Polacy na zapleczu niemieckiej Ekstraklasy – Tag 20

20. kolejka 2. Bundesligi już za nami! Jak zawsze nie zabrakło emocji oraz niespodzianek, jakie przez dłuższą część meczu sprawiało 1. FC Kaiserslautern. A co to za niespodzianka była? Tego dowiecie się w podsumowaniu!

 

FC Ingolstadt zaprzepaścił dwubramkową przewagę, finalnie przegrywając w Ratyzbonie z miejscowym SSV Jahn 2:3. Już w trzeciej minucie Alfredo Morales dał prowadzenie „Schanzer”. Jeszcze w pierwszej połowie Dario Lezcano (37′, rzut karny) podwyższył wynik, zapewniając swojej drużynie dość komfortową sytuację. W ostatnich dwudziestu minutach losy meczu jednak się odwróciły i przyjezdni do domu wracali z niczym.

Spotkanie rozpoczęło się niemalże jak marzenie – Tobias Pledl centrował z rzutu wolnego, który wykończył Morales, nie dając Philippowi Pentke żadnych szans (3′). Ten zimny prysznic niewiele dał – gospodarze mieli spore trudności z obudzeniem swojej ofensywy na tyle, żeby stwarzała ona zagrożenie. Dziesięć minut po stracie bramki Pledl tym razem sam ruszył pod bramkę rywali, Pentke jednak sparował.

„SSV” nadal miało trudności z przedarciem się do przodu, gra częściej toczyła się na ich połowie; czatowali na kontry. Jednakże podejścia Sargisa Adamyana (21′, 23′) oraz Marvina Knolla (25′) nie przynosiły zamierzonych efektów. W czasie tych ataków na bramkę Ørjana Nylanda goście szukali sposobu na podwyższenie prowadzenia, a ta okazja na dobrą sprawę sama do nich przyszła – w starciu Roberta Leipertza z bramkarzem beniaminka zwycięsko wyszedł gracz „Schanzer”, a sędzia nie zawahał się nad wskazaniem rzutu karnego. Lezcano pewnie zamienił jedenastkę na bramkę, a do końca pierwszej części meczu wynik nie ulegał zmianie.

Po godzinie gry na boisku zameldował się Sebastian Stolze, dziewięć minut później Jonas Nietfeld. Do siedemdziesiątej minuty gospodarze mieli naprawdę niewiele do powiedzenia, dopiero samobójcze trafienie Hauke Wahla zaburzyło dotychczasowy przebieg meczu (72′) i sprawił, że goście zaczęli się gubić, a w murze powstawały dziury. Presja ze strony SSV zaczęła być wyczuwalna, na co próbował zaradzić wprowadzony na boisko Sonny Kittel (75′, 76′), jednak nie był w stanie pokonać bramkarza. Sześć minut po stracie pierwszej bramki nadszedł czas wyrównania: Marc Lais dośrodkowywał z lewego skrzydła, Marco Grüttner główkował, a Stolze wykańczał z bliskiej odległości. Na stadionie zgromadzeni kibice znów zaczęli wierzyć w cuda (niektórzy czuli to już wcześniej). Obie ekipy zaciekle walczyły o komplet punktów.

Jednak zwycięzca mógł być tylko jeden i został nim beniaminek. FC Ingolstadt musiał obejść się smakiem derbowego triumfu. Nietfeld został bohaterem meczu, prowadząc SSV Jahn do dziewiątego zwycięstwa w tym sezonie. Akcję podbramkową rozpoczął Knoll, który puścił się biegiem do przodu i świetnie obsłużył czyhającego pod bramką napastnika. Niewiele brakowało, a mecz zakończyłby się wynikiem 4:2 – jednak Grüttner spudłował (90′).

