Modrić, Lovren i Mamić – defraudacje, krzywoprzysięstwa i strzelanina

O tym co robił i czego nie robił a powinien Zdravko Mamić zarówno po Zagrzebiu jak i całej Chorwacji krążą już legendy. Kontrowersyjny boss chorwackiego futbolu od dawien dawna miesza się w skandale, przez co większość kraju nie pała do niego sympatią. Ostatnimi czasy afery Mamicia nabrały jednak nowego tempa, które okazało się tak silne, że uderzyło między innymi w ogólne narodowe uwielbienie między innymi takich piłkarzy jak Luka Modrić czy Dejan Lovren. Z bohaterów w jednej chwili stali się wrogami, którym już się nie ufa. Co takiego stało się ostatnimi miesiącami w Chorwacji, co sprawiło, że kochani przez miliony piłkarze stali się personae non gratae?

Sądowa saga Zdravka Mamicia trwa już od dłuższego czasu. Chorwacki działacz oskarżony jest o defraudacje wielu milionów euro. Zarzuty są bardzo poważne – jeszcze jako oficjalny pracownik a nie tylko doradca Dinama Zagrzeb miał wyprowadzać z klubu potężne sumy pieniędzy do kieszeni swojej oraz rodziny.
Sprawa trzęsie całą Chorwacją nie tylko dlatego, że Mamicia w kraju zna i ma o nim, zazwyczaj skrajne, zdanie praktycznie każdy – podczas rozprawy świadkami są różne znamienite osobistości lokalnej piłki nożnej a także piłkarze, tacy jak np. popularni na całym świecie Modrić czy Lovren. I o ile to, że Zdravko Mamić latami żył z przekrętów, mówił tam właściwie każdy, o tyle piłkarze w dużej mierze w oczach Chorwatów na tym polu pozostawali bez skazy. Aż do teraz…

O co tu właściwie chodzi?

O chorwackiej piłce, prócz zawodników grających na co dzień w większych europejskich klubach poza ojczyzną, mówi się w Polsce niewiele. By zrozumieć tekst i to co jest właściwie tematem rozprawy, o której piszemy, podstawową kwestią jest wiedzieć, kim jest oskarżony. Zdravko Mamić to jedna z większych postaci w chorwackiej piłce. Jest byłym dyrektorem Dinama Zagrzeb, który teraz pełni jedynie funkcję doradcy klubowego. To tyle, jeśli chodzi o teorię. W praktyce Mamić jest bezpardonowo prawie (o ile nie całkowicie) najważniejszą postacią lokalnego futbolu w Chorwacji. To do niego w najważniejszych kwestiach należy ostatnie słowo – nie zapominając również o Davorze Šukerze, który pomimo o wiele wyższego stanowiska, w praktyce z Mamiciem stoi jak równy z równym. Były dyrektor klubu z Zagrzebia może w Chorwacji wszystko a jego rodzina uważana jest za nietykalną. Gdy w kraju nad Adriatykiem rozmawia się o piłkarskiej mafii, nazwisko Mamić pada w 9 na 10 przypadków. Czy słusznie? To oceni sąd.

Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. W tym przypadku WIELKIE pieniądze…

O malwersacje i łamanie prawa Chorwaci oskarżają go od dawien dawna, co do tej pory było jednak głównie głosem zdenerwowanych kibiców, pomimo wielu procesów, w których Mamić z jakiegoś powodu siedział na ławie oskarżonych. Sytuacja zmieniła się pod koniec 2016 roku – Zdravko Mamić, jego brat Zoran, Damir Vrbanović (inny były dyrektor Dinama) oraz urzędnik podatkowy Milan Pernar zostali oskarżeni o defraudacje i wyciągnięcie z klubu prawie 116 milionów kun (ponad 65 milionów złotych) oraz ponad 12 milionów kun z budżetu państwa [»]. Tak właśnie rozpoczęła się saga sądowa, w której głównymi bohaterami, prócz oskarżonych, są znani piłkarze obsadzeni jako świadkowie.

