Polacy na zapleczu niemieckiej Ekstraklasy – Tag 12

Po angielskim tygodniu w Niemczech nadeszła pora na 12. kolejkę 2. Bundesligi, w której wiele drużyn sprawiło niespodzianki swoim kibicom. A jakie one były? Tego dowiecie się, czytając podsumowanie!

 

 

Podsumowanie piątkowej części spotkań zaczniemy od czegoś „bardziej” spokojnego, bo wydarzenia z Bielefeld to coś, co nawet po kilku dniach jest ciężkie do ogarnięcia 🙊.

W Hamburgu spotkało się miejscowe St. Pauli, które gościło ekipę z Aue. Po końcowym gwizdku na tablicy widniał wynik dający podział punktów.

Pierwsza dobra okazja dla gości miała miejsce w już pierwszych minutach. Dennis Kempe popisał się świetnym zwodem tuż po przyjęciu piłki, jego późniejsze zagranie było ciut za głębokie, jednak przyjmujący zapanował nad piłką, którą otrzymał Sören Bertram. Futbolówka po płaskim, kozłującym strzale, przypominającym bardziej podanie, trafiła do Pascala Köpke, którego powstrzymywał Lasse Sobiech.

Kolejne minuty także należały do graczy Erzgebirge, którzy działali pod polem karnym rywali. Sobiech znów brał udział w akcji, która tym razem koniecznie powinna zakończyć się podyktowaną jedenastką. Sędzia jednak nie dopatrzył się faulu na Bertramie.

Pierwsza odpowiedź na działania „Fiołków” przypadła dopiero w okolicach trzydziestej minuty spotkania. Christopher Buchtmann dośrodkowywał z rzutu wolnego z około 35 metra na pole karne i przejął je Sami Allagui. Próbował strzelić na bramkę, aczkolwiek defensorzy  zdołali go przyblokować, dzięki czemu Martin Mannel nie miał problemów przy łapaniu piłki.

Za drugim razem już tak kolorowo nie było. Hamburczycy rozgrywali trójkową akcję, przybliżając się do pola karnego przeciwników. Daniel Buballa zagrał długą piłkę po skrzydle do Allaguiego, po chwili dostając zagranie zwrotne. Później jak po sznurku: Johannes Flum, Luca-Milan Zander i Jeremy Dudziak, który z około jedenastego metra pokonał osamotnionego Mannela (bo koledzy mieli co innego na głowie 😉). Z powodu powalenia Zandera na murawę, cały blok defensywny stracił z oczu nadbiegającego Dudziaka. Arbiter skorzystał z przywileju korzyści. Bardzo wielkiej korzyści.

To nie była jedyna dobra okazja na zdobycie bramki. St. Pauli nie chciało zwolnić tempa, jednak później zaczęło im brakować szczęścia, a nowe siły, jakie wprowadzili, oraz dobre okazje dla m. in. Allaguiego nic nie dały.

Zegar pokazywał sześćdziesiątą dziewiątą minutę, gdy Köpke wywalczył rzut rożny, do którego podszedł Mario Kvesić. Dennis Kempe musnął głową dośrodkowaną futbolówkę, która trafiła do Köpkego. Pascal szybko odegrał do Kempego, który z bliskiej odległości pokonał Robina Himmelmanna. Jest to pierwsze trafienie dla defensora Erzgebirge.

Po doprowadzeniu do wyrównania szanse na kolejne trafienia stały po obu stronach, do czego finalnie nie poszło. Remis w tym meczu jest jak najbardziej sprawiedliwym rezultatem, zważając na to, że obie ekipy miały wiele okazji do zmian wyniku.

 

Mecz idealny z nutą niesportowego zachowania  – tak w najprostszy sposób i najkrócej da się wyjaśnić wydarzenia z SchücoAreny, gdzie Arminia Bielefeld podejmowała FC Ingolstadt. Bielefeldczycy trzecie spotkanie z rzędu zakończyli bez zdobyczy punktowej.

Marcel Gaus to spotkanie zakończył już w 13. minucie, gdy po drugim faulu na Christophie Hemleinie otrzymał drugą żółtą kartkę.

