Polacy na zapleczu niemieckiej Ekstraklasy – Tag 19

„Zweite Bundesliga ist endlich zurück!” – za nami 19. kolejka 2. Bundesligi, w której jak zawsze się działo! Jakie informacje mamy wprost z zaplecza niemieckiej elity? Sprawdźcie!

 

 

MSV Duisburg w początek drugiej części rozgrywek wszedł wręcz wyborowo, na starcie ogrywając w 52. odsłonie zachodnich derbów goszczące ich VfL Bochum. Dzięki temu kompletowi punktów „Zebry” po raz pierwszy znalazły się w górnej części tabeli. Prócz tego mogli się cieszyć pierwszym triumfem w takim pojedynku od prawie dziewiętnastu lat oraz odnotowali piątą wyjazdową wygraną. Dla gospodarzy była to trzecia domowa porażka w obecnych rozgrywkach. O triumf MSV zatroszczył się Stanislav Iljutschenko (40’) oraz Kevin Wolze (45+1’) z rzutu karnego.

Początek spotkania nie zapowiadał się aż tak źle w wykonaniu piłkarzy Jensa Rasiejewskiego – nowy nabytek, Philipp Ochs, jako pierwszy wykazał się bardzo dobrą szansą na otwarcie wyniku (17’), później Johannes Wurtz miał swoją chwilę (31’). Pierwsze minuty mijały gospodarzom na swoistych „podchodach” pod bramkę Marka Flekkena. Jednak, jak się finalnie okazało, nie dało to zbyt wielkiego efektu, a goście z każdą mijającą minutą czuli się coraz bardziej pewnie na terenie wywala.

W ostatnich minutach pierwszej połowy na dobrą sprawę działa się największa akcja – pierw zimną krwią wykazał się Iljutschenko, a strzał na bramkę był poprzedzony przyjemną dla oka trójkową akcją Stoppelkamp-Stöger oraz ze strzelającym Rosjaninem, zapoczątkowaną jeszcze na połowie gości. Była to czwarta bramka zdobyta przez napastnika.

Pięć minut później Bochumczycy otrzymali drugi cios od swoich rywali, w dodatku niemalże z własnej winy. Rzut karny, jaki został podyktowany po faulu na Enisie Hajrim był w pełni zasłużonym, choć zawodnik tak odrobinkę naciągnął, co zauważyć można było dopiero przy powtórce, dobrze się przypatrując. Patrząc jednak na ogólny przebieg spotkania wygrana dla gości była zdecydowanie zasłużona.

Bramki w zachodnich derbach:

 

 

Mimo remisu, Holstein Kiel do czwartkowego wieczoru mógł cieszyć się z pozycji lidera. Beniaminek w pierwszym oficjalnym meczu roku 2018 zremisował z Unionem Berlin, tracąc dwubramkową przewagę. Obie drużyny liczyły, że będzie to mecz przełamania – ostatnie spotkania kończyły się dla nich remisem bądź też porażką. Niestety będą musieli czekać na triumf przynajmniej do następnej kolejki – potyczka między nimi zakończyła się rezultatem 2:2. Tom Weilandt w dziewiątej minucie otworzył wynik, który dziesięć minut później podwyższył Dominick Drexler. Steven Skrzybski po pół godzinie meczu (dokładniej w 32’) odpowiedział bramką kontaktową, a do remisu doprowadził Sebastian Polter, pokonując Kennetha Kronholma na pięć minut przed końcem spotkania. Gospodarze kończyli partię w osłabieniu, a było to spowodowane pokazaniem Davidowi Kinsombiemu czerwonej kartki za bardzo brutalne zagranie w polu karnym.

Mecz od samego początku był bardzo żywy, co zaowocowało dwiema szybkimi bramkami. A mogło być jeszcze szybciej – już w piątej minucie Kingsley Schindler miał dogodną możliwość zdobycia bramki otwierającej wynik spotkania, jednak Daniel Mesenhöler udaremnił jego działania. Wystarczyło rozbicie akcji Poltera i trzy podania, aby wytrącić z pantałyku zebranych na boisku piłkarzy André Hofschneidera: długą piłkę posłaną niemal przez pół boiska przejął Marvin Ducksch, który w pobliżu pola karnego namierzył Toma Weilandta, który wykończył akcję i dał Kilończykom prowadzenie.