Rekonstrukcja zdarzeń – jak Mamić i spółka mieli defraudować pieniądze?

Pierwszą rzeczą, o której trzeba wspomnieć, jest sportowa agencja Mamicia, którą założył pod koniec lat dziewięćdziesiątych i której właścicielem kilka lat później stał się syn założyciela, Mario Mamić. Instytucja ta miała pośredniczyć w dopełnianiu obowiązków transferowych zawodników Dinama. Drugą, rozmaite firmy w rajach podatkowych… Schemat za każdym razem wyglądać miał podobnie.

Z danych, na podstawie których opiera się oskarżenie, wnioskuje się, że prowizje, które Dinamo wypłacało firmom w rajach podatkowych na całym świecie, wysyłano na konta firmy kontrolowanej przez rodzinę Mamiciów (…) Na podstawie tej dokumentacji, zeznań uczestników transferów i samych oskarżonych, chorwacki urząd do spraw zwalczania korupcji i przestępczości zorganizowanej uważa, że syn Mamicia (Mario) ani osoby z większości firm w rajach podatkowych, które dostały prowizje, tak naprawdę nawet nie uczestniczyły w transferach. (…)

Podczas transferów niektórych zawodników, Dinamo tworzyło umowy o pośredniczeniu w tych transferach z pewnymi zagranicznymi firmami, z którymi za te usługi umawiały płacenie prowizji. Mowa o spółkach zarejestrowanych w rajach podatkowych w Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Hong Kongu czy Belize. Umowy w imieniu Dinama podpisywał oskarżony Damir Vrbanović, a wypłaty zatwierdzał później Zdravko Mamić. (…) Oskarżeni mieli mieć dostęp do kont tych firm.

Łącznie Dinamo jednej z tych firm wpłaciło około 3,2 miliona euro, którymi dysponował syn Zdravka Mamicia. Śledczy ustalili także dalszą drogę tych pieniędzy, potwierdzając że Mario Mamić część pieniędzy wyciągnął z konta, część przelał na prywatne konto oskarżonego Damira Vrbanovicia, jeszcze inną część na rachunki rozmaitych prawnych i fizycznych osób a największą część na konto firmy, której właścicielem był jego oskarżony ojciec, Zdravko. Ten największy kawałek częściowo wypłacili w gotówce a częściowo przelali na prywatne konto Zdravka Mamicia. Pozostałość powędrowała na rachunki innych zagranicznych firm kontrolowanych przez oskarżonych.

(…) Jedną z takich fałszywych firm miała być tzw. Rasport Management AG. Na konto tej korporacji wpłynęły prowizje w wysokości np. 300 tysięcy euro za transfery Mandžukicia i Vrdoljaka z NK Zagrzeb do GNK Dinamo i inne. (…) Z tą firmą Dinamo zawarło umowę również w przypadku transferu Luki Modricia do Tottenhamu. (…)

W przypadku transferu Dejana Lovrena do Lyonu na początku 2010 roku, prawie milion euro Dinamo wpłaciło firmie w Hong Kongu – pisze m.in. portal croative.net, opierając się na rekonstrukcji stworzonej przez chorwacki urząd zwalczania korupcji i przestępczości zorganizowanej [»].

Świadek Luka „nie pamiętam” Modrić

W połowie czerwca krajem zatrzęsły zeznania piłkarza Realu Madryt, Luki Modricia. Pomocnik grał w Dinamie Zagrzeb i według oskarżycieli jego transfer do Tottenhamu był jedną z okazji, z której Mamić miał skorzystać, by wyciągnąć klubowe pieniądze do swojej kieszeni.

Prócz kontraktów o profesjonalnym graniu w piłkę, Modrić podpisywał dla Mamicia także przeróżne aneksy, przez oskarżonego nazywane umowami cywilnymi pomiędzy nim a zawodnikiem. Te dokumenty miały gwarantować, że 50% przychodu z ewentualnego transferu należeć będzie do klubu a drugie pół do Modricia [»].

