Polacy na zapleczu niemieckiej Ekstraklasy – Tag 17

Sensacja na fotelu lidera, Fortuna Düsseldorf przegrywa u siebie, spadając lokatę niżej, a Waldemar Sobota zdobywa drugą bramkę w tym sezonie. 17. kolejka 2. Bundesligi za nami! Co działo się w miniony weekend?

Tę serię zmagań rozpoczęliśmy w Aue, gdzie miejscowe Erzgebirge pokonało SV Darmstadt, zdobywając ważne punkty w kwestii ucieczki od strefy spadkowej. Na obecną chwilę od szesnastej lokaty, okupowanej przez „Lilie”, mają cztery punkty przewagi. Dla Torstena Fringsa był to natomiast jedenasty z rzędu mecz bez wygranej.

Spotkanie zdecydowanie należało do gospodarzy, którzy dominowali nad rywalami, będącymi w o wiele słabszej dyspozycji. Sytuację próbował ratować golkiper przyjezdnych, Daniel Heuer Fernandes. To właśnie dzięki niemu Darmstadt przegrało „tylko” 0:1. Z bardzo dobrej strony pokazał się strzelec jedynej bramki, Cebio Soukou. Od początku spotkania był bardzo aktywny, kreował wiele sytuacji podbramkowych nie tylko dla siebie, ale także dla kolegów. Hesyjczycy od pierwszej minuty popełniali wiele błędów, które skrzętnie wykorzystywali rywale.

Właśnie jeden z tych błędów przyczynił się do zdobycia bramki. Hamit Altıntop stracił piłkę w środkowej części boiska, którą przejął Dimitrij Nazarov. Azer szybko odegrał ją do Soukoua, który popędził z nią niemalże przez całą połowę „SVD”. Mijał przeciwników jak pachołki, aż pozostał sam na sam z Heuerem Fernandesem, którego pokonał płaskim strzałem z okolic jedenastego metra.

Pogoda niezbyt umilała i ułatwiała sytuację obu zespołom – gęsto sypiący śnieg, który zalegał na murawie sprawiał, że piłkarze nie mieli łatwo w konstruowaniu akcji. Przez aurę ucierpiał bohater spotkania, który w 62. minucie musiał opuścić plac gry z powodu urazu.

Jedną z nielicznych akcji, jakie przeprowadzili goście, była ta z 76. Minuty. Martin Männel w ostatniej chwili uratował dobitkę Wilsona Kamavuaki. Wcześniej jego strzał został zablokowany przez blok defensywny, aczkolwiek Kamavuaka przechwycił piłkę i spróbował ponownie – tym razem to golkiper wyszedł zwycięsko. Warunki pogodowe sprawiały, że gra gości wyglądała jeszcze gorzej niż w ostatnich spotkaniach  – przez zalegający na boisku śnieg piłka była rozgrywana bardzo powoli.

Śnieżna przeprawa w Aue:

SV Darmstadt w sobotę rozwiązał współpracę z trenerem Torstenem Fringsem.

Porażka z Erzgebirge Aue okazała się sądna dla trenera SV Darmstadt, Torstena Fringsa. Władze klubu straciły ostatecznie cierpliwość i podziękowały za współpracę 79-krotnemu reprezentantowi Niemiec.

W drugim z piątkowych spotkań Holstein Kiel zmarnował świetną okazję, aby umocnić się na pozycji lidera, przez co kibice i świat 2. Bundesligi do poniedziałku trwał w niepewności, czy uda im się „przezimować” z tytułem „Herbstmeistera” (mistrza jesieni). W Brunszwiku Kilończycy podzielili się punktami po bezbramkowym remisie.

Luk w murze „BTSV” nie był w stanie wykorzystać chociażby Marvin Ducksch czy Alexander Mühling. Gospodarze odpowiedzi szukali po stałych fragmentach gry, aczkolwiek centry Jana Hochscheidta nie zostały wykończone przez zgromadzonych pod polem karnym kolegów.

