„Szpilki na stadionie” – Jagiellonia po europejsku

Kwalifikacje do Ligi Europy polskie zespoły rozpoczynają już od samego ich początku. Jagiellonia Białystok w pierwszej rundzie trafiła na zespół z Gruzji – Dinamo Batumi. Pierwszy mecz zakończył się jednobramkową wygraną wicemistrzów Polski, a jak wyglądał mecz w stolicy Podlasia? W cyklu „Szpilki na stadionie” rewanżowy mecz I rundy kwalifikacji LE – Jagiellonia Białystok kontra Dinamo Batumi.

Czwartkowy termin meczu oraz okres wakacyjnych wyjazdów były najbardziej prawdopodobnymi powodami, które sprawiły, że na stadion nie przyszło aż tylu ludzi, jak się spodziewano. Obyło się więc bez oczekiwania na bramkach i bardzo szybko można było zająć swoje miejsca. Po około miesięcznej nieobecności, miło było ponowie zasiąść na trybunach. Panująca aura sprawiała, że oczekiwanie na rozpoczęcie spotkania było jeszcze przyjemniejsze. Zawodnicy z Gruzji już na rozgrzewce zostali ciepło przywitani przez kibiców. Widać było, że nie mają na co dzień do czynienia z takim obiektem i taką liczbą ludzi na trybunach.

Kibice liczyli na lepszy wynik niż w pierwszym meczu. Od początku doping był na najwyższym poziomie. Niestety, piłkarze w początkowej fazie meczu nie dostosowali się do poziomu trybun. Z obu stron gra była chaotyczna. Ku niezadowoleniu publiczności, to goście zaczęli przejmować inicjatywę. Pierwsza połowa upłynęła bez większych fajerwerków. Dopiero w drugiej połowie Jagiellonia zaczęła grać na miarę pokładanych w niej oczekiwań. Bramka Gutiego z 58. minuty dała impuls do lepszej gry. Druga żółta kartka dla zawodnika gości – Tornikego Tarkhnishviliego ostatecznie podcięła skrzydła przyjezdnym. Kolejne bramki zdobywali Fedor Cernych, Ivan Runje, a w doliczonym czasie gry gola strzelił wracający z wypożyczenia Łukasz Sekulski.

Stadionowa atmosfera po krótkim rozbracie smakuje jeszcze lepiej. Mecze w telewizji to jednak nie to samo. Mimo nie największej frekwencji, kibice spisali się wyśmienicie. Wydaje mi się, że nie tylko gospodarze, ale przede wszystkim goście czuli się dzięki temu na murawie doskonale. Naprawdę rzadko widuję, aby zespół przyjezdny witany i żegnany był aplauzem publiczności. To kwestia warta odnotowania! Zapraszam również do obejrzenia krótkiej galerii ze spotkania!

Udostępnij:

Ola Okurowska

Piłkę nożną ma we krwi. Zbieżność jej imienia ze słynnym Del Piero podobno nie jest przypadkowa. Żyje według zasady: „Najpierw mecz, potem mecz”. Lubi rozkładać sędziowskie decyzje na czynniki pierwsze. Od Euro 2008 wiernie wspiera reprezentację Hiszpanii, ze szczególnym uwzględnieniem pewnego Dzieciaka.

You may also like...