Polacy na zapleczu niemieckiej Ekstraklasy – Tag 18

Ostatnia seria zmagań na zapleczu Bundesligi w roku 2017 już za nami! Co dokładnie działo się w 18. kolejce, rozpoczynającej rundę rewanżową?

 

W piątek odwiedzaliśmy Berlin i Brunszwik. Oba spotkania nie były zbyt przyjemne dla gospodarzy – po dziewięćdziesięciu minutach widniały korzystne wyniki dla przyjezdnych, czyli odpowiednio dla FC Ingolstadt i Fortuny Düsseldorf.

Pozostajemy w Berlinie, gdzie Union poległ 1:2. André Hofschneider nadal nie zapanował nad powierzoną mu drużyną, ulegając drugi raz z rzędu przed swoją publicznością, pomimo faktu, że prowadzili, a wcześniej przez długi czas utrzymywali remis. Odpowiedzi na trafioną jedenastkę Stevena Skrzybskiego (59′) padały spod nóg Roberta Leipertza (73′) oraz Dario Lezcano (77′, rzut karny).

Pierwsza część spotkania była bardzo przyjemna: zgodnie z założeniami dominowali gospodarze, którzy strzelanie na bramkę (w sumie bardziej pasuje „ponad bramką” Ørjana Nylanda rozpoczęli już w 3. minucie – Skrzybski wypracował świetną szansę dla Kristiana Pedersena. Duński defensor posłał piłkę ponad bramką. Chwilę po tym działo się po drugiej stronie boiska – Lezcano po starciu z Pedersenem wywalczył rzut rożny, który finalnie zakończył się fiaskiem. Na przestrzeni całej pierwszej odsłony akcje przyjezdnych były nieliczne, jedną z dwóch godnych wzmianki jest próba Stefana Lexa z trzydziestej minuty. Piłka po półwoleju poszybowała hen nad bramką Jakoba Buska. Tuż przed gwizdkiem obwieszczającym przerwę świetnie kontrowali, przejmując piłki wprost spod nóg pewnych siebie Berlińczyków. Ci padali na murawę jak muchy, jednak sędzia słusznie nie rozpatrywał tego jako faule. Kontra zakończyła się jednak zbyt łatwym do obrony strzałem.

Druga połowa przyniosła to, na co czekali wszyscy zgromadzeni: bramki. W 59. minucie Simon Hedlund podawał w pole karne do Marcela Hartela, za którym czaił się obstawiający go Alfredo Morales. Amerykanin przechwycił piłkę, jednocześnie powodując, że Hartel osunął się na murawę. Arbiter odgwizdał faul i podyktował rzut karny, który zalicza się do tych „mniej klarownych” – dopiero powtórki pokazały, że Morales miał większy kontakt z Hartelem, który „nadział” się na niego. Steven Skrzybski pewnie wykorzystał stały fragment gry.

Odpowiedź padła po czternastu minutach i była wręcz bombowa: wprowadzony na boisko za Sonny’ego Kittela Robert Leipertz władował istną petardę pod poprzeczkę, nie dając Buskowi żadnych szans.

Karny dla gości był o wiele bardziej klarowny: Almog Cohen ewidentnie sfaulował Toniego Leistnera. Dzięki temu goście jedenaście minut przed końcem podstawowego czasu gry wyszli na prowadzenie, nadrabiając bramkową stratę. Był to pierwszy triumf po trzech meczach bez wygranej.

 

Wicelider po rundzie jesiennej, Fortuna Düsseldorf, do domu powracała z kompletem punktów po triumfie nad Eintrachtem Brunszwik, o który zadbał dziewiętnastoletni Davor Lovren już w 9. minucie. Było to pierwsze trafienie dla wypożyczonego z Dynama Zagrzeb Chorwata. Passa sześciu meczów bez wygranej „F95” została zakończona. Dodatkowo po niedzielnym meczu Holstein Kiel powrócili na fotel lidera i na tej pozycji pozostaną przynajmniej do 23.01.18 r.

Pierwsza próba, notabene zakończona jak każde kolejne podejście gospodarzy pod bramkę Raphaela Wolfa, zakończyła się fiaskiem, dokładniej strzałem ponad bramkę. Jego autorem był również dziewiętnastoletni Ahmet Canbaz.