Na przestrzeni pierwszej części meczu bloki defensywne obu drużyn prezentowały się dobrze, z tego powodu żadna drużyna nie była w stanie zdobyć dominacji nad przeciwnikiem, ani tym bardziej wyjść na prowadzenie.

W drugiej odsłonie spotkania gospodarze się rozkręcali, kreując coraz więcej podbramkowych sytuacji, które były skutecznie udaremniane przez Kennetha Kronholma. W czasie przerwy do „Bocianów” dotarł fakt (ewentualnie zostali o tym uświadomieni przez Markusa Anfanga), że mogą utracić pozycję lidera, co poskutkowało zmasowanymi działaniami ofensywy gości pod bramką Jasmina Fejzicia. Świetna dyspozycja Bośniaka oraz nieskuteczność przeciwników sprawiła, że wynik nie uległ zmianie.


Greuther Fürth zbliża się do opuszczenia strefy barażowej – w sobotnie popołudnie powstrzymał 1. FC Heidenheim. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Richard Magyar w 29. minucie. Świetna postawa w drugiej połowie sprawiła, że przeciwnicy nie mieli zbyt wielu możliwości, aby odpowiedzieć na zadany cios.

W superlatywach można też mówić o bramkarzu przyjezdnych Kevinie Müllerze, który niejednokrotnie popisywał się interwencjami ratującymi przed wyższą porażką. Golkiper już w szóstej minucie powstrzymywał działania ofensywy przeciwników – za pierwszym razem, gdy strzelał Khaled Narey, po bliższym przyjrzeniu się widać, że przy interwencji pomagał słupek. Jednak przy próbie Jürgena Gjasuli działał już bramkarz.

W tym meczu nie dało się odetchnąć, co chwila coś się działo pod jedną i drugą bramką. Ciosów było wiele, jednak tylko jeden z nich okazał się trafny, w dodatku nikt się tego nie spodziewał. David Raum zapoczątkował podbramkową akcję, wykazując się bardzo przemyślanymi działaniami – zagrał sprytnie do Nareya, który mimo asysty rywali zapanował nad piłką i wysunął ją Gjasuli. Albańczyk centrował niemalże z linii końcowej wprost na głowę szwedzkiego obrońcy, który z pięciu metrów posłał piłkę do bramki. To była jedyna sytuacja, gdzie golkiper nie podołał, chociaż całej winy za bramkę nie można zrzucać na niego.

W drugiej połowie gospodarze ponownie próbowali zagrozić defensywie gości, dużo pod bramką Müllera robił Julian Green, jednak ani on, ani żaden inny zawodnik „Kleeblätter” nie zdołał zmienił rezultatu końcowego.

Triumf Frankończyków w meczu z 1. FC Heidenheim:

 

Prezentujące najlepszą formę w ostatnich pięciu meczach SSV Jahn Regensburg poległo na własnym terenie w pojedynku z VfL Bochum. Drużyna, której zawodnikiem jest Martin Kompalla (bramkarz, po tym sezonie kończy mu się kontrakt; czwarty w hierarchii trenera drużyny), dzięki bramce Robbiego Kruse mogła cieszyć się z pełnej puli punktów.

Na chwilę przed strzałem Australijczyka swoje oczy kibice cieszyli pięknymi nożycami Sargisa Adamyana. Piłka minimalnie minęła bramkę. Minutę później przy piłce, którą wybijał Felix Dornebusch, był Felix Bastians. Szybkie podanie do Kevina Stögera, przekazanie futbolówki Krusemu. Defensywa gospodarzy trochę się spóźniła, osamotniając Philippa Pentke, który został sam na sam z pomocnikiem. Lob i goście prowadzą 1:0.