Piłkarz twierdzi, że miał do Mamicia tak wielkie zaufanie że podpisywał wszystko, co ten położył mu przed nosem [»]. Treści swoich umów nie konsultował z nikim, bo – jak mówi – mając zaledwie 18 lat nie myślał o takich rzeczach.

Kiedy przyszła wypłata z Tottenhamu dla Dinama, pół poszło na moje konto a pół do Mamicia. Wyciągnąłem pieniądze ze swojego rachunku i oddałem je synowi albo bratu Mamicia. Zdravko chciał, żeby tak właśnie było – powiedział w czerwcu na rozprawie [»].

Zmienił zeznania – z uwielbianego piłkarza stał się dla Chorwatów zdrajcą

Luka potwierdził praktycznie wszystko, co świadczyłoby na korzyść oskarżonego Mamicia i tym samym stał się dla Chorwatów zdrajcą [»]. Wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby nie fakt, że poprzedniego roku, podczas przesłuchania w USKOK (czyli chorwackim urzędzie do spraw zwalczania korupcji i przestępczości zorganizowanej) mówił coś zupełnie innego.

Amnezja – nie pamiętał niczego, nawet roku debiutu w ukochanej reprezentacji

Większość odpowiedzi na pytania zadane mu na sali sądowej brzmiała „nie pamiętam”, „nie wiem”, „nie mogę sobie przypomnieć” pomimo, że podczas wcześniejszego przesłuchania nie miał problemów z pamięcią. Chorwatów zabolało szczególnie to, że podczas rozprawy Modrić bez pomocy osób trzecich nie był w stanie podać nawet przybliżonego roku swojego debiutu w reprezentacji, którą kocha i za której trykot, jak twierdzi, umiera.

2008… Nie, wcześniej… Jakoś przed Mistrzostwami Świata w Niemczech… Przeciw Argentynie, tak. Jedenaście lat temu – przypomniał sobie dopiero z małą pomocą [»].

Nie pamiętał też ile wynosiło jego wynagrodzenie za pierwsze sezony profesjonalnej gry w piłkę i w zasadzie mniej nie wiedział, niż wiedział. Chorwaci pytają – czy to są rzeczy, które można zapomnieć? Czy przed tak ważną rozprawą nie wypadałoby przypomnieć sobie takich faktów aby nie zeznawać fałszywie? Czy od tak można zapomnieć i pomylić się tak mocno w obliczeniach jeśli mowa o debiucie w ukochanej reprezentacji?

Modrić najprawdopodobniej wiele jednak pamiętał, ale celowo udawał, że luka to nie tylko jego imię ale też stan pamięci. Dlaczego?

Jak ze spluwą przystawioną do skroni

Wypada się w tej chwili zastanowić na dwiema możliwymi opcjami – Luka Modrić albo jest bardziej wyrachowanym człowiekiem niż Chorwatom przez lata się wydawało albo najzwyczajniej w świecie boi się konsekwencji, być może nie tylko prawnych.

Istnieje prawdopodobieństwo, że obydwie możliwości są po części prawdziwe, ta pierwsza rozpatrzona została jednak wyżej. Jest więc jeszcze ta druga – strach. I żeby zrozumieć o czym mowa, wystarczy spojrzeć na zdjęcie, na którym przerażony piłkarz zeznaje a za nim znajduje się wzburzony Mamić, co chwilę przywoływany zresztą do porządku przez sędziego a nawet wyrzucany z sali…

Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że Luka Modrić zeznając bał się o siebie i rodzinę – zwłaszcza, że mieszkanie innego świadka dzień jednej z rozpraw zostało splądrowane, a tego typu zbiegów okoliczności bywało więcej. Czy jego obawy mogłyby być słuszne? To pozostaje w sferze domysłów. Prawdą jest jednak, że Zdravko Mamić potrafi skutecznie wzbudzić przerażenie.