Akcja podbramkowa rozpoczęła się… po drugiej stronie: „BTSV” mieli rzut wolny, zduszony w zarodku przez jednego z defensorów. Kontratak ruszył na najwyższych obrotach – piłka na trochę luźnym sznurku przechodziła przez kilku zawodników Fortuny, aby w środkowej części boiska zakończyć przy nodze Benito Ramary. W okolicy czternastego metra zagrał do chorwackiego skrzydłowego który spektakularnie wykończył niespodziewaną sytuację. Młodszy brat Dejana Lovrena w ramach celebracji postanowił zwalić z nóg żeńską część kibiców zebranych na brunszwickim stadionie, „chwaląc” się pracą nad rzeźbą (oraz tatuażami) za co został ukarany żółtą kartką.

Szybko stracona bramka wytrąciła gospodarzy z równowagi, sprawiła, że plan powstrzymania przeciwników legł w gruzach. Sytuacje podbramkowe, jakie kreowali, w większości przypadków nie stanowiły zagrożenia. Goście resztę meczu spędzili na kontroli wyniku. Ostatnie pół godziny zdecydowanie należały do ekipy goszczącej Fortunę, jednak szczęście (i Fortuna) stała po drugiej stronie.

„Traumtor” Lovrena:

 

 

Erzgebirge Aue w sobotę straciło świetną okazję na drugie zwycięstwo z rzędu: 1. FC Heidenheim zdołało wyrównać w dosłownie ostatniej chwili, ratując wyjazdowy remis. Na oczach 6500 kibiców już w ósmej minucie gospodarze wychodzili na prowadzenie po bramce Cenio Soukou. Nieliczna grupa sympatyków gości oraz zebrani przed telewizorami na bramkę Johna Verhoeka czekali do doliczonego czasu spotkania. Był to wynik niezwykle satysfakcjonujący dla gości, którzy przez większą część spotkania byli bezradni.

Soukou powtórzył swój wyczyn z pierwszego starcia pomiędzy tymi drużynami, tym razem jednak w inny sposób: po długim podaniu ze środkowej strefy boiska nad piłką zapanował Dimitrij Nazarov, przyjmując ją na klatkę piersiową. Odegrał do Benińczyka, który w starciu z defensorem wyszedł w pięknym stylu, zakładając mu siatkę. Golkiper przyjezdnych miał ograniczone pole widoku i zasięgu. Piłka wpadła do siatki.

Ofensywa przyjezdnych kompletnie padła w tym spotkaniu, mimo, że statystyki mówią zupełnie inaczej i przemawiają za gośćmi. Praca sędziów także nie należała do tych najlepszych: w osiemnastej i trzydziestej dziewiątej minucie kolejno Soukou i Norman Threuerkauf zagrywali ręką. Nie było to świadome działanie (w obu przypadkach były to rykoszety po strzałach), aczkolwiek były one wyraźnie sygnalizowane przez zawodników. Sascha Stegemann pozwalał jednak kontynuować grę.

Bliżej zdobycia bramki w drugiej połowie byli także gospodarze, mimo niewielu podbramkowych prób. Stało się zupełnie inaczej i mało kto w to wierzył. Marc Schnatterer zagrał w pole karne z narożnika boiska wprost na głowę Verkoehna. Piłka wpadła kozłem tuż obok bramkarza.

 

1. FC Nürnberg zaprzepaścił wręcz idealną okazję do zebrania trzech punktów, które do niedzieli pozwoliłby pozostać ligowym liderem: w wyjazdowym meczu w Kaiserslautern padł tylko remis, o który zadbał Mikael Ishak w 25. minucie oraz bramkarz gości, Fabian Bredlow (62′), który zdobył bramkę samobójczą. „Czerwone Diabły” zebrały arcyważny punkt w kwestii pozostania w drugiej klasie rozgrywkowej.

Początek, wbrew pozorom, to dwie próby gospodarzy. Strzały z dystansu Brandona Borello (5′) i Nicklasa Schipnowskiego (7′) nie stanowiły jednak żadnego problemu dla Bredlowa. Na próbę gości trzeba było czekać do piętnastej minuty: Kevin Möhwald nie chciał być gorszy i też działał z odległości. Finał był taki sam, jak w przypadku prób z piątej i siódmej minuty. Oczekiwania na bramkę otwierającą mecz trochę się wydłużały. Jedna, niby zwykła, sytuacja wystarczyła, aby wysłuchać próśb sympatyków Frankończyków. Mikael Ishak po dośrodkowaniu Enrica Valentiniego władował główką piłkę do bramki Mariusa Müllera.