Dwie minuty wcześniej, dzięki Thomasowi Pledlowi (oraz drobnej asyście Juliana Börnera), „Schanzer” wyszli na prowadzenie. W pierwszym odruchu oglądających zapełnił podziw dla pomocnika za niesamowity strzał, którego obrona była praktycznie niemożliwa. Przy powtórce widać jak piłka nabrała innego lotu po odbiciu się od ciała defensora „Niebieskich”. Nils Teixeira także nie popisał się zbyt dobrze przy kryciu Sonny’ego Kittela.

Osłabienie nie trwało zbyt długo – w 26. minucie bezpośrednią czerwoną ujrzał Brian Behrendt za brutalne potraktowanie Almoga Cohena.

Chwilę po stracie kapitana nadeszło wyrównanie – Konstantin Kerschbaumer idealnie dośrodkował na głowę Juliana Börnera, który zrehabilitował się przy bramce na 0:1 doprowadzając do remisu.

Stefan Ortega to spotkanie na pewno nie zalicza do udanych i już nie chodzi o trzy stracone bramki. Na chwilę przed końcem pierwszej części spotkania popisał się fatalnym zachowaniem (Patrick Weihrauch też, jednakże on zawodzi już trochę dłużej) – nie zapanował nad piłką, jaką otrzymał od niemieckiego pomocnika, w dodatku sfaulował Stefana Kutschke, doprowadzając do rzutu karnego. Za to zagranie bramkarz otrzymał żółtą kartkę, a Kutschke zamienił podyktowaną jedenastkę na bramkę.

Po zmianie stron napastnik Ingolstadt miał stuprocentową szansę na zdobycie Doppelpacka, jednak piłka poszybowała nad bramką Ortegi.

Idealną wręcz okazję na wyrównanie miał Börner w 85. minucie, jednak piłka po uderzeniu głową trafiła w słupek.

Chwilę po tej okazji Ortega piłkę z bramki wyciągał po raz trzeci. Po zgrabnej, trójkowej akcji Alfredo Morales trafił w bramkarza, a piłkę zebrał Sonny Kittel, który po raz siódmy w tych rozgrywkach pokonał bramkarza rywali.

Spektakl w Bielefeld:

 

 

Sobotnie zmagania to same „niespodzianki” (niekoniecznie dla wszystkich przyjemne, ale taki jest futbol), aczkolwiek po kolei.

Na Merck-Stadion am Böllenfalltor w Darmstadt doszło do podziału punktów – wicelider, Holstein Kiel, tylko zremisował 1:1 z miejscowym Sportverein. Dla Kilończyków była to czwarta strata punktów w tym sezonie.

Gospodarze wykorzystali już pierwszą szansę, jaka im się nadarzyła – Fabian Holland w środkowej części boiska przyjął i posłał wysoką piłkę w kierunku pola karnego, gdzie przebywał Felix Platte. Reprezentant Niemiec do lat 21 okiwał jednego z defensorów, po czym strzelił z ostrego kąta, pokonując Kennetha Kronholma. Patrick Herrmann szukał odpowiedzi już po sześciu minutach od straty bramki, jednak jego strzał był zbyt przewidywalny dla Joëla Malla.

Hamit Altıntop może mówić o naprawdę ogromnym szczęściu – za swoje brutalne (odrobinę też przypadkowe, bowiem na powtórkach da się zobaczyć, że się poślizgnął) przewinienie ujrzał tylko żółtą kartkę. Dziesięć minut później, ze względów bezpieczeństwa, opuścił boisko.

Każda kolejna próba beniaminka przybliżała ich do celu, jakim była bramka. Udało się to dopiero w 42. minucie Dominickowi Drexlerowi, który płaskim strzałem umieścił futbolówkę w siatce. Chwilę po wyrównaniu Marvin Ducksch miał wręcz idealną okazję na odwrócenie wyniku, jednak piłka po jego próbie znalazła się za bramką.

Druga połowa przynosiła mniej godnych oka szans, żeby któraś z drużyn mogła wyjść na prowadzenie, mimo o wiele lepszej dyspozycji gospodarzy, którzy punktowali pierwszy raz po trzech przegranych kolejkach.