Nie zmienia to jednak faktu, że zawodnik Realu Madryt ma niesamowite możliwości zapewnienia bezpieczeństwa sobie i bliskim – tysiąc razy większe niż szary obywatel pod ostrzałem krzyków oskarżonego i gradem pytań sądowych i o tym braku odwagi głośno mówią Chorwaci. Modrić mógł prawdopodobnie również doskonale wiedzieć o malwersacjach i wcale nie podpisywać wszystkiego, co położy przed nim Mamić a teraz zwyczajnie zjadł go strach ale nie o bezpieczeństwo rodziny, a przed widmem konsekwencji. Być może… Detale i całą prawdę znają na razie tylko oni sami.

Torcida przemawia – krzyczą „ty mały śmieciu…”

Tuż po rozprawie rozgorzała ostra dyskusja na temat zeznań złożonych przez Modricia w sądzie. Chorwaci bardzo ostro zareagowali na przebieg wydarzeń i amnezję piłkarza. Mocno wypowiedzieli się też kibice Hajduka Split, których grupa zwana jest Torcidą [»].

Wstydem państwa chorwackiego nie są kolesie, którzy obrażają polityków i napadają na mafię, wstydem państwa prawa jest to, że Luka Modrić swobodnie chodzi sobie bez oskarżenia. Udowodnijcie nam że ulica nie jest jedynym rozwiązaniem!

W tłumie zebranych, według obecnych na miejscu, wykrzykiwane były także obraźliwe hasła kierowane do Modricia, takie jak „ty mały śmieciu” i wulgarne obelgi w stronę Chorwackiego Związku Piłki Nożnej (HNS).

Poruszające wyznania kibiców – „wstyd mi, bo z ostatniego sądowego rzędu to ja pomogłam ci sobie przypomnieć, kiedy TY debiutowałeś w reprezentacji, którą kochasz…”

Oburzeni są nie tylko ci, którzy od dawna węszyli spiski, ale przede wszystkim ci, którzy latami, mimo wszystko chcieli wierzyć, że reprezentowanie kraju dla piłkarzy to naprawdę szczyt marzeń i powód do dumy. Poza niejasnościami dotyczącymi niepłaconych podatków i dziwnych aneksów, jest dla nich coś jeszcze – plama na honorze, która jest dla niektórych nawet gorsza niż sam fakt, że Modrić mógł świadomie brać udział w procederze kradzieży pieniędzy z Dinama przez Mamicia. To, pomimo wielu dowodów, jest bowiem wciąż jeszcze nieorzeczone poprzez żaden wyrok. Jednak to, że jeden z najbardziej utytułowanych chorwackich piłkarzy, duma kraju, nie pamięta dnia, w którym miało spełnić się jego największe marzenie, jest faktem.

To był jeden z tych wieczorów, których żaden sportowiec, któremu zależy, po prostu – nie zapomina. Ty zapomniałeś. To nie był żaden lapsus ani trema, nie zmieszałeś się. Ty, Luka, naprawdę to zapomniałeś.
Już długo się wstydzę że kiedykolwiek wam kibicowałam, ale jeszcze nigdy nie było mi aż tak wstyd. Wstyd mi, bo na pamięć znam tę datę, i dlatego że to ja z ostatniego rzędu sali sądowej pomogłam ci sobie ją przypomnieć. (…) Wstyd mi, bo co roku obchodzimy tę datę jak święto. [»]

Koszulka Modricia z podpisem „zdrajca”. Słowny samosąd ruszył z kopyta…

Co do powiedzenia miał świadek Lovren? Podobnie jak Modrić – niewiele…

Ważną, o ile nawet nie ważniejszą, postacią w sprawie jest również Dejan Lovren, zawodnik Liverpoolu. Jego przypadek i rola są podobne do sytuacji Modricia, istnieją jednak ponoć mocniejsze dowody niż w sytuacji tego pierwszego. Transfer piłkarza z Dinama Zagrzeb do Olympique’u Lyon w 2010 roku miał także służyć Mamiciowi do wyciągania pieniędzy klubowych i matactw.

Lovren, identycznie jak Modrić, miał oprócz umów podpisywać rozmaite aneksy i umowy cywilne w czasie gry w barwach mistrzów Chorwacji. Zeznania złożył on jednak dopiero tydzień temu – udział w poprzednich rozprawach uniemożliwiły mu przerywane przez sędziego procesy w związku ze złym zachowaniem Mamicia na sali sądowej.