Po tym zaczęła się klapa w wykonaniu piłkarzy Michaela Köllnera: pierw strzał w słupek Hanno Behrensa (49′), później przegrane starcie Edgara Salliego z golkiperem (55′). Bramkarz „der Clubu” w 62. minucie próbował uratować klarowną sytuację, jaką przed sobą miał Australijczyk, niefortunnie umieszczając ją w swojej bramce. Odpowiedzi szwedzkiego napastnika „FCN” powstrzymywał Müller (74′) i słupek (77′). Zdobyta bramka sprawiła, że wola walki zespołu „FCK” wzrosła do nieopisywalnej rangi, a szczęście uchroniło ich przed porażką.

Bezradność „der Clubu” w Kaiserslautern:

 

 

Beniaminek, SSV Jahn Regensburg, rok kalendarzowy zakończył domowym triumfem nad Arminią Bielefeld. Do bramki dla gospodarzy trafiali: Benedikt Gimber (14′), Marco Grüttner (25′) a także Florian Hartherz (78′, samobój). Goście dwukrotnie pokonali Philippa Pentke: Andreas Voglsammer otworzył wynik spotkania w 12. minucie, a Konstantin Kerschbaumer go zamknął w trzeciej minucie doliczonego czasu.

Dla „SSV” była to pierwsza wygrana nad drużyną z Bielefeld. Pierwsza i bardzo ważna oraz symboliczna: ten rok zakończą na szóstej lokacie w 2. Bundeslidze. Dokładnie dwa lata temu byli po 21 kolejkach Regionalliga Bayern z 40 punktami i oczkiem straty do SV Wacker Burghausen. Finalnie punkt straty przerodził się w punkt przewagi.

Spotkanie rozpoczęło się w niemiłej atmosferze: już w szóstej minucie Achim Beierlorzer musiał przeprowadzić zmianę spowodowaną kontuzją. Marca Laisa zastąpił Asger Sørensen. Parę minut zadziało się jeszcze gorzej: w dwunastej minucie Pentke skapitulował, wpuszczając strzał Voglsammera. Świetnie spisał się Leandro Putaro, który przejął wyrzucaną przez golkipera piłkę. Przelobował jednego z defensorów, z drugiego kiwnął, po czym odegrał do napastnika, który zachował zimną krew w pojedynku z bramkarzem, dzięki czemu mógł cieszyć się z ósmej bramki w tych rozgrywkach.

Odpowiedź gospodarzy padła już po dwóch minutach: trójkowa akcja i odrobina szczęścia pomogła w nadrobieniu wyniku. Zdobyty gol podniósł morale zespołu, który jedenaście minut później wychodził na prowadzenie. Sargis Adamyan centrował z lewej strony boiska wprost na główkę Grüttnera. Tu też zadziałała odrobina szczęścia, aczkolwiek prowadzenie było w pełni zasłużone – to gospodarze częściej działali pod bramką Stefana Ortegi. Do szatni piłkarze schodzili z wynikiem 2:1, z którego bliżej było do 3:1 niż do 2:2.

Tak też się stało, aczkolwiek na zmianę wyniku trzeba było trochę wyczekać. 78. minuta przyniosła nieszczęśliwy splot wydarzeń z dużym udziałem zawodników Arminii. Florian Hartherz nabił się na piłkę wybijaną przez jednego z kolegów. W Ratyzbonie cieszono się z dwubramkowej przewagi.

Rozwiązanie meczu nadeszło w samej jego końcówce, choć szanse nadarzały się wcześniej. Dopiero w trzeciej minucie doliczonego czasu Pentke ponownie przegrał w pojedynku jeden na jednego.

