Czemu winny jest Magiera? – zmiany w Legii Warszawa

W Legii nastąpiła ogromna rewolucja. Pracę stracił trener Jacek Magiera. Jego miejsce zajął Romeo Jozak, który w swoim debiucie zdobył z drużyną 3 punkty. Pracę stracił także dyrektor sportowy „Wojskowych”, Michał Żewłakow.

Ważenie ryzyka

Zdaniem Mioduskiego, szatnia „przestała reagować” na metody Magiery – przede wszystkim pod względem mentalnym. Prezes musiał przewidywać jak rozwinie się sytuacja, czy gra drużyny się poprawi i mieć w zanadrzu plan B. Jako realne oceniał zagrożenie niezdobycia Mistrzostwa Polski w obecnym sezonie. Musiał więc wcześniej rozglądać się za ewentualnym zastępstwem. Po braku progresu, na przestrzeni miesiąca uznał, że większym ryzykiem był zwolnienie trenera niż pozostawienie go. Czy zatrudnienie człowieka, który nigdy nie był pierwszym trenerem, ryzykiem nie jest? Z pewnością nie mniejszym.

Zwolniony został także dyrektor sportowy, Michał Żewłakow, wcześniej związany z Legią jako piłkarz.  W rozmowie w programie Liga+Ekstra zdradził, że poważnie zastanawiał się nad opuszczeniem klubu w momencie pierwszych zawirowań we władzach klubu, a człowiekiem, dla którego postanowił zostać był Jacek Magiera. Żewłakow był lojalny przede wszystkim wobec klubu, a nie wobec prezesa, co mogło działać jako argument za jego zwolnieniem. Oficjalnie –  jego praca nie była efektywna.

Clou problemu

Trener Jacek Magiera spędził w Legii niecały rok – dokładnie 354 dni. Co udało mu się zrobić? Wygrać Mistrzostwo Polski, nie skompromitować się na arenie międzynarodowej, poukładać drużynę tak, żeby grała przyzwoicie. Oczekiwania wzrosły i zaczęły odbiegać od tego, na co realnie pozwalały warunki. Sprzedano Vadisa Odijie-Ofoe, jakby nie patrzeć, kluczowego zawodnika, który często decydował o przechyleniu szali zwycięstwa na stronę Legii. Sprzedano Jakuba Rzeźniczaka, człowieka, który był sercem Legii i ważnym punktem defensywy. Zaczął sypać się trzon drużyny.

Przypomnijmy, że Magiera został trenerem, kiedy prezesem Legii był jeszcze Bogusław Leśnodorski podobnie jak Michał Żewłakow, który również rozpoczął pracę za jego kadencji. Wygląda na to, że prezesowi Mioduskiemu słabsza gra zespołu była w smak. Miał w ten sposób pretekst do pozbycia się ważnych elementów układanki, należącej do jego byłego współpracownika. Można odnieść wrażenie, że władze tylko czekały na gorszy okres Jacka Magiery i jego potknięcie, żeby sprowadzić do klubu nowego szkoleniowca. Magiera nie dostał wystarczającej ilości czasu, aby móc wyprowadzić drużynę na właściwe tory. Może wina nie leży tylko i wyłącznie po stronie trenera? Może to zawodnicy i ich niestabilna forma były czynnikiem decydującym o słabych wynikach? Może niektórzy z nich stracili motywację po odpadnięciu z walki o europejskie puchary? Ryzyko braku Mistrzostwa było już w poprzednim sezonie, kiedy Legia do ostatniego meczu nie była pewna jego zdobycia. Dlaczego trener nie został zwolniony wtedy?

Ach, kim ty jesteś Romeo?

Kim jest Romeo Jozak? Chyba jakimś cudotwórcą. Prezes jest zachwycony nowym trenerem do tego stopnia, że według niego już zaczął zmieniać Legię na lepsze. Pierwsze efekty podobno już są widoczne. Niestety, chyba nie dotyczyły kwestii sportowych. Zespół nie zachwycił, wprost przeciwnie, ze słabo grającą w ostatnich meczach Cracovią wygrał 1:0, momentami wyglądając dużo gorzej niż drużyna z Krakowa. Realny wpływ trenera na zespół zobaczymy przynajmniej w najbliższych miesiącach, jeśli nie później. Czy mając do dyspozycji tych samych zawodników, zmieni diametralnie grę zespołu? Odkryje w piłkarzach ukryte pokłady motywacji? To pokaże czas. Oby jednak skończył lepiej niż jego imiennik z Werony.

Udostępnij:

Ola Okurowska

Piłkę nożną ma we krwi. Zbieżność jej imienia ze słynnym Del Piero podobno nie jest przypadkowa. Żyje według zasady: „Najpierw mecz, potem mecz”. Lubi rozkładać sędziowskie decyzje na czynniki pierwsze. Od Euro 2008 wiernie wspiera reprezentację Hiszpanii, ze szczególnym uwzględnieniem pewnego Dzieciaka.

You may also like...