 

Greuther Fürth wykorzystało słabszą formę SV Sandhausen nie dając im zbyt wielkiego pola do popisu na własnym terenie. Po końcowym gwizdku na tablicy widniało 2:1 dla gospodarzy i poza bramkami nie działo się w tym meczu zbyt wiele.

Wszystko rozpoczęło się tak na dobrą spraw po trafieniu Khaleda Nareya z 27. minuty, który zachował zimną krew i po przyjęciu piłki od młodziutkiego Patricka Sontheimera nie strzelał na oślep, tylko przelobował bramkarza „SVS”. Wcześniej z inicjatywą wyszedł Richard Sukuta-Pasu, jednak jego strzał był niecelny. „Kleeblätter” zasłużenie prowadziło po pierwszej odsłonie rozgrywki.

Sukuta-Pasu w 78. minucie popisał się świetnym indywidualnym działaniem, które przyniosło mu drugie trafienie w tej kampanii oraz wyrównanie wyniku. Jednakże ta radość nie trwała zbyt długo, bowiem trzy minuty później wypożyczony z Lechii Gdańsk Mario Maloča ustalił wynik spotkania po strzale z bliskiej odległości. Mimo zwycięstwa, sytuacja drużyny z Frankonii nadal nie jest za ciekawa – nieprzerwanie pozostają w strefie barażowej.

SpVgg Greuther Fürth znów punktuje:

 

W spotkaniu dolnej części tabeli zwycięsko wyszedł drugi beniaminek, czyli SSV Jahn Regensburg. Ich ofiarą padł niechybnie zmierzający ku trzeciej lidze 1. FC Kaiserslauern. Na oczach 10081 kibiców Ratyzbończycy zdobyli swój czwarty komplet punktów w tym sezonie.

Prowadzenie swojej drużynie zapewnił strzelec Doppelpacka, Sebastian Stolze, po tak na dobrej sprawie dość przypadkowej akcji. Piłkę posłaną przez Alexandra Nandzika próbowała przechwycić łącznie trójka kolegów z drużyny, jednak ta sztuka udała się tylko Stolzemu, który został sam na sam z Mariusem Müllerem. Pokonał go strzałem w kierunku dalszego słupka. 22-letni napastnik zdobył najszybszą bramkę dla SSV w tym sezonie.

Trzy minuty później zagotowało się pod polem karnym gospodarzy, gdy Benedikt Saller powalił Leona Guwarę. Arbiter bez zawahania podyktował rzut karny, do którego podszedł Christopf Moritz, wyrównując rezultat meczu.

Największą perełką potyczki między drużynami było trafienie Marvina Knolla bezpośrednio po rzucie wolnym z 33. minuty. Müller nie miał szans, podobnie jak przy drugiej bramce zdobytej przez Stolza. Gospodarze nie chcieli poprzestać na trzech bramkach, chcąc umilić kibicom i sympatykom niezbyt ciekawe wyniki, jakie do tej pory osiągnęli, jednakże bramkarz przyjezdnych skutecznie ich powstrzymywał.

„Czerwone diabły” praktycznie nie istniały w tym spotkaniu, zostali kompletnie zdominowani przez rywala, co w tych rozgrywkach nie dziwi.

 

Do trzeciego podziału punktów w tej kolejce doszło w Duisburgu, gdzie miejscowe MSV podejmowało ekipę ze stolicy. Union Berlin do domu powrócił z punktem po remisie zagwarantowanym po trafieniach Toniego Leistnera (49′) oraz odpowiedzi Stanislava Iljutcenki na cztery minuty przed końcem podstawowego czasu gry.

Mecz miał brutalny początek – już w czwartej minucie Andreas Wiegel za swój wślizg został ukarany żółtą kartką. W pierwszej połowie żadna z drużyn nie była w stanie zdominować rywala, sytuacje podbramkowe niemalże nie istniały, a jak już były, były marnowane.

Gole przyszły dopiero po zmianie stron. Leistner wbił futbolówkę głową do bramki, przy okazji faulując Wiegela. Gol został uznany, a strzelcy bramki bardzo się upiekło… Oczywiście do czasu.

