Patriotyzm sportowy – hipokryzja i pozytywy. Obnażamy prawdę! [FELIETON]

fot. theodysseyonline.com

Reprezentacja Polski od dłuższego czasu nie przestaje nas zadziwiać swoimi wynikami – stąd też przybyło jej, wiernych czy też nie, kibiców. Zbliża się mundial, i o ile długo mogliśmy się spierać czy piłka nożna to nasz sport narodowy czy nie, kibicowanie mamy we krwi. Zwłaszcza, że na MŚ w Rosji zameldowali się także Biało-Czerwoni. Jak im kibicujemy i czy nie włączamy do tego zbyt wiele nienawiści?

Nowoczesny patriota w świecie sportu

Czym jest patriotyzm, wiedzą wszyscy – nie śmiem wątpić, że nawet dzieci. Jako że jest nim po prostu i aż miłość do ojczyzny, przejawia się on w różnych dziedzinach życia, również w kibicowaniu. Wspieranie rodaków na arenach sportowych świata także jest formą patriotyzmu, bo to właśnie oni są tymi wybranymi, którzy promują nasz kraj na wielu kontynentach. Idea i zamysł są piękne, nie znaczy to jednak absolutnie, że po drodze nie pojawiają się schody i przeróżne niejasności czy konflikty…

Gdzie się zaczyna hipokryzja a gdzie kończy się radość z bycia kibicem

Patriotyzm w dzisiejszych czasach jest ważny. Właściwie, zawsze jest ważną kwestią, zmieniały się tylko jego powody – poza tym, prawdziwie kocha się za nic, zmieniają się raczej epoki. Różne okresy wymagają jednak od patriotów zupełnie innej postawy. W przeciwieństwie do naszych pradziadków, dziadków, rodziców czy po prostu krewnych, nie musimy dziś stawać do walki zbrojnej, aby nasz naród przetrwał. Kiedyś patriotą był ten, kto ginął za kraj. Dziś, gdy Polska jest wolna, nikt nie musi oddawać za nią już życia (wyłączając z tego warunku sytuacje nadzwyczajne), za co dziękować możemy setkom tysięcy bohaterów z przeszłości, dlatego znaleźć należało inne sposoby na wyrażenie swojej miłości do ojczyzny. Jednym z takich sposobów jest kibicowanie polskim sportowcom.

„Im nie wolno kibicować pod żadnym pozorem”

Niestety, z cudownej idei patriotyzmu niektórzy wyłuskali pomysł, by przy okazji nienawidzić. A nawet nie przy okazji, gdyż niektórzy uważają to za sam sens kibicowania. Nienawidzić, ale kogo? Swoich własnych rodaków, którzy po prostu uważają inaczej niż oni. Polacy, którzy z jakiegoś powodu nie chcą kibicować naszym konkretnym sportowcom czy całym reprezentacjom – bo przecież nie muszą – często spotykają się z nadzwyczaj zmasowaną, jak na taką błahostkę, agresją. No bo jak można nie doceniać naszych? Jak można ich nie lubić, skoro to Polacy? Jeszcze gorzej, gdy ktoś nie dość, że nie kibicuje Polakom, to wybrał inną reprezentację albo przedkłada ją nad naszą, narodową. Ale prawdziwym skandalem, w oczach pewnych grup ludzi, jest kibicowanie konkretnym państwom, za którymi jako naród nie przepadamy z powodu przeszłości; czyli głównie Niemcom i Rosjanom. Polski kibic tych reprezentacji musi liczyć się z tym, że gdziekolwiek nie przyzna się do wspierania tych drużyn, prawdopodobnie zostanie skrytykowany.

Obraźliwych, często nawet bardzo, komentarzy w internecie długo szukać nie trzeba. Osobiście najbardziej bawią mnie wypowiedzi, które skupiają się na zbrukaniu wroga tak mocno, że ich autorom z biurek spadł aż słownik POLSKIEJ ortografii i gramatyki:

Po boisku biegają zbrodniarze?