Skrót derbów:

 

 

Po piątkowym meczu w Berlinie 1. FC Nürnberg objął chwilowe prowadzenie w tabeli. Frankończycy szczęśliwie wygrali 1:0 z Unionem, po bramce Ewertona (11′), którą zdobył głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Passa na wyjazdach została podtrzymana – „der Club” wygrał siedem z dziesięciu spotkań na terenie rywala. Berlińczycy nadal nie przełamali swojej passy – był to siódmy z rzędu mecz bez zwycięstwa.

Gospodarze weszli w to spotkanie o wiele lepiej od przeciwnika – w pierwszych minutach mieli świetne okazje, aby wyjść na prowadzenie: już w siódmej minucie niewiele brakowało, aby sędzia podyktował rzut karny po starciu Feliksa Kroosa z Timem Leiboldem. Finalnie obyło się bez kary, lecz już cztery minuty później na tablicy widniał korzystny dla gości rezultat, o który zadbał środkowy defensor, nadrabiając fatalną postawę w minionej kolejce.

Gospodarze szybko przystąpili do próby odpowiedzi, jednak jedenastka wystawiona przez Andre Hofschneidera nie była w stanie zbyt długo utrzymać się przy piłce. Akaki Gogia próbował ratować drużynę w swoim stylu, jednak nie przynosiło to efektów (22′, 27′, później 36′, 37′). Prócz niego epizodycznie dorzucał się Sebastian Polter, jednak Eduard Löwen zdążył go zablokować (38′). Po drugiej stronie wiele się nie działo – asystujący Ewertonowi Enrico Valentini próbował pokazać swoje ofensywne umiejętności (43′).

Po zmianie stron gospodarze próbowali przejąć inicjatywę, jednak w starciu z zawodnikami Michaela Köllnera mieli problemy. Frankończycy ich próby przeinaczali w kontrataki, jednak pojawiały się trudności z zamienieniem ich na kolejne trafienia, które mogłyby uspokoić nie tylko sytuację na boisku, ale również i kibiców. Efektu nie przynosiły również ofensywne zmiany, wprowadzane przez obu trenerów. Oddawane na bramkę strzały nie stanowiły żadnych problemów. W dodatku ostatnie dziesięć minut przyniosły ogromną nerwówkę – w 83. minucie po drugiej żółtej kartce boisko opuszczał Toni Leistner. Po bezpośrednich czerwonych wylecieli Edgar Salli oraz Philipp Hosiner, którzy wykazali się bardzo niesportową postawą (89′).

 

Do małej golleady doszło na stadionie drugiego beniaminka, MSV Duisburg, któremu udało się wyrwać punkt dość dobrze spisującemu się na wyjazdach 1. FC Heidenheim. Po ostatnim gwizdku widniał wynik 3:3, „Zebry” nadrobiły dwubramkową stratę, jaką mieli po pierwszej odsłonie spotkania.

Gospodarze już od początku byli zdominowani przez rywala, przez co nie weszli w spotkanie za dobrze, pierwszą bramkę tracąc tuż przed końcem pierwszego kwadransa gry – Marc Schnatterer posłał piłkę do Roberta Glatzela, szybko otoczonego przez rywali. Odegrał do znajdującego się w lepszej pozycji Maximiliana Thiela, który z 14 metrów posłał piłkę do bramki strzeżonej przez Marka Flekkena.

Po objęciu prowadzenia przyjezdni konsekwentnie ciągnęli swoje, próbując jak najdłużej utrzymać wynik. Jednak gospodarze nie mieli w planach biernie czekać na koniec meczu – przystąpili do pracy. Moritz Stoppelkamp dośrodkowywał z rzutu wolnego, Kevin Müller pewnie wybronił (24′). Trzy minuty później już jednak nie miał tyle szczęścia. Arne Feick sfaulował Stanislava Iljutschenkę w polu karnym, za co sędzia przyznał rzut karny. Kevin Wolze pewnie wykorzystał daną szansę na wyrównanie.

