Polacy na zapleczu niemieckiej Ekstraklasy – Tag 21

Kolejna, tym razem 21., kolejka 2. Bundesligi, już za nami! Szczyt tabeli pozostaje niezmienny, a sumienna praca czołowych drużyn już za niedługo może zostać doceniona upragnionym awansem. O tym oraz o wydarzeniach z pozostałych boisk już u nas!

 

Fortuna Düsseldorf pewnie posuwa się naprzód w kierunku awansu do Bundesligi. Drużyna Friedhelma Funkela już w drugiej minucie zapewniła sobie skromny triumf nad przyjezdnymi z Sandhausen. Jedyną bramkę na oczach niemal 24 tysięcy kibiców zdobył André Hoffmann, wykorzystując dośrodkowanie z narożnika boiska. Dużą rolę przy triumfie „F95” odegrał golkiper, Raphael Wolf, dla którego był to szósty mecz z czystym kontem.

Początkowa faza zdecydowanie należała do gospodarzy poniesionych szybko zdobytą bramką, jednak w okolicy kwadransa to goście zaczęli dochodzić do głosu – próbował Richard Sukuta-Pasu (14′) oraz Eroll Zejnullahu (19′), lecz oba podejścia zakończyły się wznowieniem gry przez Wolfa. Próby zmiany wyniku również nie przychodziły po drugiej stronie. Do szatni zawodnicy schodzili z wynikiem 1:0.

Po zmianie stron doszło do starcia Genkiego Haraguchiego i Philippa Klingmanna w pojedynku główkowym. Skończył się on zmianą po obu stronach: za japońskiego pomocnika wszedł jego rodak, Takashi Usami, a za Niemca Manuel Stiefler (50′). W sobotę otrzymaliśmy dokładne informacje co do stanu obu zawodników: Haraguchi doznał wstrząśnienia mózgu, a Klingmann złamał kość czaszki. Obu panom życzymy szybkiej rekonwalescencji!

SVS dzielnie próbowali walczyć o punkt na terenie lidera, poszukiwali chwili nieuwagi, aby znaleźć drogę do bramki przeciwnika. Ostatni kwadrans meczu przyniósł świetną okazję – po zagraniu ręką w polu karnym przez Kaana Ayhana arbiter podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Tim Kister, jednak jego strzał został sparowany przez Wolfa. Podobnie było z kolejną próbą Denisa Linsmayera (78′) i Sukuty-Pasu (80′).

Najlepszy komentarz (z drobną literówką 🙈) do meczu Fortuny:

 

 

Doppelpack Kevina Möhwalda (37′, 46′) oraz bramkowy duet Patricka Errasa (71′) i Tobiasa Wernera (76′) zapewnił 1.FC Nürnberg jedną z najbardziej satysfakcjonujących wygranych w obecnych rozgrywkach. W meczu z Erzgebirge Aue padł wynik 4:1, a bramkę honorową dla „Fiołków” zdobył Cebio Soukou (72′). „Der Club” nadal ma trzypunktową stratę do liderującej Fortuny.

Defensywa Aue musiała się nieźle namęczyć, aby powstrzymać rozpędzony kwintet zawodników Michaela Köllnera – finalnie udawało się im to przez ponad pół godziny, a przerwali między innymi działania Hanno Behrensa (5′, 7′) czy Eduarda Löwena (22′). Dopiero nie poradzili sobie z petardą Möhwalda po zagraniu Federico Palaciosa (37′).

Po wznowieniu gry po przerwie gospodarze dalej ruszyli do boju, aby wręcz zmieść rywala z własnego obiektu. Trójkowa akcja z Mikaelem Ishakiem, Möhwaldem i Palaciosem przyniosła szybką drugą bramkę (46′). Szwedzki napastnik wyczekiwał i próbował wypracować swoją szansę na bramkę, jednak musiał obejść się smakiem. Na gola czeka od 16.12, gdy otwierał wynik w meczu z 1. FC Kaiserslautern.