Świadkami byli również rodzice Lovrena, a szczególnie ważną rolę odgrywa w sprawie jego matka, która miała zajmować się dokumentami i umowami syna dopóki ten był niepełnoletni. Przez pewien czas miała również jego pełnomocnictwo. To właśnie jej osobą Dejan Lovren najczęściej zasłaniał się w sądzie. Pomylił się jednak twierdząc, że brała odpowiedzialność za podpisywanie przez niego aneksów dla Mamicia – dowody jasno pokazują, że w momentach składania podpisów nie miała jeszcze pełnomocnictwa syna [»].

Po złożeniu zeznań w sądzie Lovren odjechał z Mamiciem tym samym samochodem… [»]

„Ja tego nie czytałem, ja to tylko podpisywałem”. Lovren też zmienił zeznania

Zawodnik Liverpoolu podobnie jak Luka Modrić niewiele pamiętał i niewiele wiedział. Nie wiedział kiedy podpisywał umowy i aneksy, czy konsultował je z księgowymi i notariuszami, nie przypominał sobie treści dokumentów. Jedną z bezpardonowych wymówek Lovrena było stwierdzenie, że nie czytał on umów z Mamiciem, tylko je podpisywał.

Nie czytałem tego. Podpisywałem to, co kazała mi mama. Nie czytałem tych aneksów – powiedział Lovren podczas rozprawy [»].

Piłkarz również miał dzielić się wpływami z transferu z Mamiciem. W odróżnieniu od Modricia stwierdził jednak, że synowi oskarżonego pieniądze jedynie pożyczył. 26 milionów kun chorwackich.

Ja i Zoran Mamić (brat Zdravka) byliśmy przyjaciółmi. Któregoś dnia poprosił mnie, żebym pożyczył mu pieniądze. Powiedziałem, że pożyczę mu kiedy tylko dostanę swoją część kwoty odszkodowania transferowego. Bez żadnych refleksji po prostu pożyczyłem mu te pieniądze tego samego dnia, kiedy wpłynęły na moje konto.

Lovren stwierdził, nie miał żadnej gwarancji zwrotu całej sumy, bo po prostu jej nie potrzebował. Dług spłacał częściowo sam Zoran Mamić a częściowo syn Zdravka Mamicia, Mario.

Tajemnicza wiadomość do menadżera

Nikky Vuksan jest jednym z pracowników Dinama Zagrzeb – formalnym agentem piłkarzy. Prywatnie jest przyjacielem rodziny Mamiciów. Jego nazwisko wielokrotnie przewija się przez akta sprawy. Wiadomość wysłana do niego pewnego razu przez Lovrena również była rozpatrywana pod kątem materiałów dowodowych podczas procesu. Piłkarz w złości napisał mu jakiś czas temu, że „gdy on sam kogoś potrzebuje, to w pobliżu nie ma nikogo, ale kiedy dojdzie do taplania się w gównie w związku z Mamiciem i wszystkimi tymi brudami z przeszłości, to będą go prosić żeby ich z tego wyciągnął” [»].

Włamanie do mieszkania dzień po rozprawie. „Boję się o swoje dzieci”

W czerwcu, w przeddzień włamania do mieszkania piłkarza, odbyła się w Osijeku rozprawa, na której świadkiem miał być Dejan Lovren. Nie złożył jednak zeznań, gdyż proces wcześniej został przerwany z powodu złego zachowania Zdravka Mamicia na sali sądowej – oskarżony w pewnym momencie oburzył się i werbalnie napadł na swoich własnych obrońców.

Dzień po zdarzeniu mieszkanie Lovrena w Zagrzebiu zostało splądrowane [»]. Wszystko działo się pod osłoną nocy, podczas gdy sam pokrzywdzony spał na wyższym piętrze. Włamywacze mieli ponoć znać układ mieszkania piłkarza i dobrze wiedzieć, gdzie znajdują się cenne przedmioty. Skradziona została biżuteria i pieniądze.