Nie chcę, zaprawdę, nie chcę zgłębiać w tym felietonie tematu naszej ciężkiej historii, która niejednokrotnie pokazała, że wyżej wymienieni Niemcy czy Rosjanie bardzo nas skrzywdzili. To historyczne fakty, z którymi się nie dyskutuje. Mylne jest jednak, moim zdaniem, mieszanie tego ze sportem, zwłaszcza w teraźniejszych czasach. Jasne, że możemy od razu z góry założyć, że każdy, nawet młody, niemiecki piłkarz jest radykalnym nazistą, który najchętniej zagrabiłby polską ziemię. Pytanie brzmi: po co? Jaką gwarancję mamy na to, że kopiący piłkę gość narodowości niemieckiej nie wstydzi się tego, co lata temu wyprawiali zbrodniarze z jego państwa? Na tej samej zasadzie możemy stwierdzić, że jeśli istnieje jakikolwiek polski morderca, to każdy Polak jest mordercą. Czy ma to sens? Absolutnie nie. Neonaziści, faszyści, komuniści… Niestety, funkcjonują i istnieją w każdym kraju – także w Polsce. Dlatego bez względu na narodowość możemy nie mieć nawet pojęcia, czy ktoś się z nimi akurat nie identyfikuje. O ile jestem w stanie zrozumieć niechęć do kibicowania im, nie mogę pojąć zakazywania kibicowania komuś innym. Nawet, jeśli ktoś wybrał bardzo kontrowersyjną politycznie drużynę. Zapominamy, że ci sportowcy znajdują się na boiskach po to, by kopać piłkę a nie groby wrogim narodom.

Niemcy służą tu jako przykład, bardzo dobrze zresztą ilustrujący ten absurd. Polacy miewają duży problem z zaakceptowaniem faktu, że ktoś wspiera niemiecką reprezentację, natomiast przeważnie nigdy nie mają problemu z tym, że ktoś uwielbia niemieckie kluby sportowe, w których nota bene chętnie grywają też polscy zawodnicy. Różnicę znam i rozumiem jej istnienie – kibicowanie reprezentacji to jednak uwielbienie barw, całego państwa.
Klub to z kolei tylko klub. Chodzi o ideę barw i flagi kontra klubu jako instytucji, ale czy różnica jest naprawdę aż tak wielka, że należy mieszać za nią ludzi z błotem?

Ale zaraz, zaraz… Czy wobec tego kibic przykładowego niemieckiego klubu pośrednio nie wspiera także kraju? Choćby kupując klubowe gadżety, z których pieniądze idą nie gdzie indziej, tylko właśnie do spółki z tego państwa a następnie z PKB oraz podatków do narodowego budżetu? I tu koło się zamyka.

Patriotą raz jest, a raz nie jest, bo mu tak wygodniej

Tymczasem często największe pretensje o niekibicowanie swoim rodakom mają ci, którzy na co dzień wcale nie reprezentują swoimi działaniami nadzwyczaj żarliwego patriotyzmu. Stwórzmy więc przykładową postać, o imieniu nie innym niż słynny Janusz, na którego podstawie można bardzo jasno wytłumaczyć w czym rzecz.
Janusz poszedł na zakupy – do np. niemieckiego Lidla czy portugalskiej Biedronki pojechał niemieckim Oplem. Większość z tego co kupił to niepolskie produkty, bo polskie to często jakiś badziew, a poza tym komu chciałoby się sprawdzać kraj produkcji. Wrócił do domu i zaczął pisać – narobił przy tym sporo błędów ortograficznych w swoim ojczystym języku, a słowa, których polskich odpowiedników trzeba byłoby szukać, zastąpił jakimiś anglojęzycznymi. Włączył telewizję, a tam program na temat podatków – po cholerę to płacić? Trzeba wymyślić coś, żeby to ominąć, albo zapłacić mniej, bo jeszcze państwo polskie będzie miało za dużo w budżecie. Na szczęście wieczorem mógł oddać się tylko i wyłącznie przyjemnościom; Polacy grają mecz! Zaprosił z tej okazji do siebie nawet znajomych. Okazało się, że jeden z nich nie jest wiernym fanem Biało-Czerwonych. A to antypolski śmieć!

