Piłkarscy skandaliści – Mario Balotelli

Chłopaka, który został porzucony przez rodziców, był wygwizdywany na wszystkich włoskich stadionach i nie raz stawał się obiektem rasistowskich zachowań dzisiaj można nazwać spadającą gwiazdą. Umiejętności, skandale i sodówka – tymi słowami określany jest Mario Balotelli, czyli bohater kolejnej części naszego cyklu.

Ciężkie dzieciństwo

Mario urodził się 12 sierpnia 1990 roku w Palermo, jako syn emigrantów z Ghany. Początkowo nosił nazwisko Barwuah. Jego biologiczni rodzice – Thomas i Rose – porzucili go, gdy okazało się, że jest on dość chorowitym dzieckiem. Państwo Baruwah nie mieli pieniędzy na utrzymanie chłopca i porzucili go w szpitalu po jednej z wielu operacji jelit. Skontaktowali się z opieką społeczną, która przekazała dzieciaka do rodziny zastępczej. Mario został synem Franco i Silvii Balotellich. Jego biologiczni rodzice uważają, że na początku miał być nim tylko przez rok i adopcja była skutecznie przedłużana bez ich wiedzy. Jako że nie była ona formalna, Balotelli otrzymał włoskie obywatelstwo dopiero w dniu swoich osiemnastych urodzin.

Thomas i Rose nie kontaktowali się z Mariem aż do jego zabłyśnięcia w europejskim futbolu. Włoch o nagłym zainteresowaniu rodziców powiedział:

Gdybym nie stał się tym Balotellim, nic bym dla państwa Barwuah nie znaczył.

Przygoda z Interem i nienawiść tifosich

Do Interu dołączył, gdy miał 16 lat, czyli w sezonie 2006/07. Było to tuż przed początkiem kilkuletniej dominacji piłkarzy z niebiesko-czarnej części Mediolanu. W pierwszym sezonie nie zagrał nic. W drugim już zdążył na boisku – i nie tylko – pokazać swój ekscentryczny charakterek. Jego 11 występów i 3 gole w niewielkim stopniu przyczyniły się do wywalczenia przez Il Serpente mistrzostwa.

W sezonach 2008/09 i 2009/10 Mario rozwijał się pod czujnym okiem Jose Mourinho. Był żelaznym rezerwowym i często potrafił przesądzić o losach spotkania.

Dla kibiców w całej Italii stał się jednak wrogiem numer jeden. Przyczyną tego był oczywiście jego nieokiełznany charakter. Szczególnie znienawidzony został w Turynie i Rzymie, choć nawet jego irytujące zachowanie nie usprawiedliwia wymierzonych w niego ataków rasistowskich również w tych miastach.

Balo to typ człowieka, który nienawidzony może być nawet przez kibiców własnej drużyny. Jednak nie oszukujmy się, na miejscu Nerazzurrich każdy by się wkurzył.
Oczywiście chodzi o sytuację, w której Mario pojawił się na meczu… AC Milan. I nie byłoby to takie złe, gdyby nie usiadł na trybunie Curva Sud i to w czerwono-czarnej koszulce. A kilka meczów później koszulką Interu rzuca o murawę.

Mario zwracał na siebie uwagę mediów, lecz nie zawsze dobrą grą. Najlepszym zwieńczeniem jego kariery w Interze jest krótka anegdota, którą opowiedział Jose Mourinho.

Kiedyś graliśmy w Lidze Mistrzów z Rubinem w Kazaniu. Wówczas wszyscy moi napastnicy byli kontuzjowani, miałem więc do dyspozycji tylko Balotellego. Pod koniec pierwszej połowy Mario dostał żółtą kartkę i czternaście z piętnastu minut przerwy spędziłem rozmawiając z nim. – Mario, nie mogę cię zmienić, nie mam nikogo na ławce. Nie dotykaj nikogo. Gdy stracisz piłkę, nie reaguj. Gdy sędzia popełni błąd, nie reaguj. Gdy ktoś cię prowokuje, nie reaguj – prosiłem. W 46. minucie Balotelli dostał czerwoną kartkę.