 

Holstein Kiel ten rok kalendarzowy zakończy jako wicelider. Przerwę zimową spędzą za Fortuną Düsseldorf, która ma nad nimi punkt przewagi. W ostatnim meczu w roku 2017 Kilończycy mierzyli się z Sandhausen z miejscową drużyną i po wyniku 3:1 dla gospodarzy musieli przełknąć gorycz porażki. Po bramkach Learta Paqarady (58′, bezpośredni rzut wolny), Lucasa Hölera (60′, rzut karny) i Richarda Sukuty-Pasu (71′) seria bez zwycięstwa przedłużyła się do pięciu spotkań. Bramkę honorową dla beniaminka zdobył Dominic Peitz (78′). Obie drużyny mecz kończyły w dziesiątkę po tym, jak Tim Kister (85′, „SVS”) oraz Dominik Schmidt (90+2′, Holstein Kiel) ujrzeli po dwie żółte kartki, które dały czerwoną i pauzę w pierwszych rozgrywkach w roku 2018.

Pierwsza odsłona przebiegała spokojnie, okazje podbramkowe były rzadkością. A gdy już się pojawiały, były one dla gości, którzy poprzez dobrą dyspozycję Marcela Schuhena nie byli w stanie ich wykorzystać. Gospodarze pozostawili im wolne pole do popisu, bardziej skupiając się na defensywie, która była nie do zdarcia. Taka postawa w drugiej połowie przyniosła swoje profity, jakimi był bardzo korzystny rezultat po dziewięćdziesięciu minutach.

Strzelanie zaczęło się na chwilę przed sześćdziesiątą minutą. Jako pierwszy huknął Leart Paquarada, który popisał się świetnym strzałem z rzutu wolnego. Kenneth Kronholm bezradnie odprowadził piłkę wzrokiem. Dwie minuty później gospodarze podwyższyli wynik, wykorzystując podyktowaną przez Thorbena Siewera. Lucas Höler się nie pomylił, pewnie pokonując niemieckiego golkipera. Dominik Schmidt po tym faulu na Maxie Jansenie już powinien wylecieć z boiska, a otrzymał tylko żółtą kartkę.

Dwie minuty, które sprawiły, że Kilończycy nie byli w stanie się ocknąć. To spowodowało, że niedługo potem było już 3:0. Sukuta-Pasu zabawił się z defensywą rywali, płaskim strzałem posyłając piłkę do siatki. Cztery minuty później niemiecki napastnik mógł się cieszyć z Doppelpacka, aczkolwiek przed stratą kolejnej bramki Kronholma uratował słupek. Honor drużyny próbował uratować Dominic Peitz, który w 78. minucie wygłówkował sposób na pokonanie Schuhena.

Skrót meczu SV Sandhausen – Holstein Kiel:

 

 

MSV Duisburg powstrzymał trzy meczową zwycięską passę Dynama Drezno, pokonując ich na Schauinsland-Reisen-Arena 2:0. Duisburczycy są niepokonani u siebie od pięciu spotkań i dzięki tej wygranej rok kalendarzowy zakończą na siódmej pozycji. Na oczach prawie piętnastu tysięcy widzów Stanislav Iljutcenko (45+1′) oraz Kevin Wolze (83′, rzut wolny) zagwarantowali zwycięstwo. Drezdeńczycy obecnie zajmują dziesiątą lokatę.

Gospodarze wykorzystywali błędy, jakie kreowali zawodnicy Uwe Neuhausa, który sam to przyznał w pomeczowej konferencji. Goście z Drezna już od początku mieli spore problemy ze stworzeniem niebezpiecznej sytuacji. Sytuacji nie ułatwiał stan murawy, przez który obie drużyny przez długi czas nie mogły wdrożyć się w rytm meczu.

Nieliczne podbramkowe sytuacje dla „Zebr” w pierwszej połowie stworzył Ahmet Engin, jednak skończyło się to poza bramką (20′ i 35′). Kibice byli nastawieni na remis do przerwy i wtedy… Engin wygrał starcie z Jannikiem Müllerem, zagrał krótko w pole karne do Iljutcenki, który z pięciu metrów pokonał Marvina Schwäbe.

Zmiana stron nie zmieniła za zbytnio przebiegu gry – nadal lepszą drużyną na boisku byli gospodarze, którzy już po pięciu minutach od wznowienia spotkania mieli dobrą okazję na podwyższenie wyniku. Kingsley Onuegbu po świetnym zagraniu Iljutcenki znalazł się w wręcz idealnej sytuacji. Dziesięć minut później niebezpiecznie zagrał w swoim polu karnym przy jednej z nielicznych sytuacji dla „SGD”, arbiter jednak pozwolił grać dalej, MSV ruszyło z kontrą, a wręcz perfekcyjną „setkę” zmarnował Fabian Schnellhardt. #karmawraca

Wolze na siedem minut przed końcem podstawowego czasu gry zamknął wynik, pokonując młodego bramkarza bezpośrednio z rzutu wolnego. Futbolówka obrała idealną trajektorię i minęła mur oraz interweniującego Schwäbe.