Na resztę trafień trzeba było czekać do ostatnich dwudziestu minut – Enrico Valentini centrował z narożnika boiska, a Patrick Erras wykończył szansę, podwyższając rezultat na 3:0 (71′). Paręnaście sekund później spadł na nich zimny prysznic, a spowodował go Cebio Soukou, pokonując Fabiana Bredlowa z kilku metrów (72′).

Sztuki dokończył Tobias Werner, który potrzebował raptem 33 sekund obecności na boisku, aby wpisać się na listę strzelców – to on czmyknął pod pole karne, gdy koledzy wywalczali piłkę. Jeden z nich go upatrzył i wyłożył mu świetne zagranie, a pomocnik płaskim strzałem wpakował piłkę do siatki. Był to jego pierwszy i jakże cenny kontakt z piłką (76′). Mecz mógłby mieć jeszcze wyższy wynik, jednak próby Palaciosa i Ishaka kończyły poza bramką Martina Männela.

Trium „der Clubu”:

 

 

1 FC Heidenheim umacnia swoją pozycję tym razem po pewnej wygranej z FC St. Pauli. Na Voith-Arena padł wynik 3:1, o który zadbali:  Timo Beermann (15′), Maximilian Thiel (16′) i John Verhoek (48′). Pomimo wczesnego prowadzenia gości, który zagwarantował Aziz Bouhaddouz już w ósmej minucie, nie byli w stanie później odpowiedzieć.

Mecz był pełen turbulencji i zwrotów. Hamburczycy dzięki główce Bouhaddouza poprzedzonej świetną, składną drużynową akcją, wyszli na prowadzenie. Pięć minut później Christopher Avevor próbował popisać się wykończeniem centry Waldemara Soboty, jednak piłka poszybowała ponad poprzeczkę. Po tym gra gości zgasła, gospodarze wzięli sprawę w swoje ręce i po dwóch szybkich akcjach zmienili przebieg spotkania. Pierw Timo Beermann zamienił dośrodkowanie Marca Schnatterera na bramkę (15′), a dosłownie chwilę później Maximilian Thiel uczynił podobnie po błędzie Robina Himmelmanna (16′). Później byliśmy świadkami niewielu podbramkowych scen.

Druga połowa meczu rozpoczęła się z wysokiego „c” dla gospodarzy – St. Pauli nie zdołało szybko odbudować formacji, gwarantując „FCH” bardzo dużo miejsca na przeprowadzenie kontry. Skończyła się ona trafieniem Johna Verhoeka z woleja (48′). Chwilę później mogło być już 4:1, Beermann przestrzelił z bliskiej odległości (54′).

Goście po sytuacji z 54. minuty ocknęli się na tyle, aby wypróbować się w zdobyciu bramki kontaktowej, jednak wykreowane w 58., 76. i 88. minucie szanse na nic się nie zdały.

 

FC Ingolstadt po derbowym meczu z SpVgg Greuther Fürth zmazał w niewielkim stopniu falstart w nowym roku. Frankończycy niestety nadal znajdują się w ciężkiej sytuacji – zegar tyka, a oni nadal trwają na pozycji dającej bezpośredni spadek. W sobotę przegrali 0:3 w Ingolstadt. Sonny Kittel, który w końcu przełamał bezbramkową serię (33′), przypomniał o sobie sympatykom Polaków za granicą. Wynik 1:0 długo się utrzymywał – Alfredo Morales i Thomas Pledl strzelali dopiero w ostatnich dwudziestu minutach partii.

Defensywy z obu stron prezentowały się nad wyraz dobrze, z drobną przewagą gości, którzy w ciągu pierwszych dziesięciu minut przy pomocy Lukasa Gugganiga (3′), Fabiana Reese (9′) i Juliana Greena (11′) próbowali zadziałać pod bramką Ørjana Nylanda. Każde z tych podejść kończyło się poza bramką Norwega. Po kwadransie do odwetu przystąpili „Schanzer”, a z dobrej strony pokazali się Stefan Kutschke (12′, 23′), Alfredo Morales (18′, 29′) oraz Maximilian Thalhammer (18′). Aczkolwiek to nasz polsko-niemiecki zawodnik jako pierwszy zdołał trafić do bramki Saschy Burcherta (33′). Jego strzał z bliskiej odległości był nie do wyjęcia. Kittel zdobył pierwszą bramkę po ośmiu ligowych meczach.