Radość gospodarzy nie trwała jednak zbyt długo – „FCH” kontrę zamienili na bramkę: tym razem trafił Schnatterer (33′). Przed końcem pierwszej połowy „Zebry” otrzymały trzeci cios, tym razem bardzo niefortunny. Sparowana przez Müllera piłka wpadła wprost pod nogi Denisa Thomalli, który przy pomocy Dustina Bomheuera podwyższył prowadzenie swojego zespołu (42′).

Po zmianie stron niemiecki napastnik miał jeszcze jedną świetną okazję na zwiększenie przewagi, jednak tego nie wykorzystał (48′), a do gry zaczęli wchodzić goście. Wolze wpakował piłkę do siatki z okolic 20 metra, zmniejszając wynik do 2:3 (50′). Chcieli pójść za ciosem i zdobyć bramkę wyrównującą, aczkolwiek udało się im to dopiero w doliczonym czasie gry – Cauly Oliveira Souza centrował do Kingsleya Onuegbu, który z bliskiej odległości uratował punkt MSV.

Wyszarpany punkt w Duisburgu:

 

 

SpVgg Greuther Fürth oraz Holstein Kiel podzielili się punktami po bezbramkowym remisie. Kilończycy nadal nie są w stanie przerwać serii spotkań bez wygranej. Z kolei Frankończycy zdobyli kolejny cenny punkt w kwestii utrzymania się w lidze. Pierwsza odsłona spotkania była wyrównana, jednak po zmianie stron przewaga przyjezdnych zaczęła się ujawniać. Bardzo aktywny Marvin Ducksch nie był w stanie wykorzystać nadarzających się okazji, podobnie jak „Kleeblätter”, którzy obudzili się o wiele za późno. „Bociany” zsunęły się na trzecie miejsce, z kolei SpVgg nieprzerwanie znajduje się w strefie spadkowej.

W pierwszej odsłonie meczu „Kleeblätter” mieli jedną jedyną podbramkową sytuację – Jürgen Gjasula niecelnie główkował po centrze Maximiliana Wittka z rzutu wolnego. Po drugiej stronie swoich sił próbował głównie Ducksch, jednak nie przyniosło to oczekiwanych efektów.

Mecz w większości był mało atrakcyjny, dopiero po godzinie gry obie strony zaczęły dawać pojedyncze przebłyski, które na dobrą stronę zbyt wiele nie wniosły.

 

Zamykające tabelę 1. FC Kaiserslautern przez długi czas sprawiało niespodziankę, remisując, a później prowadząc w spotkaniu z ligowym liderem, Fortuną Düsseldorf. „Czerwone Diabły” finalnie przegrały, a duży wpływ na to miała gra w osłabieniu, jakim była strata golkipera, Mariusa Müllera. Po ostatnim gwizdku na tablicy widniał rezultat 3:1 dla gości.

Christiopher Moritz wykorzystał podyktowaną w 48. minucie jedenastkę, niespodziewanie dając swojemu zespołowi prowadzenie. Tym wynikiem kibice oraz zawodnicy nacieszyli się raptem 16 minut – Genki Haraguchi wyrównał również z wysokości jedenastego metra. Jan-Ole Sievers zastępujący Müllera nie był w stanie zaradzić na rozpędzonego Benito Ramana (78′) I Lukasa Schmitza (90′), którzy dali zwycięstwo „F95”. Fortuna ma trzy punkty przewagi nad „FCN” i pięć nad „Bocianami”.

Drużyną dominującą zdecydowanie byli goście. To oni stwarzali o wiele więcej zagrożenia od bramką Mariusa Müllera, który niejednokrotnie w tych rozgrywkach ratował drużynę z opresji. Tak było również i tym razem – to dzięki niemu tak długo udawało się bronić remisowego wyniku, pomimo kilku prób rywali.