Mimo zdecydowanej przewagi w posiadaniu piłki (59%) i kreowaniu podbramkowych szans (22 strzały przy 9 VfL), to goście byli skuteczniejsi – jeszcze w pierwszej części spotkania Lukas Hinterseer miał świetną szansę na podwyższenie wyniku spotkania. Kruse centrował w pole karne, gdzie znajdował się napastnik VfL. Ten jednak uderzył idealnie w bramkarza, który skutecznie sparował jego strzał.

Przyjezdni w drugiej połowie przystąpili do obrony wyniku, nie dając zbyt wielu okazji do przedarcia się ofensywie „Jahnelf”. Gospodarze niewiele mogli zdziałać na połowie przeciwnika. Krótko przed końcem meczu, w 81. minucie, stworzyli najlepszą okazję do wyrównania wyniku – główka Bastiansa wprost na słupek uratowała Nadreńczyków przed stratą bramki po próbie Adamyana. Powstrzymanie SSV finalnie się udało, przez co passa Ratyzbończyków (4 zwycięstwa i remis) została przerwana.


André Hofschneiders nie zaliczy tego debiutu do udanych. Na początek swojej przygody z pierwszą drużyną Unionu Berlin musiał przełknąć gorycz domowej porażki, w dodatku tej derbowej. Jego drużyna poległa we wschodnich derbach z Dynamem Drezno 0:1 po bramce Andreasa Lambertza z 71. minuty. Była to pierwsza domowa porażka berlińczyków w tych rozgrywkach.

Drezdeńczycy dominowali już od początku meczu, jednak nie byli w stanie znaleźć sposobu na pokonanie Jakoba Buska. Dużą rolę w tym odgrywała niedokładność ofensywy „SGD”. Podobnego zachowania można było dopatrzeć się po drugiej stronie boiska – berlińska druga linia także zbyt wiele dobrego nie pokazywała.

Błędy w defensywie gospodarzy próbował wykorzystać Erich Berko (14′), Haris Duljević (30′) czy centrujący z rzutu wolnego Philip Heise (31′), jednak za każdym razem piłka szybowała ponad bramką. Po drugiej stronie działo się trochę mniej – w 54. minucie bardzo dobrą okazję do otwarcia wyniku zmarnował Sebastian Polter: jego próba głową skończyła poza boiskiem. Ta szansa była jedną z nielicznych, Union nie miał kompletnie pomysłu na rozegranie piłki w pobliżu pola karnego Marvina Schwäbe. W pierwszej połowie próbował błysnąć Steven Skrzybski, jednak kończyło się to fiaskiem.

W 71. minucie w odpowiednim miejscu znalazł się Andreas „Lumpi” Lambertz, który przechwycił piłkę po główce Feliksa Kroosa. Lambertz przyjął futbolówkę i zapakował ją do siatki duńskiego golkipera.

Co tu dużo mówić o tym meczu? Dynamo Drezno zasłużenie wygrało, gdyż miało jakiś pomysł na grę. Może nie był on górnolotny, aczkolwiek przyniósł zamierzony cel – triumf.


Sytuacja 1. FC Kaiserslautern ciągle jest fatalna lub wręcz krytyczna. Po siedemnastu kolejkach 2. Bundesligi plasuje się na ostatniej pozycji z dorobkiem 14 punktów. Teoretycznie w niedzielę było bliżej sensacyjnego zwycięstwa nad FC Ingolstadt, jednak marzenia o komplecie oczek legły w gruzach w 79. minucie, gdy Dario Lezcano pokonał Mariusa Müllera.

Spotkanie ze względu na warunki pogodowe rozpoczęło się z piętnastominutowym opóźnieniem –  Fritz-Walter-Stadion trzeba było oczyścić ze śniegu zalegającego na murawie.