Goście próbowali odpowiedzieć na zadany cios, jednak Greenowi ponownie zabrakło skuteczności (36′). Po drugiej stronie się działo – Thomas Pledl (41′) i Tobias Levels (43′) mimo świetnych pozycji marnowali swoje szanse.

Druga odsłona meczu przy pomocy debiutanta Uffe Becha miała wyglądać zupełnie inaczej – Frankończykom pali się grunt pod nogami i potrzebują punktów. Z Ingolstadt wywieźć się ich im jednak nie udało, pomimo dobrych okazji i braku pomysłu na grę gospodarzy. Na straży stał Nyland, który sparował próbę Serdana Dursuna (64′). Sześć minut później Morales dobił „Kleeblätter”, pokonując Burcherta z dwudziestu pięciu metrów. Na dwie minuty przed końcem podstawowego czasu gry były zawodnik Fürth, Pledl, założył siatkę golkiperowi, zdobywając trzecią bramkę w obecnych rozgrywkach.

Skrót bawarskich derbów:

 

 

Mistrz jesieni, czyli Holstein Kiel, coraz mniej przypomina ten zespół, który fenomenalnie spisywał się w poprzedniej rundzie. Po dwudziestej pierwszej kolejce dystans do dwóch najwyższych miejsc narósł jeszcze bardziej. W sobotę zremisowali z drugim z beniaminków, z SSV Jahn Regensburg. Bramki strzelali: Marvin Ducksch (4′) oraz Marco Grüttner (28′).

Kilończycy poszli za ciosem, szybko obejmując prowadzenie za sprawą swojej gwiazdy, Marvina Duckscha, który zdobył jedenastą bramkę w tych rozgrywkach. Tym razem trafił bezpośrednio z rzutu wolnego z wysokości 25 metrów (4′). Ratyzbończycy przystąpili do szybkiej odpowiedzi, jednak Kenneth Kronholm dzielnie stał na straży (7′, 11′). Obie drużyny szły na równi, poszukując szans na zdobycie przewagi nad rywalem. Działo się wiele, po obu stronach boiska.

Odpowiedź ze strony „SSV” padła chwilę przed rozpoczęciem trzeciego kwadransa gry. Defensywa „Bocianów” próbowała powstrzymać Grüttnera po tym, jak przyjął piłkę, jednak ich obrona na nic się nie zdała, a snajper gości z pięciu metrów wpakował futbolówkę do siatki (28′). Zdobyta bramka dodała Bawarczykom skrzydeł, a kolejne szanse na zdobycie bramki sypały się jak z rękawa: pierw Marvinowi Knollowi zabrakło centymetrów (33′), później świetnymi interwencjami popisywał się Kronholm (38′, 39′ i 44′). Po stronie Holsteinu działo się trochę mniej, a jedyną dobrą szansę miał Aaron Seydel, lecz jego daleki strzał poleciał ponad bramką.

Po zmianie stron bliżej objęcia prowadzenia byli gospodarze (79′). Większość drugiej odsłony skupiała się jednak na obronie wyniku, niźli jego zmienianiu.

 

Michael Frontzeck, który zastąpił Jeffa Strassera, w swoim debiucie z 1. FC Kaiserslautern zagarnął pełną pulę punktów z Brunszwiku. W meczu z Eintrachtem „Czerwone Diabły” wygrały 2:1 po Doppelpacku Lukasa Spalvisa (5′ i 35′). Suleiman Abdullahi odpowiedział w 71 minucie.

Mecz zaczął się niemal tak samo, jak większość spotkań „FCK” w tych rozgrywkach: przeciwnicy próbowali zadziałać pod bramką Jana-Ole Sieversa, zastępującego Mariusa Müllera. Wbrew pozorom próba Dominicka Kumbeli minęła bramkę (3′), a gospodarze dwie minuty później cieszyli się z wyjścia na prowadzenie. Philipp Mwene okiwał Abdullahiego, przerzucił piłkę piętą do Brandona Borelli, który odegrał do Spalvisa, który z sześciu metrów pokonał Jasmina Fejzicia głową.