Po raz kolejny zaczęło się sprawdzać, ze statystyki meczu nie robią: w pierwszej połowie liczby zdecydowanie przeważały na korzyść gości, jednak to gospodarze byli efektywniejsi i przed dwudziestą minutą zasłużenie prowadzili już 2:0, a przy trafieniu ponownie spóźniła się defensywa: Drexler wślizgnął (i to dosłownie) piłkę do bramki.

To zadziałało dla Berlińczyków jak zimny prysznic, co finalnie przyniosło efekty. Polter zagrał na prawe skrzydło, gdzie do akcji włączał się Christopfer Trimmel. Ten odegrał w pole karne, do Skrzybskiego, który niezbyt silnym strzałem pokonał wychodzącego do interwencji Kronholma.

Druga połowa była kompletnym przeciwieństwem pierwszej odsłony – spotkanie stało się bardzo chaotyczne, popełniano masę błędów… Właśnie jeden z nich kosztował „Bocianów” pełną pulę punktów. David Kinsombi brzydko potraktował rywala, za co bez protestów wyleciał z boiska, a podyktowaną za to jedenastkę Sebastian Polter zamienił na bramkę.

 

W „bawarskiej” potyczce, jaką zagwarantowali nam 1.FC Nürnberg oraz SSV Jahn Regensburg, także ujrzeliśmy wynik dający podział punktów. „Der Club” jednak dwukrotnie musiał gonić wynik, o który walczyli Marc Lais (6’) i Marco Grüttner (28’). Gospodarze odpowiadali trafieniami Hanno Behrensa (10’) oraz Edgara Salliego (49′). Po spotkaniu gospodarze plasowali się na pozycji wicelidera, tuż za plecami Holsteinu Kiel, „Jahnelf” zamykał górną część tabeli. Finalnie „FCN” zajmował trzecią lokatę, a „SSV” sześć miejsc niżej.

Pierwsze minuty należą do zapomnienia, przynajmniej z perspektywy sympatyków „FCN”: strzał Hanno Behrensa, który nawet strzału nie przypominał, później strata bramki po błędzie wcześniej wspomnianego zawodnika… Mało kto wyobrażał sobie tak przebieg tego meczu. Rozpędzony Albion Vrenezi zagrał w tempo do Marca Laisa, który posłał petardę z okolic osiemnastego metra, nie zostawiając Fabianowi Bredlowi żadnych szans (6′).

Niezadowolonych kibiców zgromadzonych na stadionie przy Max-Morlock-Platz szybko pocieszył Behrens, dobijając sparowaną próbę Tima Leibolda (10). Po tym szala tak odrobinę przechylała się z korzyścią dla gospodarzy: pod bramką aktywnie odzywali się: Edgar Salli (14), Marvin Stefaniak (17), czy Leibold (27). Chwilę po akcji ostatniego znów zawrzało pod bramką gospodarzy: Vrenezi zabawił się z Ewertonem, po czym zagrał do Marco Grüttnera, który wpakował futbolówkę głową do siatki (28′). Wartym wspomnienia jest to, że napastnik SSV znajdował się pomiędzy dwójką piłkarzy rywali.

Do końca pierwszej części meczu goście byli bliżej umocnienia wyniku – aczkolwiek Vrenezi i Jann George nie byli w stanie tym razem pokonać Bredlowa.