Przez pierwsze minuty zgromadzeni na stadionie kibice przyglądali się dwóm niezbyt udanym próbom przyjezdnych – Marcel Gaus huknął wysoko ponad bramką (2′), a dwie minuty później główka Marvina Matipa została wybita na rzut rożny. Siódma minuta przyniosła jedną z największych niespodzianek w tym sezonie ligowym: „Czerwone diabły” za sprawą Sebastiana Anderssona wyszły na prowadzenie. Benjamin Kessel został świetnie obsłużony przez Brandona Borrellę. Prawy obrońca centrował na pole karne, gdzie czaił się obstawiony Szwed, dla którego żadnym problemem było pokonanie dwójki przeciwników w powietrznej potyczce. Główka i piłka wylądowała w siatce. Mimo mroźnej pogody na obiekcie w Kaiserslautern zawrzało!

Zaskoczeni goście próbowali zaradzić i stosownie zareagować na tę sytuację, jednak podejścia Sonny’ego Kittela czy Alfredo Moralesa kończyły się fiaskiem. Gospodarze nie chcieli wypuścić takiego szczęścia z rąk, dlatego dwoili się i troili, aby bronić rezultatu, prężnie działając w defensywie, trochę mniej skutecznie w ofensywie.

Parę minut po godzinie gry ponownie zawrzało, jednak tym razem na murawie: Benjamin Kessel opuścił plac gry po ujrzeniu drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartki. Sytuacja była na tyle nieszczęśliwa, bowiem zawodnik trafił w piłkę, za którą był także Dario Lezcano, który po upadku na murawę zwijał się z bólu. Do sporu dołączył się cały zespół, jednak najgłośniej „wojował” Marius Müller, za co też został upomniany kartonikiem.

To sprawiło, że cała działalność związana ze stabilnością gry gospodarzy legła w gruzach.

Dwanaście minut później marzenia kibiców „FCK” o upragnionym triumfie i w miarę pozytywnym zakończeniu rundy jesiennej zniknęły: Gaus płasko zagrał w pole karne do Moralesa. Amerykanin błyskawicznie odegrał do Lezcano, który szczęśliwie posłał piłkę tuż obok prawego słupka.

FC Ingolstadt fartownie odbiera „Czerwonym diabłom” triumf:

 

Arminia Bielefeld rundę jesienną zakończyła wyjazdową porażką 1:3 z SV Sandhausen. Tym rezultatem przerwała passę czterech spotkań bez porażki (dwa zwycięstwa, dwa remisy). Standardowym dla tej kolejki był fakt, że mecz rozgrywano w słabych warunkach pogodowych, jakie powodowały opady śniegu.

Sytuacje pod polem karnym w pierwszej odsłonie było rzadkością, co nie umniejszało emocjom, jakie gwarantowało to starcie. Pierwszą wartą oka szansę przeprowadzili gospodarze, a dokładniej Philipp Förster, w 11. minucie. Strzał z dystansu sparował Stefan Ortega.

Opady śniegu się wzmagały, a klarownych podbramkowych sytuacji nie było widać (i to nie tylko z powodu opadów). Strzały na bramkę padały, jednak nie stanowiły one żadnych problemów dla golkiperów obu zespołów.

Po pół godzinie gry coś zaczęło się zarysowywać – po centrze Toma Schütza główkujący Fabian Klos zagroził Marcelowi Schuhenowi. Na bramkę czekać jednak trzeba było niemalże do końca pierwszej połowy. Uderzyli gospodarze, a dokładniej wykańczający podanie Förstera Lucas Höler. Strzał z krótkiego dystansu nie dał Ortedze żadnych szans.

Przyjezdni w drugiej połowie ze zdwojoną siłą zabrali się do roboty i jedna z kontr przyniosła wyrównanie. Świetnie obsłużony przez Klosa Andreas Volgsammer pokonał Schuhena z okolic ósmego metra. Bielefeldczycy długo nie nacieszyli się remisem – Eroll Zejnullahu pokonał Konstantina Kerschbaumera w starciu „jeden na jednego”, posłał płaskie podanie do Richarda Sukuty-Pasu, który z półwoleja wpakował futbolówkę do siatki.