 

Hamit Altintop po spotkaniu SV Darmstadt z Greuther Fürth wyrósł na miano bohatera, a to wszystko dzięki spektakularnej bramce, jaką zdobył w wyjazdowym meczu z „Kleeblätter” w czwartej minucie doliczonego czasu gry, odpowiadając na niesamowite trafienie Maximiliana Wittka z 45. minuty. Dirk Schuster, nowy-stary trener, powracający po prawie półtorarocznej przerwie na stanowisko coacha „Zebr”, zastąpił zwolnionego tydzień temu Torstena Fringsa. 49-letni Niemiec za swojej poprzedniej kadencji w klubie z Duisburga dwukrotnie świętował awans o ligę wyżej (kolejno z 3. Ligi do Bundesligi).

Z drugiej strony stało SpVgg Greuther Fürth, które straciło świetną okazję do zebrania trzech punktów, po bardzo dobrym meczu, w którym byli lepszą drużyną, pomimo słabego początku.

Strzały padały naprzemiennie: zapoczątkował je Felix Platte w szóstej, następnie kontynuował już siódmej minucie. Niedługo potem odpowiadali gospodarze: Jürgen Gjasula próbował wykończyć centrę Maximiliana Wittka (12′). Dużą rolę odegrała poprzeczka, która pomogła Danielowi Heuerowi Fernandesowi przy tej interwencji. Kolejne sytuacje należały do gospodarzy: pierw próbował Julian Green (16′), a potem Wittek (22′). Przy drugiej próbie zabrakło naprawdę niewiele. Świetną okazję na zdobycie bramki dla gości miał Platte po dośrodkowaniu Dennisa Kempe, aczkolwiek piłka została sparowana przez Saschę Burcherta. Kilka(naście) strzałów na bramkę Heuera Fernandesa później w końcu się udało. Maximilian Wittek bezpośrednio z rzutu wolnego uiścił piłkę w siatce. A w jakim stylu to zrobił!

Goście poczuli na plecach niebezpieczny powiew czeluści dna tabeli, po przerwie zabierając się za nadrabianie strat. Jednak próby ofensywy długo nie stanowiły problemów dla Burcherta. Dodatkowo to gospodarze byli bliżej podwyższenia wyniku meczu. Aczkolwiek futbol nigdy nie był, nie jest i nie będzie czymś, co można przewidzieć. Nastał doliczony czas gry, ostatnia akcja. Ofensywa Duisburga zbliża się pod bramkę „Koniczynek”, aby zostać powstrzymaną przez ich blok defensywnych. Piłkę przejął Hamit Altintop, popisując się piękną bombą, którą próbował jeszcze odrzucić Burchert. Niestety to mu się nie udało, przez co goście cieszyli się z zgarniętego punktu z trudnego terenu.

 

 

 

Rozgrywki w bieżącym roku kończyliśmy w Hamburgu, gdzie miejscowe St. Pauli podejmowało gości z Bochum. W poniedziałkowy wieczór seria ośmiu spotkań bez wygranej „FCSP” w końcu została przerwana. Wygrana 2:1 przeciwko VfL pozwoliła Hamburczykom przeskoczyć z 15. na 10. lokatę. Kapitan gospodarzy, Lasse Sobiech, w 34. minucie wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Cztery minuty po zmianie stron było już 2:0 dla gospodarzy, a o to zadbał Jan-Marc Schneider. Na zakończenie i meczu, i bieżącego roku, do bramki Robina Himmelmanna w 75. minucie strzelił Lukas Hinterseer. Goście mecz kończyli w dziesiątkę po tym, jak Anthony Losilla w 89. minucie ujrzał drugą żółtą kartkę.

W początkowej fazie spotkania to goście dyktowali warunki na boisku, mimo znikomych sytuacji podbramkowych. Z biegiem czasu dominację przejmowali gospodarze, dlatego nikogo nie zdziwiło, gdy na prowadzenie wychodzili Hamburczycy.