#Podobno w szatni zespołu z Frankonii w czasie przerwy zawrzało, padły niecenzuralne słowa i inne takie które przyniosły zamierzony, aczkolwiek chwilowy, efekt – cztery minuty po wznowieniu spotkania dwójkową akcję Möhwald-Stefaniak wykończył Salli, który z ośmiu metrów umieścił piłkę w prawym dolnym rogu. Po uspokojeniu sytuacji zaczęła się ta sama gra, jaką piłkarze Michaela Köllnera raczą nas od paru ligowych kolejek: kompletna klapa i beznadzieja, na którą nie zaradziło dosłownie nic. Defensywa dawała się ograć, Bredlow prawie zaliczył wtopę roku, Mikael Ishak chyba gdzieś zaginął… Goście byli bliscy (zasłużonej) wygranej, a gospodarze praktycznie się pobili. Na Twitterze pojawił się wpis, że Kevin Möhwald i Georg Margreitter są po prostu typem lidera i osobami bardzo ambitnymi. Emocje emocjami, każdy czegoś takiego doznał, jednak czy to na pewno wysokie ambicje i wymagania niemal doprowadziły do tego, że na boisku polała się krew? Może autor tego Tweeta ma rację, a może jednak sytuacja w klubie nie prezentuje się tak, jak na większości materiałów wideo z obozów/okresów świątecznych/treningów?

[UPDATE]: BILD informuje, że sprawa się rozwiązała, koledzy podali sobie ręce i panuje ogólna zgoda. Ciekawe jednak, na ile to prawda.

 

Jedynym wtorkowym spotkaniem, w którym nie padła żadna bramka, był mecz w Ingolstadt, gdzie miejscowy Fußballclub podejmował gości z Sandhausen. Gospodarze nie zagrali za dobrej partii – jedną z niewielu szans dla „Schanzer” miał Alfredo Morales w pierwszym kwadransie meczu. Trafił wówczas w słupek. Ofensywa „SVS” także miała spore opóźnienia, a gdy zaczęli grać, wtedy ze świetnej strony zaprezentował się Ørjan Nyland ratując swoją drużynę przynajmniej dwa razy.

Mecz w większości kontrolowali gospodarze, co tylko potwierdzały różne statystyki oraz to, co widzieli kibice – podług wyliczeń tych pierwszych w pierwszym kwadransie meczu „Schanzer” mieli około 80% posiadania piłki i przymierzali się do otwarcia wyniku spotkania. Goście nie mieli zbyt wielkich możliwości odpowiedzi z racji braku podstawowych piłkarzy ofensywnych (Lucas Höler odszedł do SC Freiburg, Andrew Wooten kontuzjowany, Ricardo Sukuta-Pasu odpoczywał na ławce rezerwowych). Do tego meczu podeszli bardziej defensywnie, całe swoje siły skupiając na trzymaniu bloku i nie dopuszczeniu rywali pod bramkę, co w sumie im wychodziło – jedną z nielicznych szans była próba Moralesa, zakończona strzałem w słupek. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy Julian Derstroff próbował się zaprezentować, jednak powstrzymał go bramkarz. Większość meczu działa się w środkowej części boiska.

Druga część zaczęła się o wiele lepiej – piłkarze na boisku zjawili się pełni werwy i sił. Gospodarze ruszyli na bramkę przeciwnika, jednak kończyło się poza bramką (46 i 50). Odpowiedzieć próbował José Pierre Vunguidica, lecz trafił prosto w Nylanda (55). Z każdą kolejną minutą mecz się rozkręcał, a strzały zaczęły padać z większą intensywnością, a największy ogień przypadł na doliczony czas. Gdyby nie norweski bramkarz, kto wie, jakby się to wszystko potoczyło.

 

Środowe wydarzenia zaczniemy od przykrej sytuacji, jaka przydarzyła się w czasie partii pomiędzy SV Darmstadt a 1. FC Kaiserslautern. Trener drużyny gości, Jeff Strasser, w przerwie spotkania doznał zawału. Mecz został przerwany, a trener przewieziony do szpitala. Na szczęście jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Do przerwy na tablicy widniał wynik 0:0.

Spotkanie będzie ponownie rozegrane, nieznana jest jednak jego data. Obowiązki Strassera przejął Alexander Bugera i to on zasiądzie na ławce jako trener „Czerwonych Diabłów” w sobotnim meczu z Fortuną Düsseldorf.