Kolejne próby nadrabiania wyniku przez gości skończyło się trzecią bramką „w plecy” – na dwie minuty przed końcem podstawowego czasu wprowadzony na boisko Julian Derstroff niespodziewanie został sam ze stojącym po drugiej stronie bramkarzem. Zwycięsko z tego pojedynku wyszedł były napastnik rezerw Borussii Dortmund. Dzięki takiemu rezultatowi „SVS” przezimują na siódmej pozycji.


Drugim trenerem debiutującym w tej kolejce był Markus Kauczinski. Jemu zwycięstwo uciekło sprzed nosa – w 81. minucie z 2:1 dla St. Pauli, które objął, zrobiło się 2:2, które dotrwało do końca spotkania. Ten mecz miło wspominać będzie Waldemar Sobota, który zdobył swojego drugiego gola w obecnych rozgrywkach 2. Bundesligi.

Mimo wielu podejść pod bramkę Marka Flekkena, piłkarze z Hamburga nie byli w stanie skutecznie mu zagrozić. Pierwszy ogień poszedł ze strony gości po kwadransie gry: po centrze z narożnika boiska Dustin Bomheuer uderzył „tylko” w słupek.

Szczęście doprowadziło gości do prowadzenia – w 32. minucie doszło do trudnej do wyjaśnienia sytuacji z udziałem „poszkodowanego” Lukasa Fröde i „winnego” Aziza Bouhaddouza.

Christian Dietz, główny arbiter spotkania, podyktował jedenastkę, którą pewnie wykonał Kevin Wolze. Przed końcem pierwszej połowy gospodarze byli blisko wyrównania, jednak znajdujący się w bardzo dobrej pozycji Bouhaddouz zdecydował się podać, a nie sam wykończyć akcję.

Pięć minut. Tyle czasu potrzebowali Waldemar Sobota i jego petarda w prawej nodze (57′) oraz Lasse Sobiech po równie wątpliwej jedenastce (62′), aby wyprowadzić swój zespół na prowadzenie.

Wszystko układało się po myśli gospodarzy do 68. minuty: Waldemar Sobota, bawiący się wówczas w karatekę, za swoje zagranie zobaczył żółty kartonik. Nastała krótka przerwa w meczu poświęcona na dyskusję kolejnego poszkodowanego z arbitrem i winnym. Niektórzy postanowili wykorzystać tę chwilę na uzupełnienie płynów, a jeszcze inni na czysty debilizm. Mający na karku żółtą kartkę Marokańczyk zachował się dziecinnie, oblewając wodą rywala. Za takie zachowanie czeka go mecz zawieszenia po bezpośredniej czerwonej kartce i kara trzech tysięcy euro.

Świetnie rozegrana akcja ze strony „Zebr” uwieńczyła spotkanie (81′), a zdobywca bramki, Stanislav Iljutcenko, fetował drugiego gola w tym sezonie.


Rundę jesienną kończyliśmy w Düsseldorfie, gdzie miejscowa Fortuna podejmowała gości z Norymbergi. Gospodarze nie poradzili sobie z presją punktowej straty do Holstein Kiel, finalnie przegrywając 0:2. Obecnie plasują się na trzeciej lokacie, zostali wyprzedzeni także przez piłkarzy 1. FC Nürnberg. Liderem jest beniaminek.

Defensywa gości świetnie sobie radziła z próbami ofensywy „F95”, która od samego początku aktywnie działała pod bramką Fabiana Bredlowa. Równie aktywnie działo się w notesie arbitra, gdzie do pierwszych czterdziestu pięciu minut wylądowało pięć nazwisk, w tym w większości ze strony „der Clubu”, co asygnowało większą ilością stałych fragmentów gry dla gospodarzy. Jednak to nic nie dało, pierwszą połowę kończyliśmy z wynikiem 0:0 oraz kontuzją Patricka Kammerbauera. Gospodarze prezentowali się zdecydowanie lepiej, mieli pomysł na grę, aczkolwiek poprzez działania muru „FCN” nie mogli zbyt wiele zrobić. Największym zaskoczeniem była beznadziejna forma Mikaela Ishaka, który kompletnie nie odnalazł się w meczu.