Smutne przypadki rasizmu

Jedna z najbardziej przykrych sytuacji, które wyśmiewały jego i jego kolor skóry miała miejsce jeszcze jak grał w Interze. Był to wyjazdowy mecz z Juventusem. Fani Starej Damy przywitali go transparentem z napisem: „Jeśli podskoczysz, Balotelli umrze” i morzem skaczących kibiców.

Jak się później okazało, kolejkę wcześniej tifosi Bianconerich ubliżali Balotelliemu w meczu Juventusu z… Udinese. Po prostu mecz ich nudził, więc zaczęli wyzywać czarnoskórego Włocha, który w tym samym momencie był daleko, daleko, bo aż w Bolonii. Ma to sens? No ja też go nie widzę. Ale ówczesny kapitan Interu, Javier Zanetti, zareagował i powiedział, że jeśli podczas meczu z Juventusem (właśnie tego wspomnianego wyżej w akapicie) wydarzy się coś takiego, to on i jego piłkarze zejdą z murawy prosto do szatni.

Kolejną smutną sytuacją były derby Mediolanu, w których Balo występował już po czerwono-czarnej stronie barykady. Podczas jednego ze stałych fragmentów gry pod bramką Interu kibice z Curva Nord zaczęli krzyczeć w stronę Balotelliego obraźliwe słowa. Ponadto kilku z nich machało nad głową bananami, wyśmiewając w ten sposób Włocha i w bezczelny sposób wyzywając go od małp. Wielu z nich pokazywało w jego stronę także niecenzuralne gesty.

Mario 4 lipca udostępnił ten filmik na swoim Instagramie.

???????? #issanissa????⚫️ #rossoneri #cheDiocibenedica

A post shared by Mario Balotelli???????????????? (@mb459) on

W Manchesterze miało być dobrze, a nie było

Do The Citizens agent posyłał go z dwoma założeniami: pierwsza – Mario zacznie grać; druga – Mario się uspokoi. Tylko jedno z nich się spełniło, i to nie do końca. Owszem, Mario grał. Ale były to tylko przebłyski jego talentu, które pojawiały się nieprawdopodobnie rzadko. Na przykład podczas słynnych derbów Manchesteru.

A potem… Potem było tylko odpalanie fajerwerków w łazience, rzucanie lotkami w młodszych kolegów z drużyny i dyskwalifikacje na trzy następne mecze. Bo Balotelli był brutalny. Lubił kogoś kopnąć, podeptać albo wskoczyć mu na głowę.

Nie celebrował strzelonych goli. W jednym z wywiadów powiedział:

To jest moja praca. Czy jak listonosz donosi list, to za każdym razem cieszy się z tego?

Mario jako gwiazda EURO 2012

Został królem strzelców i memiczną legendą rozgrywanych w Polsce i na Ukrainie Mistrzostw Europy. Naprawdę, gdzie byś wtedy nie spojrzał, tam był Balotelli i jego słynna poza po drugiej – swoją drogą bardzo ładnej – bramce strzelonej Niemcom w półfinale.

Niestety, po wywalczonym finale już się tak nie cieszył. Balotelli rozpłakał się, nie chciał przyjąć srebrnego medalu, a później ruszył w nieznane i odnalazł się tuż przed planowanym odlotem reprezentacji Włoch do kraju. Gdzie był? Tego do tej pory nie wiadomo. Podobno odreagowywał trudny turniej. Podczas gdy trenerzy zachodzili w głowę i martwili się o lokalizację napastnika, ten ze śliczną blondynką u boku nie stronił od alkoholu w jednym z krakowskich klubów.

Odrodzenie w Milanie

Na początku przygody z Milanem Mario Balotelli wdał się w sprzeczkę z mediolańską policją. Gdy pod lotniskiem stanął w niedozwolonym miejscu, funkcjonariusze poprosili go o przeparkowanie samochodu. Mario „przestawił” go w to samo miejsce, a następnie nie mógł pojąć, dlaczego został ukarany mandatem.

