dużo pieniędzy. W końcu to gruba ryba. Jest trochę zamieszania. Sezon mija jak z bicza strzelił. Dołożyłeś cegiełkę, ba! ogromną cegłę do upragnionego awansu do Ligi Europy. Chwila przerwy i lecisz do Polski na Młodzieżowe Mistrzostwa Europy. Pewnego dnia umawiasz się z agentem. Obgadaliście wszystko. Agent spotyka się z dyrektorami klubu. Kilka godzin później jesteś spalony jak gol Hamalainena w meczu z Lechem.

Po co to wszystko?

To całowanie herbu, opowiadanie, że nigdy nie opuścisz klubu, „szukanie” domu w centrum Mediolanu? No po co?

Już wielu było takich, co to całowali, mówili, że nigdy nie odejdą, a kilka miesięcy później robili to samo, tylko że w zupełnie innym klubie. Twój przypadek można idealnie porównać do odejścia Figo do Realu. On też zarzekał się, że zostanie i że klub kocha. A potem wszyscy wiemy jak było.

Na pytanie: dlaczego? raczej nie poznamy odpowiedzi.

Będzie kara.

Wydałem 800 milionów na Milan, myślicie, że zbankrutuję, jeśli nie zaakceptuję 40 milionowej oferty za tego bramkarza?

Yonghong Li pokazuje, że ma jaja.

Donnarummę czeka najprawdopodobniej rok na trybunach. W najlepszym przypadku mecze Primavery, a tam już czyha na niego sam Gennaro Gattuso. Przebywając w Milanello czas od czasu natknie się na kolejną legendę, Christiana Abbiatiego, który swego czasu ogłosił go swoim następcą w bramce Milanu. Tak że przed trudnymi rozmowami nie ucieknie.

Miałeś chamie złoty róg…

Do wczoraj nie było kibica, który tego młodego bramkarza nie darzyłby choćby malutką nicią sympatii. Wszystko przez jego niepowtarzalnym talent i to, z jaką ochotą i swobodą odrzucał serdeczności bogatszych, walczących o większe trofea niż Supercoppa Italiana klubów.

Każdy myślał, że zarówno we Włoszech, jak i w Milanie nareszcie pojawił się skromny, niewymagający, ale też utalentowany chłopak, który po prostu chce grać w piłkę w ukochanym klubie.

Wszyscy ci zostali wczoraj sprowadzeni na ziemię najbardziej gwałtownym sposobem. Kibice mu tego nie darują. W internecie już króluje hasło „Dollarumma”. Nie wiem, kto je wymyślił, ale ma u mnie piwo. To hasło zawiera wszystkie możliwe drwiny: dolary, na które młodziutki Włoch prawdopodobnie poleciał – lecz obym się myliła- i angielskie słówko „doll”, które oznacza lalkę. Lalkę w rękach agenta.

To, co stało się wczoraj jest nie tylko dziwnie irytujące, ale także smutne. Pokazuje, ile w tych czasach znaczy całowanie herbu klubu – równiutkie ZERO.
Ale, jako kibic Milanu, czuję się przede wszystkim zawiedziona. Zawiedziona postawą kogoś, kto trzy miesiące temu za mój Milan oddałby życie.

Pozostało tylko czekać na okrutną karmę i choć z całego serca życzę dla Gigio jak najlepiej w nowym klubie, to mam nieodparte wrażenie, że kiedyś wypowiemy słynne słowa z Wesela Stanisława Wyspiańskiego:

Miałeś chamie złoty róg, miałeś chamie czapkę z piór…

 

Udostępnij:

Barbara Tereba

Koneserka ligi włoskiej i rodzimej Ekstraklasy, ponadto na żywo ogląda kopaninę w lidze okręgowej. Zna wszystkie piosenki śpiewane przez „Żyletę” i „Curva Sud Milano”, a wśród znajomych ma chłopaka, który czasami trenuje z jej ulubionym piłkarzem. Gdy jej drużyna przegra, to najpierw na nich krzyczy, a dopiero potem analizuje co zrobili źle.

You may also like...