Kilkanaście minut po wyjściu na prowadzenie Leistner sfaulował Borysa Tashchy’ego na granicy pola karnego. Arbiter podyktował rzut wolny, choć bardziej należała się jedenastka. Moritz Stoppelkamp niestety huknął ponad bramką.

Iljutcenko znalazł się w możliwie najlepszej pozycji i sytuacji podbramkowej i nie spudłował! Wcześniej jego koledzy zmarnowali kilka dogodnych możliwości wyrównania, a nawet i wyjścia na prowadzenie. Ale wracając: defensywa spóźniła się z kryciem rosyjskiego napastnika, dzięki czemu mógł zdobyć swoją pierwszą bramkę w kampanii 17/18.

 

1. FC Heindenheim sprawiło nie lada niespodziankę swoim kibicom oraz sympatykom 2. Bundesligi. W niedzielne popołudnie powstrzymali na swoim terenie 1. FC Nürnberg, pokonując ich 1:0. Sami zawodnicy drużyny z Frankonii przyznali po spotkaniu, że nie zaprezentowali się za dobrze. Cóż, gdy w defensywie gra Mathias Wittek… 😉

Zawodnikom „der Clubu” zabrakło pierw skuteczności, a potem zgrania w defensywie. Bardzo gubili się pod swoim polem karnym i gdyby nie szczęście – albo ewentualnie opatrzność, czająca się nad bramką Thorsena Kirschbauma – mecz mógłby skończyć się zupełnie inaczej. Przez większą część spotkania zagrożenie stwarzali przyjezdni, aczkolwiek Mikael Ishak, czy Hanno Behrens mieli zdecydowanie gorszy dzień.

67. minuta, Maximilian Thiel dośrodkowywał z narożnika boiska. Patrick Erras próbował oddalić niebezpieczeństwo spod swojego pola karnego, jednak ta próba zakończyła się pod nogami Kolji Puscha. Ten posłał piłkę z powrotem pod bramkę, gdzie był Sebastian Griesbeck, który główką podał do Roberta-Nesty Glatzela, któremu nie zostało nic innego, jak wykończyć akcję. MAMY SENSACJĘ! Nawet wyjście rywali na prowadzenie nie zmotywowało graczy ofensywnych, aby doprowadzić chociażby do wyrównania.

Słaba dyspozycja przeciwników spowodowała, że 1. FC Heidenheim mogło cieszyć się z trzeciego kompletu punktów w tych rozgrywkach.

1. FC Heidenheim powstrzymuje ekipę z Norymbergi:

 

 

Z powodu złych warunków atmosferycznych rozpoczęcie meczu pomiędzy Dynamem Drezno a Eintrachtem Brunszwik zostało przesunięte z godziny 13:30 na 16:00. Mimo to spotkanie i tak odbywało się w wietrznej aurze (tak klimatycznie 😉). Niestety wiatr nie okazał się przychylny i nie przywiał nam triumfu żadnej z drużyn – po końcowym gwizdku na tablicy widniał wynik 1:1.

Patrick Möschl wykorzystał pierwszą (w sumie drugą) okazję podbramkową. Pierw jego strzał odbił się od muru, a piłka posłana z rykoszetu finalnie i tak znalazła się w siatce, dzięki silnemu uderzeniu, które dla Jasmina Fejzicia było nie do obrony.

Po godzinie gry Gustav Valsvik wyrównał pokonując Mistrza Europy do lat 21 strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego wykonaniu Salima Khelifiego.

Spotkanie było bardzo wyrównane, z minimalną różnicą na korzyść Eintrachtu w statystykach. Starły się ze sobą dwie równe sobie drużyny – zarówno „S.G.D.” jak i „BTSV”oddali po 12 strzałów na bramkę, z czego większość była albo niecelna, albo została zablokowana przez golkiperów.

 

Miano niespodzianki kolejki jednakże przypadło na sam koniec, w czasie spotkania VfL Bochum oraz lidera ligi, Fortuny Düsseldorf. Szokował wynik, oraz gra piłkarzy Friedhelma Funkela.