W Mediolanie przez Interistów był nienawidzony i mieszany z błotem, żeby nie powiedzieć ,,gównem”. A dla Milanistów stał się prawdziwym bohaterem po tym, jak jego dwie bramki w meczu z Udinese zapewniły Rossonerim zwycięstwo. W następnym meczu zrobił to samo i wyszło tak, że po dwóch kolejkach miał na koncie trzy bramki. Tydzień później znów uratował Milan. Natychmiast zapomniano o jego wszystkich wybrykach i głupotach. Jego świetna forma zaowocowała powołaniem do reprezentacji, gdzie Mario również świetnie sobie poradził. Świat zaczął wierzyć, że jego kariera powoli wraca na właściwe tory.

Następny sezon już taki piękny nie był, choć wróżono inaczej. 19 bramek w 49 meczach (w klubie i w reprezentacji) to nie był oszałamiający dobytek, lecz również nie najgorszy. Ale Balotelli wciąż sprawiał kłopoty. Na boisku był samolubny, nigdy nie podawał kolegom, był niezdyscyplinowany taktycznie i popełniał głupie faule. We wspomnianym sezonie otrzymał aż 16 żółtych kartek i dołożył jedną czerwoną. Nikt nie wie co kierowało wtedy włodarzami Liverpoolu, ale sięgnęli oni po niego w końcówce okienka.

Nieudana przygoda na Anfield i wypożyczenie na San Siro

Balotelli był ostatnią opcją angielskiego klubu. Szukano następcy Luisa Suareza, lecz nikt nie chciał przyjść. Ówczesny menadżer The Reds przyznał, że nie chciał Włocha na Anfield, ale został do tego zmuszony przez brak zainteresowania innych napastników. Jego transfer do dzisiaj ustawiany jest na czołowych miejscach najbardziej nieudanych w historii klubu. Balo strzelił tylko cztery gole i był totalnie bez formy. W lecie pomocną dłoń wyciągnął AC Milan. Mario powrócił na San Siro ponownie w czerwono-czarnych barwach, ale tym razem na zasadzie wypożyczenia.

Znowu liczył na odbudowanie formy w Milanie. Lecz, jak pisała pewna noblistka, „nic dwa razy się nie zdarza”. Balotelli zaliczył fatalny sezon. 23 spotkania i tylko 3 bramki. Nici z wyjazdu na mistrzostwa Europy do Francji, nici z pozostania w Milanie, który w takiej formie nie chciał Włocha. Mówiono wtedy o Chinach, o MLS, ale Balotelli doskonale wiedział, że tam doszczętnie rozpuściłby swój talent. Wybrał Ligue 1 i OGC Nice.

Wariat powraca

Zaczyna myśleć i zachowywać się jak dorosły. Pokazuje naprawdę, że jest dojrzały. Sam o sobie mówi, że nie zasługuje na razie na powołanie do kadry, bo chce wrócić w swojej najwyższej możliwej formie. To doskonałe podejście.

Tak o Balotellim mówił Leonardo Bonucci.

Sebastien Frey, Sebastien Perez i Ludovic Giuly przyznali zgodnie, że gracz się odrodził. Sprzyjał mu w tym fajny klimat, sympatyczna pogoda, a przede wszystkim mniejsza presja. W Nicei strzelił 10 goli w 17 spotkaniach. Teraz podpisał kontrakt na następnych rok.

W Europie powoli, powolutku czuć powrót ekscentrycznego piłkarza, którego wbrew pozorom da się lubić. Wystarczy, że pozostaje szalonym, pozytywnym świrem, a nie idiotą i lekkoduchem.

#tb #michaeljackson&supermario #acmilan

A post shared by Mario Balotelli???????????????? (@mb459) on

Udostępnij:

Barbara Tereba

Koneserka ligi włoskiej i rodzimej Ekstraklasy, ponadto na żywo ogląda kopaninę w lidze okręgowej. Zna wszystkie piosenki śpiewane przez „Żyletę” i „Curva Sud Milano”, a wśród znajomych ma chłopaka, który czasami trenuje z jej ulubionym piłkarzem. Gdy jej drużyna przegra, to najpierw na nich krzyczy, a dopiero potem analizuje co zrobili źle.

You may also like...