Szybko stracona bramka rozkojarzyła gości, a dodała energii ostatniej drużynie w tabeli. „BTSV” mieli w pierwszej części naprawdę niewiele do powiedzenia. Pół godziny po wyjściu na prowadzenie Lukas Spalvis znów o sobie przypomniał, zdobywając drugą bramkę w tym meczu.

W drugiej części spotkania kibice zebrani na Eintracht-Stadion wstrzymali oddech po tym, jak Jasmin Fejzić ucierpiał przy jednej z interwencji. Niewiele brakowało, aby Bośniak opuszczał boisko, jednak ten, po uzyskaniu zgody sztabu, pozostał na boisku i dzielnie walczył do końca spotkania.

Goście próbowali zdobyć bramkę kontaktową, która dawała jeszcze możliwość powalczenia o punkt w Kaiserslautern, jednak ci zaciekle się bronili. Suleiman Abdullahi wykorzystał błąd defensywy rywali i w końcu pokonał Sieversa z okolic czternastego metra (72′). Końcówka przyniosła nerwówkę i gdyby nie Christopher Moritz, mecz zakończyłby się remisem.

„Czerwone Diabły” wracają do domu z kompletem punktów:

 

 

SV Darmstadt odniosło pierwszą porażkę po zmianie trenera. Spadkowicz z Bundesligi przegrał na swoim terenie z beniaminkiem z Duisburga 2:1 i nadal pozostaje w dole tabeli.

Ahmet Engin zagwarantował prowadzenie swojemu zespołowi w 17. minucie. Dong-Won Ji ku uciesze kibiców wyrównał jeszcze w pierwszej części meczu (37′), jednak pięć minut przed końcem spotkania stadion zamilkł, gdy Stanislav Iljutschenko zdobywał finalną bramkę.

Goście, wspierani przez blisko tysiąc kibiców, weszli lepiej w to spotkanie, swoją przewagę nad przeciwnikiem udowadniając w siedemnastej minucie, gdy Engin z odległości czternastu metrów pakował piłkę w siatkę Daniela Heuera Fernandesa. Wcześniej niewiele brakowało, aby Kevin Großkreutz dał prowadzenie SV Darmstadt (14′). „Lilie” odpowiedzi na bramkę poszukiwały przez dwadzieścia minut, wcześniej jednak bezskutecznie nacierali na bramkę Marka Flekkena (22′, 24′, 35′). Sytuację bramkową dla Ji wypracował Großkreutz wraz z Joevinem Jonesem – Japończyk strzelił z pierwszej piłki z wysokości jedenastego metra (37′). Z remisem obie drużyny schodziły do szatni.

Do sześćdziesiątej minuty działo się niewiele, obie drużyny popełniały drobne faule. Po pierwszej próbie Jonesa na bramkę Flekkena (60′) gra zaczęła się na nowo. Dziesięć minut później zagotowało się pod bramką niemiecko-hiszpańskiego zawodnika – Iljutschenko wykańczał centrę Kevina Wolze, jednak Heuer Fernandes stał na odpowiednim miejscu. W końcówce spotkania był jednak bez szans i to goście zgarnęli pełną pulę punktów.

 

Dynamo Drezno przerwało swoją serię trzech porażek z rzędu w meczu z VfL Bochum. Szybka bramka z rzutu karnego w wykonaniu Lucasa Rösera (3′) oraz debiutanckie trafienie nowego nabytku „SGD”, Moussy Koné (89′), zaważyły na wyniku 2:0 dla gospodarzy. Bochumczycy od czterech spotkań nie są w stanie przezwyciężyć rywala.

Manuel Riemann ponownie powrócił między słupki VfL Bochum, a jego obecność na boisku była bacznie obserwowana i to nie tylko dlatego, że już w pierwszych minutach musiał odgrywać główną rolę w swojej drużynie. Wybór numer jeden Jensa Rasiejewskiego powrócił do gry po kontuzji.