Po zmianie stron doszło do czegoś, czego nikt się nie spodziewał: Benito Raman sfaulował Philippa Mwene w polu karnym. Do podyktowanej jedenastki podszedł Christopher Moritz i pewnie pokonał Raphaela Wolfa (47′). Kilka minut później golkiper gospodarzy po raz pierwszy został wpisany do notesika arbitra – karę otrzymał za uderzenie łokciem przeciwnika. Dziesięć minut potem zaatakował innego zawodnika nogami, próbując zainterweniować. Poskutkowało to usunięciem go z boiska i rzutem karnym, oraz zapoczątkowaniem katastrofy w Kaiserslautern. Wprowadzony za Müllera Sievers miał piłkę posyłaną przez Genkiego Haraguchiego w dłoniach, jednak wyślizgnęła mu się, a „F95” wyrównali.

Nie tylko bramka była ciosem – z powodu kontuzji Marcel Correia musiał przedwcześnie zakończyć mecz (69′). W prawdzie „Czerwone Diabły” miały możliwość zdobycia bramki, jednak strzał Sebastiana Anderssona minął bramkę (71′). Siedem minut później przyjezdni wyszli na prowadzenie za sprawą Benito Ramary strzelającego półwolejem. W samej końcówce „gwóźdź do trumny” wbił wprowadzony na boisko w 81. minucie Lukas Schmitz po wypracowanej przez Haraguchiego akcji.

Chwilowa sensacja w Kaiserslautern:

 

 

Eintracht Brunszwik odniósł pierwsze zwycięstwo w nowym roku nad fatalnie spisującym się Erzgebirge Aue, którym do strefy spadkowej brakuje raptem jednego punktu. W niedzielne popołudnie na Erzgebirgsstadion padły cztery bramki, dające wynik 3:1 dla gości. Wynik otworzyli gospodarze, a dokładniej Pascal Köpke (12′). Wynikiem nacieszyli się jednak niecałą minutę, a uciszył ich Suleiman Abdullahi, odpowiadając w 13. i dobijając „Fiołków” w 71. minucie. Prócz niego na listę strzelców po stronie „ BTSV” wpisał się Domi Kumbela (35′).

Kibice byli usatysfakcjonowaniu pierwszą częścią spotkania – emocji nie brakowało, po obu stronach. Pierw uderzyli gospodarze – Clemens Fandrich wyłożył piłkę Pascalowi Köpke, który pokonał Jasmina Fejzićia (12′). Odpowiedź padła po minucie i była trochę szczęśliwa – Martin Männel był bliski powstrzymania próby Suleimana Abdullahiego.

„Fiołki” nie chciały zawieść oczekiwań zgromadzonych na stadionie sympatyków i próbowały wyjść na prowadzenie. Jednakże „BTSV” byli pewniejsi w defensywie i nie dali zbyt wielu okazji przedarcia się pod bramkę bośniackiego golkipera. Ofensywa gości spisywała się równie dobrze, co zaowocowało bramką (35′). Z wynikiem 2:1 schodzili do szatni.

Zmiana stron nie zmieniła gry – Erzgebirge nadal nie mogło wystarczająco przebić się przez Brunszwikowy mur, kreowane szanse kończyły się wznowieniem gry od bramki. Jedna z tych prób zakończyła się stratą trzeciej bramki – Jan Hochscheidt przechwycił piłkę po rzucie rożnym i ruszył do ataku. Tym razem to on asystował Abdullahiemu, który zdobył Doppelpacka (71′). Gospodarze próbowali zmniejszyć rozmiar porażki nie tylko przy pomocy jedenastki, która wybiegła – jednak zmiany, jakich dokonał Hannes Drews, nie przyniosły oczekiwanego efektu.

 

SV Sandhausen dwudziestą serię zmagań zakończy na pozycji numer cztery. Po słabym meczu z Dynamem Drezno odnieśli szczęśliwe zwycięstwo po bramce Denisa Linsmayera z 80. minuty. Goście od 54. minuty grali w osłabieniu po tym, jak Haris Duljevic ujrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną, kartkę.