 

SpVgg Greuther Fürth nadal nie może pochwalić się wyjazdowym zwycięstwem – z wyjazdu do Bielefeld powrócili jednak z czystym kontem i zdobytym punktem. Jest to dla nich bardzo ważne, bowiem zrównali się punktowo z szesnastym SV Darmstadt. Arminia Bielefeld nie miała takiego szczęścia – zaprezentowali się o wiele lepiej od rywali, jednak próby stwarzane przez zawodników kończyły wszędzie indziej, tylko nie w bramce.

Chwilowe zamieszanie na starcie spotkania zmieniło się w masę strzałów, które oddawali Florian Hartherz (6′), Konstantin Kerschbaumer (10′), czy Andreas Voglsammer (16′). Nie były one jednak na tyle niebezpieczne, żeby stanowić jakiekolwiek zagrożenie dla bramkarza „Kleeblätter”. Silnie trzymająca się defensywa jednocześnie kluczyła i poszukiwała błędów u rywali, które mogłaby szczęśliwie wykorzystać. Przez kolejne minuty gospodarze pozostawali na swojej połowie, aby znów zaatakować: Tom Schütz (30′), Voglsammer (34′, 36′, 45′) i Brian Behrendt (38′) próbowali, jednak po drodze zgubili precyzję i celność. Do szatni obie drużyny schodziły z wynikiem 0:0.

Zmiana stron nie przyniosła wielu zmian: jedynymi atakującymi byli gospodarze. Jednak i tych okazji nie było zbyt wiele, a gdy się przydarzały kończyły się odbite od słupka (50′, 67′), albo ponad bramką (80′). Koniczynka na herbie gospodarzy przyniosła im faktyczne szczęście.

 

Zgodnie z założeniami, Fortuna Düsseldorf objęła fotel lidera po dziewiętnastej serii rozgrywek. Drużyna prowadzona przez Friedhelma Funkela pokonała Erzgebirge Aue 2:1 i ma trzy punkty przewagi nad Holsteinem Kiel oraz 1. FC Nürnberg. Drużyna z Saksonii z kolei plasuje się na miejscu 14. „F95” na prowadzenie wyszli dzięki Benito Ramanowi, który w drużynie z Düsseldorfu pozostanie do końca rozgrywek 18/19. Na jego strzał po godzinie gry odpowiedział Ridge Munsy. Rouwen Hennings w 70. minucie przypieczętował triumf swojego zespołu. Gospodarze w ten mecz również nie weszli zbyt dobrze, jednak przed strata goli chronił ich Marvin Männel (7′) świętujący swój 300. mecz o punkty. Chwilę później okazję do wykazania się miał Raphael Wolf broniący próby Pascala Köpke (8′), oraz powstrzymywał niefortunną interwencję Adama Bodzka, ratując Fortunę przed stratą samobójczej bramki.

Odrobina szczęścia wystarczyła, aby stworzyć bramkę tak na dobrą sprawę z niczego – dwójkowa akcja Henningsa i Floriana Neuhausa, ten drugi odegrał do Havarda Nielsena, który… tyłkiem… przyjął piłkę, a następnie podaniem wysunął ją Ramanowi (30′). Belg wykończył akcję, otwierając rezultat meczu. Zdobyta bramka nakręciła gospodarzy, jednak nie dała wystarczającej motywacji na podwyższenie wyniku.

Dużo dobrego dla „Fioletowych” wniósł wprowadzony w przerwie Ridgy Munsy, który przy pomocy Bodzka oraz swojej ręki wyrównał wynik (63′). Jednak Erzgebirge nie nacieszyło się zbyt długo wynikiem dającym zdobycz punktową – Cebio Soukou sfaulował rywala w polu karnym. Podyktowaną przez arbitra jedenastkę na bramkę zamienił Rouwen Hennings (70′).