Włamanie od razu połączone zostało ze sprawą Mamicia i niedoszłymi zeznaniami Lovrena. Niedosłownie, ale między wierszami wyczuć można to także czytając wypowiedzi [»] piłkarza tuż po całym zajściu. Mówi między innymi o tym, że w chwili obecnej jego życie znajduje się w podłym okresie, boi się również o swoje dzieci – sugerując, że mogłyby zostać one porwane. Przyznał, że poświęcił wiele pieniędzy, by jak najszybciej usunąć wszystkie ich zdjęcia z sieci.
W przypadku kryminalistów, takich jak włamywacze, nigdy nie można być niczego pewnym. Skąd jednak u Lovrena obawa, że ucierpieć może jego rodzina, jeśli złodzieje zabrali już z jego mieszkania właściwie wszystkie cenne przedmioty? Chorwaci wątpią, że włamanie było dziełem przypadku i było złamaniem prawa tylko na tle rabunkowym.

Ale tuż po włamaniu Lovren poszedł z synem Mamicia na obiad…

Kilka dni po rozprawie oskarżony ze świadkiem śpiewali sobie w najlepsze piosenkę pod tytułem „Nikt nam nic nie może”

Praktycznie dzień po włamaniu do mieszkania, które sprawiło, że Lovren bał się o bezpieczeństwo najbliższych, świadek wraz z oskarżonym świetnie bawili się… Razem. Na weselu Mateo Kovačicia i jego długoletniej ukochanej, Izabel Andrijanić. Na licznych nagraniach zarejestrowanych podczas uroczystości widać i słychać, jak Lovren razem z półnagim Mamiciem odśpiewali sugestywną piosenkę „Ne može nam niko ništa” (Nikt nam nic nie może)… Mamić śpiewać ją miał także w sądzie kilka lat wcześniej, podczas innej rozprawy.

Kto jeszcze zeznawał i co ma do powiedzenia w sprawie?

Zdecydowana większość znanych chorwackich piłkarzy, którzy dziś grają w wielkich europejskich klubach, przewinęła się przez Dinamo. Właśnie dlatego rozprawa budzi tyle emocji. Media i internauci prześcigają się w prywatnych śledztwach i docieraniu do detali sprawy. Lovren i Modrić to dwie byłe gwiazdy Dinama, co nie znaczy, że nie było ich więcej. Gdy proces był jeszcze w powijakach, mówiło się że Mamić do defraudacji pieniędzy klubowych mógł użyć też transferów Kovačicia i Mandžukicia. Według aktualnych informacji, transakcje te zostały najprawdopodobniej solidnie sprawdzone i nie budzą więcej wątpliwości – czy piłkarze będą jednak świadkami w sprawie, nie wiadomo.

Swoje zeznania złożyła za to teściowa Luki Modricia, była szefowa działu rachunkowości Dinama. Pracowała również dla podejrzanej agencji sportowej Mamicia. Co dziwne, ona także zmieniła swoją wersję wydarzeń co do daty podpisywanych przez Lukę aneksów [»].

Eduardo da Silva, były naturalizowany reprezentant Chorwacji i w przeszłości także zawodnik stołecznej drużyny, również miał być świadkiem w sprawie. Piłkarz jest bowiem już od dawna skonfliktowany z Mamiciem, który wykorzystał początkowy brak znajomości języka chorwackiego przez Eduardo i do jego aneksu wstawił fragment o oddaniu bossowi całego swojego odszkodowania w przypadku śmierci sportowca. Eduardo na mocy umów wypłacał mu również prowizje [»].

Ciekawą wersję wydarzeń, rzucającą na nie zupełnie nowe światło, miał Dino Drpić – były zawodnik Dinama. W przeciwieństwie do dużo popularniejszych kolegów, pamiętał całkiem sporo i odważył się powiedzieć więcej niż Modrić i Lovren. Przyznał, że Mamić miał swojego czasu zablokować jego transfer do tureckiego Beşiktaş JK gdyż Drpić nie zgodził się na oddawanie 30% swoich dochodów z nowego klubu synowi Mamicia [»].