„Nie zobaczymy dziś zbyt wielu akcji ofensywnych” – tak przed spotkaniem wypowiedział się trener Dynama, Uwe Neuhaus. Cóż, za bardzo się nie pomylił – faktycznie, jego drużyna nie miała wielu sytuacji podbramkowych i finalnie przegrała 0:1. W pierwszej części meczu zbyt wiele akcji podbramkowych nie widzieliśmy – w drugiej zresztą podobnie. Pojedyncze okazje zbyt wiele nie przynosiły, były one głównie efektem fartu i szczęścia danej drużyny. W 35. minucie Linksmayer spudłował z odległości… pół metra. Piłka odbiła się od slupka i ot, po akcji.

Gospodarze drugą połowę przespali, budząc się dopiero po bramce pomocnika „SVS”, na którą zapracował Philipp Klingmann przy pomocy Erolla Zejnullahiego (80′), a wykończył Linksmayer. Gdyby nie Marvin Schuhen i Peniel Mlapa, mogłoby się zakończyć nawet remisem – minutę przed końcem podstawowego czasu gry po główce Manuela Konrada interweniował Schuhen. Chwilę później Mlapa wyciągał piłkę niemal z linii bramkowej, po tym, jak Markus Karl dośrodkowywał z rzutu wolnego.

 

FC St. Pauli nie zagwarantowało sobie zwycięstwa w spotkaniu z kandydatem do spadku, czyli SV Darmstadt. Ku ogromnej euforii kibiców drużyny przyjezdnej spotkanie zakończyło się rezultatem 1:0 z korzyścią dla piłkarzy Dirka Schustera, a jedyną bramkę zdobył Joevin Jones już w siódmej minucie. Markus Kauczinski odniósł pierwszą porażkę jako trener drużyny z Hamburga.

Szybko stracona bramka podcięła skrzydła Hamburczyków. Goście wykorzystali pierwszą (i nieliczną) szansę wyjścia na prowadzenie – Aziz Bouhaddouz wygrał pojedynek ze Slobodanem Medojevićiem w środkowej części boiska. Sami Allagui czy Enver Cenk Şahin nie byli w stanie udaremnić działań rywali, a piłka po strzale Serba odbiła się od słupka. Na niekorzyść dla „FCSP” Dong-Won Ji zapanował nad futbolówką, odegrał do Jonesa, który posłał petardę z 18 metrów, trafiając w prawy róg (7′). Cztery minuty później Bouhaddouz mógł wyrównać, jednak Daniel Heuer Fernandes pewnie wybronił jego strzał z bliskiej odległości.

Defensywa „Lilii” wyjątkowo była nie do zdarcia. Kolejne próby Allaguiego powstrzymywał świetnie spisujący się hiszpańsko-niemiecki bramkarz gości (35′, 45+1′). Po zmianie stron gospodarze nie przestawali nacierać (57′ Allagui, 59′ Dimitrios Diamantakos, 75′ Richard Neudecker), jednak byli bez szans. Goście byli o wiele bliżej podwyższenia wyniku, niż gospodarze do wyrównania – a próbował Peter Niemeyer (63′) oraz Aytaç Sulu (72′), jednak Robin Himmelmann dzielnie stał na straży.

 

Na zakończenie dwudziestej serii zmagań udaliśmy się do Bochum, gdzie VfL podejmowało Arminię Bielefeld. Goście do domu powrócili z kompletem punktów po skromnej wygranej, którą zagwarantował Florian Hartherz, popisując się golem bezpośrednio z rzutu wolnego (68’). „Niedegradowalni”, jak to się mówi na drużynę, jednak mogą zostać zdegradowani – kolejny mecz bez zwycięstwa i tylko punkt przewagi nad 16. lokatą… Przyjemnie nie jest.

Pierwsza połowa była wyrównana, sytuacje pojawiały się po obu stronach i nie były one wykorzystywane. Pierwszy strzał należał do gości: główka Patricka Weihraucha wylądowała jednak bezproblemowo w rękach Feliksa Dornebuscha (15’). Po drugiej stronie po próbie Anthony’ego Losilly pewnie interweniował Stefan Ortega (24’). Defensywy świetnie się spisywały, w przeciwieństwie do ofensyw obu ekip.