Pierwsza poważna podbramkowa szansa (nie tylko dla gospodarzy, ale w dotychczasowym meczu) przyniosła pierwszą bramkę. Sobiech był najszybszy w odbiorze piłki serwowanej z rzutu wolnego z okolic 25. metra. Wpakował ją idealnie koło słupka.

Po zmianie stron gra zaczynała się od nowa – goście jako pierwsi dochodzili do słowa. Jednak powiedzieli trochę za dużo, co kosztowało ich kontrę i stratę drugiej bramki: szybkie rozegranie piłki przez Envera Cenka Şahina, zagranie do będącego w polu karnym Schneidera. Zachowanie zimnej krwi przez napastnika. Strzał nad bramkarzem i Niemiec mógł cieszyć się z drugiej bramki w tym sezonie.

Krótko rozegrany korner (74′) przyniósł gościom bramkę kontaktową, wieńczącą rezultat meczu. Po dłuższej wymianie piłek, bezskutecznych strzałach i rykoszetach Lukas Hinterseer znalazł się w takiej sytuacji, że udało mu się pokonać golkipera rywali.

Bramki w ostatnim meczu w roku kalendarzowym:

 

 

 

Ciacho kolejki

Maurice Litka z St. Pauli. Przykład, że nie zawsze trzeba coś ustrzelić, aby pokazać się z tej lepszej strony.


 

piątek 15.12, godz 18:30

  • Union Berlin 1:2 FC Ingolstadt

    [59′ Steven Skrzybski (k.), 73′ Robert Leipertz, 77′ Dario Lezcano (k.)]
    Sonny Kittel (Ingolstadt) rozegrał 65 minut.

  • Eintracht Brunszwik 0:1 Fortuna Düsseldorf

    [9′ Davor Lovren]
    Absencja Adama Bodzka (Fortuna) z powodu urazu stawu skokowego.

 

sobota 16.12, godz 13:00

  • Erzgebirge Aue 1:1 1. FC Heidenheim

    [8′ Cenio Soukou, 90+1′ John Verhoek]
    Mathias Wittek (Heidenheim) na boisku spędził całe spotkanie, w 71′ zdobył żółtą kartkę.

  • 1. FC Kaiserslautern 1:1 1. FC Nürnberg

    [25′ Mikael Ishak, 76′ Fabian Bredlow (sam.)]
    Nieprzerwana absencja Kacpra Przybyłki (Kaiserslautern).

  • SSV Jahn Regensburg 3:2 Arminia Bielefeld

    [12′ Andreas Voglsammer, 14′ Benedikt Gimber, 25′ Marco Grüttner, 78′ Florian Hartherz (sam.), 90+3′ Konstantin Kerschbaumer]
    brak polskich zawodników.

 

niedziela 17.12, godz 13:30

  • SV Sandhausen 3:1 Holstein Kiel

    [58′ Leart Paquarada, 60′ Lucas Höler, 71′ Richard Sukuta-Pasu, 78′ Dominic Peitz]
    brak polskich zawodników.

  • MSV Duisburg 2:0 Dynamo Drezno

    [45+1′ Stanislav Iljutcenko, 83′ Kevin Wolze]
    brak polskich zawodników.

  • Greuther Fürth 1:1 SV Darmstadt

    [45′ Maximilian Wittek, 90+4′ Hamit Altintop]
    Artur Sobiech (Darmstadt) przesiedział całe spotkanie na ławce rezerwowych.

 

poniedziałek 18.12, godz 20:30

  • St. Pauli 2:1 VfL Bochum

    [34′ Lasse Sobiech, 49′ Jan-Marc Schneider, 75′ Lukas Hinterseer]
    Waldemar Sobota (St. Pauli) rozegrał pełny mecz.

 

Tabela po ostatniej kolejce w roku 2017:

Tabela dostarczona przez Sofascore wyniki na żywo

Udostępnij:

Dominika Milarska

Fanatyczka amatorskiego futbolu, w którym dosłownie wszystko może się zdarzyć. Koneser piłki nożnej, nie patrzący na bariery kibicowskie. Kibicująca reprezentacji Niemiec, sympatyzująca także z Duńczykami, Holendrami, Austriakami i Chorwatami. Odkryła Kneževicia prędzej niż Alois Schwartz.

You may also like...