Strzelanie, niekoniecznie dobre dla większości zgromadzonych na Esprit Arena, zaczęło się dopiero po godzinie gry. Ofensywa przyjezdnych w końcu się ocknęła, a to za sprawą Tobiasa Wernera, który z krótkiego dystansu półwolejem otworzył wynik meczu. Dziesięć minut później rezultat podwyższył główkujący Georg Margreitter.

Dotychczasowy wicelider miał możliwość zdobycia bramki kontaktowej – w 89. minucie arbiter podyktował dość wątpliwy rzut karny. Jedenastkę powstrzymał golkiper, Fabian Bredlow.

Bramki w kolejkowym hicie:

 

Ciacho kolejki

Szwedzki obrońca od dłuższego czasu jest przez nas uważnie obserwowany, a swoją bramką w sobotę zagwarantował sobie cotygodniowe miano ciacha.

Vinst med 1-0, mitt andra mål för säsongen och 3 viktiga poäng 🍀💚

Ein Beitrag geteilt von Richard Magyar (@richardmagyar91) am

piątek 08.12, godz 18:30

  • Erzgebirge Aue 1:0 SV Darmstadt

    [35′ Cebio Soukou]
    Artur Sobiech (Darmstadt) na boisko został wprowadzony w 73. minucie. Na chwilę przed końcem meczu (89′) otrzymał drugą żółtą kartkę w obecnej kampanii.

  • Eintracht Brunszwik 0:0 Holstein Kiel

    brak polskich zawodników.

sobota 09.12, godz 13:00

  • Greuther Fürth 1:0 1. FC Heidenheim

    [29′ Richard Magyar]
    Mathias Wittek (Heidenheim) rozegrał pełne spotkanie, nie uchronił jednak swojej drużyny przed porażką.

  • SSV Jahn Regensburg 0:1 VfL Bochum

    [7′ Robbie Kruse]
    brak polskich zawodników.

  • Union Berlin 0:1 Dynamo Drezno

    [71′ Andreas Lambertz]
    brak polskich zawodników.

niedziela 10.12, godz 13:30

  • 1. FC Kaiserslauern 1:1 FC Ingolstadt

    [7′ Sebastian Andersson, 79′ Dario Lezcano]
    Standardowy brak Kacpra Przybyłki (Kaiserslautern). Sonny Kittel (Ingolstadt) kolejny mecz bez bramki.

  • SV Sandhausen 3:1 Arminia Bielefeld

    [45+1′ Lucas Höler, Andreas Volgsammer, 59′ Richard Sukuta-Pasu, 88′ Julian Derstroff]
    brak polskich zawodników.

  • St. Pauli 2:2 MSV Duisburg

    [32′ Kevin Volze (k.), 57′ Waldemar Sobota, 62′ Lasse Sobiech (k.), 81′ Stanislav Iljutcenko]
    Waldemar Sobota (St. Pauli) prócz bramki zgarnął też żółtą kartkę (68′). Rozegrał cały mecz.

poniedziałek 11.12, godz 20:30

  • Fortuna Düsseldorf 0:2 1. FC Nürnberg

    [67′ Tobias Werner, 77′ Gregor Margreitter]
    Adam Bodzek (Fortuna) z powodu kontuzji stopy nie znalazł się w kadrze.

Tabela po połowie sezonu:

Tabela dostarczona przez Sofascore wyniki na żywo

Udostępnij:

Dominika Milarska

Fanatyczka amatorskiego futbolu, w którym dosłownie wszystko może się zdarzyć. Koneser piłki nożnej, nie patrzący na bariery kibicowskie. Kibicująca reprezentacji Niemiec, sympatyzująca także z Duńczykami, Holendrami, Austriakami i Chorwatami. Odkryła Kneževicia prędzej niż Alois Schwartz.

You may also like...