Przykład „Janusza” to skondensowanie wielu różnych przypadków i podejść. Fakt jest jednak jeden – wspierając np. obce gospodarki i kupując zagraniczne produkty, w sklepie nikt cię nie skrytykuje i nie zrobi z ciebie idioty. Wystarczy jednak, że w złym momencie powiesz, że lubisz reprezentację Niemiec, a możesz już wyjąć notes i zanotować najciekawsze obraźliwe neologizmy, ewentualnie zaklepać od razu wizytę u terapeuty po tym, co usłyszysz.

W tej sytuacji wniosek jest jeden: nie ma wśród nas patriotów, którzy w żaden sposób nie zadziałaliby, świadomie lub nie, na niekorzyść Polski. Jeśli mielibyśmy krytykować osoby, które nie lubią polskich sportowców, na tapetę powinniśmy też wziąć praktycznie wszystkich, bo każdy robi coś, co mógłby zrobić inaczej a przyniósłby wtedy dobro naszemu krajowi. Z tym, że kibicowanie obcym reprezentacjom robi Polsce jako tako zgoła mniejszą krzywdę niż np. olewanie rodzimej gospodarki, która właściwie pośrednio zapewnia nam byt i pieniądze na rozwój. Ale, jakby to prawdopodobnie powiedział wspominany wyżej „Janusz”: co kobita może o tym wiedzieć…

Pewne rzeczy wybieramy spośród wielu, bo po prostu ufamy ich marce, mamy do nich przekonanie lub zwykłą, ludzką sympatię. Dlaczego ktoś, kto świadomie wybiera niemiecką jogurt bo smakuje mu bardziej niż polski, nie spotyka się z nienawiścią taką jak osoby, które mocniej „czują” np. niemiecką reprezentację? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: niektórym logiczne myślenie nadzwyczaj ciąży. Kto nigdy nie skrytykował czy nie darzył antypatią żadnego Polaka (bez względu na to, czy to sławny sportowiec czy sąsiadka Halina), żadnego polskiego produktu, żadnego miejsca w naszym kraju – niech pierwszy rzuci kamień. Zdarzyło się to każdemu. Jesteśmy tylko ludźmi.

„Szmaciarze” kontra „duma narodu” oraz czy warto kibicować na siłę

Zupełnie inną kwestią jest to, że naszej reprezentacji w piłce nożnej nie zawsze się wiodło. Dziwnym trafem, od kiedy nie mamy problemów z pokonaniem na boisku państwa z 70. miejsca Rankingu FIFA, kibice wyrośli jak grzyby po deszczu. Nagle każdy wierzy w Biało-Czerwonych i jest przecież wiernym kibicem od lat. Wszystko byłoby w porządku, ale niestety, „zawsze ich lubiłem tylko tego nie okazywałem” to kiepski argument. I szczerze? Nie byłoby w tym nawet nic złego czy denerwującego, w końcu każdy jakoś zaczyna swoją przygodę z kibicowaniem danej drużynie. Chodzi o to, że nie bez powodu przytaczam taką kwestię akurat w takim tekście. Zadajmy sobie pytanie: czy jest sens kibicować na siłę? Kto ma więcej odwagi i szacunku do reprezentacji: ten, kto nie kibicuje Polakom bo nie czuje tego klimatu czy ten, kto przez lata opluwał ich na sto różnych sposobów bo przegrywali a teraz czuje się wielkim kibicem? Czy reprezentacji potrzeba kibiców, którym tak właściwie jest obojętna ale są z nią, bo innym kibicować nie wypada, chociaż ich właściwie ciągnie gdzieś indziej? Jest sens oszukiwać samych siebie i resztę kibiców z czystej powinności? Udawać, kłamać i działać przeciw sobie samemu też się przecież nie powinno…

Tak jest w świecie piłki nożnej. A co z innymi sportami? Tam również można zaobserwować takie zjawisko, choć, o dziwo, jego nasilenie jest dużo słabsze niż w przypadku futbolu.