Druga część meczu zaczęła się spokojnie, nikt nie podejmował rzuconej rękawicy bardzo długo. Dopiero po godzinie ruszyło i to po stronie przyjezdnych – Konstantin Kerschbaumer został jednak skutecznie zablokowany (61’), a strzał Weihraucha minął bramkę (64’). Cztery minuty później padła jedyna, w dodatku piękna bramka, zdobyta przez lewego obrońcę bezpośrednio z rzutu wolnego z siedemnastego metra. Losilla próbował doprowadzić do wyrównania i miał dwie niezłe szanse (72’, 89’). Swoje dołożyć chciał też Tim Hoogland (86’). Goście w obawie przed stratą punktów śmielej wychodzili pod bramkę Dornebuscha, jednak próby napastników (85’, 87’) każdorazowo były powstrzymywane.

Bramka Floriana Hartherza:

 

 

Ciacho kolejki

Nad tym wyborem nie musiałyśmy się zastanawiać, choć kilku kandydatów było! 24-letni pomocnik 1. FC Heidenheim urzekł nas nie tylko bramką dla swojej drużyny… 🔥

piątek 26.01, godz 18:30

  • SSV Jahn Regensburg 3:2 FC Ingolstadt

    [3′ Alfredo Morales, 37′ Dario Lezcano (k.), 72′ Hauke Wahl (sam.), 78′ Sebastian Stolze, 88′ Jonas Nietfeld]
    Sonny Kittel (Ingolstadt) na boisku zjawił się w 70. minucie, jednak jego pojawienie się nic nie zmieniło.

  • Union Berlin 0:1 1. FC Nürnberg

    [11′ Ewerton]
    brak polskich zawodników.

sobota 27.01, godz 13:00

  • MSV Duisburg 3:3 1. FC Heidenheim

    [14′ Maximilian Thiel, 27′ (k.) 50′ Kevin Wolze, 33′ Marc Schnatterer, 42′ Dustin Bomheuer (sam.), 90′ Kingsley Onuegbu]
    Mathias Wittek (FCH) na placu gry zameldował się tuż przed wznowieniem spotkania.

  • SpVgg Greuther Fürth 0:0 Holstein Kiel

    brak polskich zawodników.

  • 1 FC Kaiserslautern 1:3 Fortuna Düsseldorf

    [48′ Christiopher Moritz (k.), 64′ Genki Haraguchi (k.), 78′ Benito Raman, 90′ Lukas Schmitz]
    Nieprzerwany brak Kacpra Przybyłki (Kaiserslautern). Adam Bodzek (Fortuna) rozegrał 76 minut.

niedziela 28.01, godz 13:30

  • Erzgebirge Aue 1:3 Eintracht Brunszwik

    [12′ Pascal Köpke, 13′ 71′ Suleiman Abdullahi, 35′ Domi Kumbela]
    brak polskich zawodników.

  • SV Sandhausen 1:0 Dynamo Drezno

    [80′ Denis Linsmayer]
    brak polskich zawodników.

  • FC St. Pauli 0:1 SV Darmstadt

    [7′ Joevin Jones]
    Waldemar Sobota (St. Pauli) rozegrał cały mecz, natomiast Artura Sobiecha zabrakło w kadrze SV Darmstadt.

poniedziałek 29.01, godz 20:30

  • VfL Bochum 0:1 Arminia Bielefeld

    [68′ Florian Hartherz]
    brak polskich zawodników.

 

 

Sytuacja w tabeli po dwudziestej kolejce:

Tabela dostarczona przez Sofascore wyniki na żywo

Udostępnij:

Dominika Milarska

Fanatyczka amatorskiego futbolu, w którym dosłownie wszystko może się zdarzyć. Koneser piłki nożnej, nie patrzący na bariery kibicowskie. Kibicująca reprezentacji Niemiec, sympatyzująca także z Duńczykami, Holendrami, Austriakami i Chorwatami. Odkryła Kneževicia prędzej niż Alois Schwartz.