Strzelanina w Bośni i Hercegowinie – ranny Zdravko Mamić

22 sierpnia nieopodal miasta Tomislavgrad w Bośni raniony strzałem został Zdravko Mamić [»]. Niecałe 3 miesiące wcześniej doradca Dinama Zagrzeb został napadnięty na chorwackiej wyspie Brač a poprzedniego roku w Splicie… [»]

Tak częste problemy z tego typu wypadkami mogą świadczyć albo o tym, że ktoś znający się na rzeczy od dawna czyha na życie Mamicia albo to zdesperowane jednostki są tak wzburzone skandalami z jego udziałem że sami chcą wymierzyć sprawiedliwość. Nie trudno jednak zauważyć, że tym razem czas ataku pokrywa się z kontrowersyjnym procesem. Bardziej prawdopodobna jest jednak druga wersja – dochodzenie policji wykazało, że strzelał najpewniej amator. Kimkolwiek był jednak sprawca, wiedział gdzie szukać ofiary. Od 2003 roku Mamić w okolicy, w której został postrzelony, pojawia się tego samego dnia z okazji rocznicy śmierci swojego ojca. Strzał oddany został z pozycji leżącej a snajpera jadąc samochodem widzieć mieli przyjaciele pokrzywdzonego.

Mamić raniony został w przednią część prawego uda, rana postrzałowa okazała się być niegroźna. Policja nadal nie znalazła jednak sprawcy a w Chorwacji mówi się o tym, że tego typu strzał może być ostrzeżeniem [»] – przed czym? To i wszystko inne wyjaśnić ma intensywne dochodzenie.

Sam też groził śmiercią ojcu swojego piłkarza

W 2013 roku, jeszcze jako dyrektor wykonawczy Dinama Zagrzeb, Zdravko Mamić miał grozić śmiercią ojcu jednego ze swoich piłkarzy oraz dwóm innym osobom. W akcie oskarżenia przeczytać można było, że mówił o ich zabiciu, pobiciu i wyrwaniu krtani. Tymi groźbami chciał nakłonić ojca i osoby pracujące w interesie młodego piłkarza, Roberta Muricia, by ten został w Dinamie. Samochód jednego z zastraszanych mężczyzn niedługo po tych wydarzeniach został podpalony w pobliżu jego domu.

Pomimo, że podczas kilku różnych sesji pokrzywdzeni podtrzymywali swoje zeznania, w pewnym momencie odwołali je twierdząc, że groźby te kierowane były tylko do jednej z obecnych na spotkaniu osób [»].

Co dalej?

Sądowy proces i dochodzenie w sprawie defraudacji milionów kun trwa nadal i prędko się nie skończy. Oskarżyciele – chorwacki urząd do spraw zwalczania korupcji i przestępczości zorganizowanej – zapowiadają, że mają jeszcze więcej twardych dowodów.

Kto jest winny?

W sprawie pojawia się naprawdę wiele znaków zapytania. Na podstawie tego, co każdego dnia wypływa do mediów, ciężko jest jednoznacznie i bezpardonowo stwierdzić, kto mówi prawdę a kto kłamie i jeśli mija się z prawdą, to dlaczego – ze strachu czy z wyrachowania. Pomimo niezliczonej ilości zbiegów okoliczności i dowodów na winę oskarżonych, my czekać możemy jedynie na oficjalny wyrok sądu wierząc, że jakikolwiek by nie był, będzie sprawiedliwy i nieumotywowany korupcją.

Udostępnij:

Agnieszka Miszczak

Zakochana w reprezentacji Chorwacji i piłce nożnej w wydaniu bałkańskim. Jej ulubionymi klubami są Juventus, Dinamo Zagrzeb, darzy sympatią także Real Madryt. Jakiś czas temu pokochała Serie A na zabój. Prawdopodobnie największa fanka Mandżukicia na świecie. Liga Mistrzów to dla niej świętość i chce, aby hymn tych rozgrywek zagrano na jej ślubie zamiast marszu Mendelsona.

You may also like...