Fortuna nadal rządzi ligą:

 

 

Dzięki wygranej z Eintrachtem Brunszwik 1. FC Heidenheim wymknął się strefie spadkowej z rąk. A to wszystko za sprawą posiadającego również polskie obywatelstwo Denisowi Thomalli (48′) oraz Kolji Pusch (83′). Frank Schmidt mógł świętować z drużyną awans na dziesiąte miejsce, z kolei goście zsunęli się na piętnaste, ostatnie „bezpieczne” miejsce. „BTSV” nie miało zbyt wielu okazji, a jedyne godne wzmianki próby zaprezentował Gustav Valsvik i Hendrick Zuck w pierwszej odsłonie spotkania.

Gospodarze początkowo mieli niewielkie trudności z odnalezieniem się w meczu, pozwalając rywalom na śmiałe szturmowanie bramki Kevina Müllera, gdzie wykazywał się wcześniej wspomniany Valsvik oraz Zuck po świetnie wypracowanej akcji przez Suleimana Abdullahiego (41′). Defensywa dwoiła się przed stratą bramki, za co zapłacił Mathias Wittek – z powodu „nadmiernej ostrożności” boisko opuszczał po ponad pół godzinie gry. Powodem tej decyzji była żółta kartka, jaką ujrzał i obawa przed umniejszeniem sił i zaprzepaszczeniem szansy na triumf.

Dopiero w drugiej części meczu gospodarze pokazali, że ich ofensywa żyje i miewa się dobrze – trzy minuty po rozpoczęciu drugiej części meczu Denis Thomalla wykończył centrę Marca Schnatterera z rzutu wolnego. Napastnik trafił do bramki po raz pierwszy w tym sezonie. Przyjezdni próbowali odpowiedzieć, jednak próba Patricka Schönfelda niemal nie kosztowała straty drugiej bramki (54′). Jasmin Fejzić musiał się porządnie wyciągnąć, aby przechwycić posyłaną na dalszy róg piłkę (63′).

Świeże siły ofensywne, jakie wprowadzał Torsten Lieberknecht (Christoffer Nyman i Domi Kumbela w 67. minucie) nie przyniosły jednak wiele.

Bramka wieńcząca spotkanie także była premierową dla zawodnika. Thomalla niemal z linii bramkowej dośrodkował w pole karne, gdzie był Pusch. Ten przyjął piłkę i czubkiem korka przelobował nad bramkarzem.

1.FC Heidenheim ucieka ze strefy spadkowej:

 

 

Dwa zwycięstwa w trzech ligowych meczach – tak prezentuje się dorobek Markusa Kauczinskiego jako trenera FC St. Pauli. Na koniec kolejki drużyna z Hamburga udała się do Drezna, gdzie miał odbyć się mecz z miejscowym Dynamem. Dotychczas najlepsze spotkanie w sezonie rozegrał Waldemar Sobota, zdobywając Doppelpacka (8′ i 82′). Do wyniku 3:1 dołożył się również Richard Neudecker (71′). Bramkę honorową dla gospodarzy zdobył Lucas Röser (88′). Drezdeńczycy po 19. kolejce plasują się na dwunastej lokacie, a „FCSP” na ósmej. Gospodarze nie pokazali zbyt wiele w tym spotkaniu, w przeciwieństwie do brylujących gości.

Mecz zaczął się intensywnie, obie drużyny próbowały dominować już od pierwszych minut. Pierwszą podbramkową sytuację mieli gospodarze, a jej autorem był Erich Berko (3′). Odpowiedzią był strzał Waldemara Soboty po centrze Luki-Milana Zandera i zakończył się fenomenalną bramką (8′).

Szybko stracona bramka sprawiła, że gospodarze przez bardzo długi czas nie byli w stanie odnaleźć się w meczu – Manuel Konrad miał dwie świetne okazje do wyrównania (14′ i 31′), jednak każdorazowo piłka mijała bramkę. Goście bezskutecznie szukali sytuacji podbramkowych, aby zmieść rywala jak najszybciej się dało. Do przerwy jedyną bramkę zdobył polski skrzydłowy.