Pozytywny patriotyzm sportowy

Jeśli na tapecie mamy zagadnienie, jakim jest patriotyzm sportowy, nie możemy całkowicie ominąć także jego pozytywnych aspektów, których jest wiele. O ile piękniejszy byłby świat, gdyby podczas meczów reprezentacji kibice odziani od stóp do głów w biało-czerwone stroje zagrzewaliby naszych do boju, ale bez elementu chamstwa. Jest to ważna, a wręcz integralna część kibicowania. I nie można zapominać, że na szczęście, liczba sympatycznych kibiców jest wyższa niż ilość egoistów.

Nie wiem jak Wam, ale mnie niejednokrotnie kibicowanie (nie tylko związane z piłką) wzbogaciło o pewną specyficzną emocję; pojawia się ona zwłaszcza w momencie, gdy jesteśmy w większej grupie. Bez względu na to, czy nasza drużyna przegrywa czy wygrywa, można odczuć jedność z innymi kibicami, dostrzec piękno wspierania sportowców na własnej gęsiej skórce. Nieważne, czy krzyczymy z radości, bo Polacy coś wygrali, czy śpiewamy legendarne „nic się nie stało”. Robimy to RAZEM. Jesteśmy razem. Jesteśmy kibicami, dwunastym zawodnikiem na boisku (możecie wybrać inną liczbę czy wyrażenie przez wzgląd na różne pozostałe dyscypliny). To jest uczucie, którego się nie zapomina. To duma, choć nie pycha i arogancja. To jest właśnie esencja kibicowania. I tak powinno zostać w każdym przypadku.

Czy warto?

Patriotyzm sportowy nie jest nieważny. Nie jest też zły i nie chcę, aby ktokolwiek tak odbierał mój tekst. Nie uważam tak. Wręcz przeciwnie. Moja konkluzja jest jednak taka, że patriotyzm sportowy nie powinien być opierany na krytyce i nienawiści. „Kocham tych, bo tamtych nienawidzę” – czy naprawdę chcielibyście stwarzać takie wrażenie? Nie sądzę, bo brzmi to bardzo egoistycznie, próżnie i niedorzecznie. Kibicować na siłę, z powinności, też chyba nie ma po co, bo to nie jest szczere i prawdziwe wsparcie. A na pewno nie takie, którego chcieliby sami piłkarze. Czy będąc sportowcami chcielibyście by ktoś do Was podszedł i powiedział „właściwie to wolę innych zawodników, ale inni wytykają mi, że ci nie kibicuję więc oto jestem”? Argument, że to nasi rodacy i trzeba ich wspierać, bo reprezentują nasz kraj i nas samych ideologicznie brzmi pięknie, ale zastanówmy się… Każdy kogoś nie lubi. Sąsiada, sprzedawczyni ze sklepu, kolegi z pracy – to też Polacy i też w jakiś sposób reprezentują nasz kraj, choćby wyjeżdżając za granicę czy po prostu będąc Polakami, którzy zwyczajnie nie są sławni i bogaci. To nie miłość, ale szacunek jest kluczem do wszystkiego. Nie musi nam zawsze pasować fakt, że ktoś kibicuje reprezentacji, której nie lubimy. Ale powinniśmy ten fakt uszanować bo to czyiś wolny, świadomy wybór. Działa to na korzyść wszystkich – tak samo nieładnie jest obrażać rodzimą reprezentację i jej kibiców. Przed nami natomiast jeszcze długa droga, by znaleźć balans…

Udostępnij:

Agnieszka Miszczak

Zakochana w reprezentacji Chorwacji i piłce nożnej w wydaniu bałkańskim. Jej ulubionymi klubami są Juventus, Dinamo Zagrzeb, darzy sympatią także Real Madryt. Jakiś czas temu pokochała Serie A na zabój. Prawdopodobnie największa fanka Mandżukicia na świecie. Liga Mistrzów to dla niej świętość i chce, aby hymn tych rozgrywek zagrano na jej ślubie zamiast marszu Mendelsona.

You may also like...