O swojej złej grze „F95” dało na samym początku, dokładniej na początku czwartej minuty, gdy Robin Bormuth powstrzymywał w polu karnym działającego Dimitriosa Diamantakosa. Arbiter nie podyktował słusznej jedenastki, zamiast tego przyznał gospodarzom rzut rożny. Tuż po rzucie rożnym doszło do kolejnych sensacji: piłka przeszła całym obwodem linię bramkową, gdy Felix Neuhaus wybijał ją własnym ciałem? czy w polu karnym młody pomocnik zagrał ręką? Odpowiedzią na oba pytania ostatecznie było nie, co potwierdzają powtórki. Po sześciu minutach odpowiadał sam Neuhaus, jednak jego strzał z okolic pola karnego nie stanowił problemu dla Manuela Riemanna.

Pierwsza połowa obfitowała w działania przyjezdnych, jednak każda próba ofensywy kończyła się w większości przypadków ponad bramką. W drugiej części spotkania Fortuna zaczęła się gubić, co próbowali wykorzystać gospodarze. Nieliczne szanse „die Unabsteigbaren” miały podobny finał do okazji lidera.

Koniec spotkania przyniósł „truskawkę na torcie”, jednak w tym złym znaczeniu. Za symulację po drugiej żółtej kartce z boiska wyleciał Lukas Hinterseer. Jego grę aktorską zobaczyć można w skrócie spotkania.

Remis w Bochum kończy zwycięską serię Fortuny Düsseldorf:


 

 

Ciacho kolejki:

Patrick Möschl z Dynama Drezno. Ten wybór był tak oczywisty… 😍

⚪️⚫️

Post udostępniony przez Patrick Möschl (@patrickm17)

 

piątek 27.10, godz 18:30

  • Arminia Bielefeld 1:3 FC Ingolstadt

    [11′ Thomas Pledl, 29; Julian Börner, 45+1′ Stefan Kutschke (k.), 85′ Sonny Kittel]
    brak polskich zawodników.

  • St. Pauli 1:1 Erzgebirge Aue

    [33′ Jeremy Dudziak, 69′ Dennis Kempe]
    Waldemar Sobota (St. Pauli) na boisku zjawił się w 73. minucie.

 

sobota 28.10, godz 13:00

  • SV Darmstadt 1:1 Holstein Kiel

    [5′ Felix Platte, 42′ Dominick Drexler]
    Artur Sobiech (Darmstadt) na boisku zameldował się w 54. minucie.

  • Greuther Fürth 2:1 SV Sandhausen

    [27′ Khaled Narey, 78′ Richard Sukuta-Pasu, 81′ Mario Maloča]
    brak polskich zawodników.

  • SSV Jahn Regensburg 3:1 1. FC Kaiserslauern

    [10′ 49′ Sebastian Stolze, 14′ Christoph Moritz (k.), 33′ Marvin Knoll]
    W kadrze „FCK” nadal brakuje kontuzjowanego Kacpra Przybyłko.

 

niedziela 29.10, godz 13:30

  • MSV Duisburg 1:1 Union Berlin

    [49′ Toni Leistner, 86′ Stanislav Iljutcenko]
    brak polskich zawodników.

  • 1. FC Heidenheim 1:0 1. FC Nürnberg

    [67′ Robert-Nesta Glatzel]
    Mathias Wittek (FCH) rozegrał całe spotkanie.

godz 16:00

  • Dynamo Drezno 1:1 Eintracht Brunszwik

    [12′ Patrick Möschl, 60′ Gustav Valsvik]
    brak polskich zawodników.

 

poniedziałek 30.10, godz 20:30

  • VfL Bochum – Fortuna Düsseldorf

    Adam Bodzek (Fortuna) pełen mecz.

 

Tabela dostarczona przez Sofascore wyniki na żywo

Udostępnij:

Dominika Milarska

Fanatyczka amatorskiego futbolu, w którym dosłownie wszystko może się zdarzyć. Koneser piłki nożnej, nie patrzący na bariery kibicowskie. Kibicująca reprezentacji Niemiec, sympatyzująca także z Duńczykami, Holendrami, Austriakami i Chorwatami. Odkryła Kneževicia prędzej niż Alois Schwartz.

You may also like...