Po zmianie stron gospodarze częściej bywali przy piłce, jednak efektowniejsi byli przeciwnicy. Hamburczycy rzadziej atakowali, jednak byli groźniejsi. Markus Kauczinski dokonał dobrego wyboru wpuszczając na boisko Richarda Neudeckera – zaledwie cztery minuty po zameldowaniu się na boisko wykończył wypracowaną przez Sobotę akcję, podwyższając rezultat.

Drugie trafienie Soboty to niemal samodzielnie rozegrana piłka po rzucie wolnym – skrupulatnie wykorzystywał błędy rywali, dzięki czemu cieszył się z czwartego trafienia w tym sezonie. Gospodarze, chcąc osłodzić słaby mecz, w końcówce zabrali się do roboty, jednak udało im się wykorzystać dopiero trzecią próbę – Lucas Röser trafił z bliskiej odległości pokonał Robina Himmelmanna (88′).

 

 

Ciacho kolejki

Mamy nadzieję, że wybór Richarda Neudeckera, świętującego w czwartek premierowe trafienie w 2. Bundeslidze, Was zadowoli tak samo, jak nas! 😍

 

 

wtorek, 23.01, godz 18:30

  • VfL Bochum 0:2 MSV Duisburg

    [40′ Stanislav Iljutschenko, 45+1’ Kevin Wolze (k.)]
    brak polskich zawodników.

  • FC Ingolstadt 0:0 SV Sandhausen

    Sonny Kittel (Ingolstadt) rozegrał 67 minut, oddał dwa strzały na bramkę.

godz 20:30

  • Holstein Kiel 2:2 Union Berlin

    [9′ Tom Weilandt, 19′ Dominick Drexler, 32′ Steven Skrzybski, 85′ Sebastian Polter (k.)]
    brak polskich zawodników.

  • 1.FC Nürnberg  2:2 SSV Jahn Regensburg

    [6′ Marc Lais, 10′ Hanno Behrens, 28′ Marco Grüttner, 49′ Edgar Salli]
    brak polskich zawodników.

 

środa 24.01, godz 18:30

  • SV Darmstadt 0:0 1. FC Kaiserslautern
    Artur Sobiech (Darmstadt) wydarzenia z boiska oglądał z wysokości ławki rezerwowych. Kacper Przybyłko (Kaiserslatuern) nadal kontuzjowany.

godz 20:30

  • Arminia Bielefeld 0:0 SpVgg Greuther Fürth

    brak polskich zawodników.

  • Fortuna Düsseldorf 2:1 Erzgebirge Aue

    [30′ Benito Raman, 62′ Rigde Munsy, 70′ Rouwen Hennings]
    Adam Bodzek (Fortuna) rozegrał cały mecz, w 45+1′ został ukarany żółtą kartką.

  • 1. FC Heidenheim 2:0 Eintracht Brunszwik

    [48′ Denis Thomala, 83′ Kolja Pusch]
    Mathias Wittek (FCH) na boisku spędził zaledwie 34 minuty, a został zdjęty ze względów bezpieczeństwa związanych z otrzymaną wcześniej żółtą (8 w tym sezonie) kartką.

 

czwartek 25.01, godz 20:30

  • Dynamo Drezno 1:3 FC St. Pauli
    [8′ 82′ Waldemar Sobota, 71′ Richard Neudecker, 88′ Lucas Röser]
    Waldemar Sobota (St. Pauli) rozegrał 90 minut. Oddał trzy strzały na bramkę, z czego dwa zakończyły się bramkami. Do tego dorobku dorzucił również asystę. 

 

 

 

Tabela po 19. kolejce:

Tabela dostarczona przez Sofascore wyniki na żywo

Udostępnij:

Dominika Milarska

Fanatyczka amatorskiego futbolu, w którym dosłownie wszystko może się zdarzyć. Koneser piłki nożnej, nie patrzący na bariery kibicowskie. Kibicująca reprezentacji Niemiec, sympatyzująca także z Duńczykami, Holendrami, Austriakami i Chorwatami. Odkryła Kneževicia prędzej niż Alois Schwartz.

You may also like...