Aias Aosman nie utrzymał się przy piłce i przy drobnej (naprawdę drobnej) pomocy Anthony’ego Losilly zrównał się z murawą. Arbiter, mimo zapewnień zawodników gości, że do kontaktu praktycznie nie doszło, podyktował jedenastkę, którą na bramkę zamienił Röser, pewnie pokonując golkipera.

W dalszej części meczu akcje sypały się po obu stronach – zawsze zostawały skutecznie powstrzymywane. Mimo wyniku widać było, że to goście są lepszą drużyną na boisku, stwarzali więcej zagrożenia pod bramką Markusa Schuberta. Cytując jeden z największych komentatorskich klasyków: „Niewykorzystane szanse lubią się mścić”. Tak również było w tym przypadku – Rico Benatelli rozegrał piłkę w tempo do Philipa Heise, który ograł dwójkę defensorów i podał Konému, będącemu w idealnej pozycji, aby pokonać Riemanna (89′). Tak też uczynił i trzy punkty zostały w Dreźnie.

 

Osiem meczów bez wygranej – tak prezentuje się forma Unionu Berlin, który w Bielefeld zremisował, choć była naprawdę dogodna możliwość, aby spotkanie zakończyło się zupełnie inaczej. André Hofschneider nadal czeka na komplet punktów jako trener pierwszej drużyny zespołu z Berlina. Na zakończenie dwudziestej pierwszej serii rozgrywek padł wynik 1:1. Steven Skrzybski już po szesnastu minutach celebrował bramkę otwierającą mecz. Konstantin Kerschbaumer odpowiedział w 53. minucie.

Bielefeldczycy niesieni przez okrzyki kibiców szybko przycisnęli Union do muru. Jednak strzał Floriana Hartherza minął bramkę (9′), a przy próbie Andreasa Voglsammera świetnym refleksem popisał się Daniel Mesenhöler (12′). Po kwadransie w planie Arminii coś się zepsuło, a do gry wrócili zawodnicy ze stolicy, którzy okazali się o wiele bardziej skuteczni. Za pierwszym podejściem Stefan Ortega zdołał powstrzymać niebezpieczeństwo. Później już tak nie było, za wczesna próba interwencji zakończyła się stratą bramki (16′). Po zdobyciu bramki role się odwróciły i to goście dominowali, jednak dalsze strzały mijały się z celem. Jeszcze w pierwszej części meczu mogło dojść do wyrównania – Hartherz centrował do Leandra Putaro, który spudłował z trzech metrów (42′).
Piękna bramka Kerschbaumera z dwudziestu metrów przyniosła wyrównanie (53′). Dwie minuty później goście znów mogli objąć prowadzenie, lecz strzał Damira Kreilacha poszybowała ponad bramką. Obie drużyny wymieniały podbramkowe strzały do samego końca. Ostatnie sekundy doliczonego czasu gry przyniosły dla jednych sytuację skandaliczną, dla drugich coś normalnego. Steven Skrzybski oddawał strzał z osiemnastu metrów, gdy arbiter zagwizdał po raz ostatni. Piłka znalazła się w siatce, a bramka nie została uznana. Jedni mówią, że słusznie, a drudzy, że wręcz przeciwnie. Na polskim Twitterze pod Tweetem Eleven Sports aż zahuczało. Na naszym profilu można się również wypowiedzieć na ten temat.

Bramki w meczu kończącym kolejkę:

 

 

 

Ciacho kolejki

Wahałyśmy się między dwójką kandydatów. O jednym już słyszałyście – to Maximilian Thiel, ciacho minionej kolejki. Dlatego w tej postanowiłyśmy pokazać Wam innego bohatera zaplecza, Raphaela Wolfa, a ten wybór na pewno Was nie zawiedzie… 🙊

 

Ligowa tabela:

Tabela dostarczona przez Sofascore wyniki na żywo

Udostępnij:

Dominika Milarska

Fanatyczka amatorskiego futbolu, w którym dosłownie wszystko może się zdarzyć. Koneser piłki nożnej, nie patrzący na bariery kibicowskie. Kibicująca reprezentacji Niemiec, sympatyzująca także z Duńczykami, Holendrami, Austriakami i Chorwatami. Odkryła Kneževicia prędzej niż Alois Schwartz.

You may also like...