„Nie przerywaj mi jak polewam, k… chamie”, czyli Sławomir Peszko w akcji. Pół pomocnik, pół litra?

Pijany reprezentant Polski, Sławomir Peszko, w środku nocy, podczas radiowej audycji na żywo, nie przebierał w słowach. A wszystko dlatego, że przebierać prawdopodobnie nie był nawet w stanie…

Gdybyśmy jakiś czas temu miały wytypować do udziału w tego typu skandalu konkretnych polskich piłkarzy, bez wątpienia nie pominęłybyśmy Sławomira Peszki. Zawodnik Lechii Gdańsk jest bowiem swojego rodzaju polskim symbolem łączenia piłki nożnej z piciem. Krążą o nim legendy, w internecie znaleźć można setki memów o jego nieumiarkowaniu w piciu, a wszystko to nie znalazło swojego początku bez powodów – Peszko niejednokrotnie był już wcześniej „na przypale” z powodu spożywania napojów wyskokowych. Tym razem afera i jej szczegóły przeszły nasze najśmielsze oczekiwania…

„Nie przerywaj mi jak polewam, k… chamie!”, czyli co się właściwie wydarzyło

Noc z soboty na niedzielę, a dokładniej już 11. lutego, ponad godzinę po północy. W radiu weszło.fm, które niecałe 2 dni wcześniej rozpoczęło swoją działalność, trwała akurat lekka, niezobowiązująca audycja. Prowadzący dziennikarze po pogawędkach z kilkoma trzeźwymi osobowościami ze świata piłki w pewnym momencie połączyli się ze Sławomirem Peszko i wtedy wszystko się zaczęło. Piłkarz przyznał, że jest obecnie na imprezie, a jego stan, ze względu na spożycie pewnie sporej ilości alkoholu, był raczej kiepski. To jednak nie powstrzymało redaktorów przed przeprowadzeniem z nim luźnej rozmowy, choć sam piłkarz był wyraźnie przekonany, że rozmawia z kimś zupełnie innym – z Łukaszem Wiśniowskim z Łączy Nas Piłka.

Fragmentu można posłuchać tutaj:

Prowadzący nie wyprowadzili go z błędu lub to zawodnik był na tyle pijany, że nie docierało do niego, z kim rozmawia. Prowadzący audycję Samuel Szczygielski twierdzi, że przedstawiał się Peszce na samym początku – w internecie krąży jednak 45 sekundowe nagranie, które nie ukazuje zapisu całej rozmowy, a w tym fragmencie brakuje momentu, w którym prowadzący przedstawia się rozmówcy. Usłyszeć jednak można, że Szczygielski skłamał mówiąc, że jest razem z Jakubem Polkowskim, również pracującym z Wiśniowskim w Łączy Nas Piłka, co Peszkę mogło utwierdzić w przekonaniu, że faktycznie rozmawia z Wiśnią. Nie ma też pewności, że Sławomir Peszko był świadomy, że tego co mówi, można słuchać publicznie na antenie radia – choć tę kwestię wyjaśnił redaktor naczelny serwisu Weszło, Krzysztof Stanowski, który wytłumaczył, że do pijanego piłkarza najpierw zadzwonił realizator z pytaniem, czy zgadza się na rozmowę w radiu. Peszko miał stwierdzić, że tak.

Na to, że Sławomir Peszko był pijany, dowodów nie ma. Nie skonstruowano przecież jeszcze alkomatu działającego na odległość. Ciężko uwierzyć jednak, że nie pił, skoro nie był w stanie zrozumieć, z kim naprawdę rozmawia. Jego chwiejny i niewyraźny ton głosu wyjaśnia wiele. Sam zawodnik stwierdził także, że właśnie polewa i jest na imprezie. Wszystko to świadczy zatem, że piłkarz Lechii faktycznie przed nagraniem wypił zbyt dużo – na tyle dużo, że był wyraźnie niedysponowany.

Szybka reakcja internautów

Nagranie i fakt, że taka rozmowa miała w ogóle miejsce, błyskawicznie obiegły internet. I stały się hitem nie tylko dlatego, że Peszko po prostu był pijany. Najbardziej szokujące są w tym wszystkim słowa, jakich używa – w prywatnych rozmowach, zwłaszcza pomiędzy pijanymi ludźmi, takie zwroty to nic nadzwyczajnego. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że wszystko działo się na żywo na antenie radia, a „kurwami” rzucał, rzekomo świadomy publicznego występu, wypity, znany piłkarz, prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci, robi sporą różnicę.

„Przecież to jego czas wolny, może z nim robić co zechce”. Ale w jakim to go stawia świetle?

Rozgorzała dyskusja, co w takiej sytuacji jest naturalne. W szoku byli wszyscy, choć jedni sprawą byli zażenowani a drudzy brali Peszkę w obronę. Głównym argumentem, według którego pomocnik Lechii nie zrobił niczego złego, był ten, że pił on przecież poza godzinami treningów czy zgrupowań, w swoim wolnym czasie. I to, jak swój wolny czas lubi spędzać Sławomir Peszko, nie powinno nikogo obchodzić, bo jest dorosłym facetem, który ma prawo wypić, jeśli ma na to ochotę. Prócz tego format wkręcania znanych osób w audycjach radiowych czy telewizyjnych znany jest nie od wczoraj i do tej pory nikomu nie wadził.

Dlaczego nie przemawia do mnie taka argumentacja? Z prostego powodu: będąc osobą publiczną i znaną, tak jak reprezentant Polski, trzeba być świadomym takich sytuacji. W ciemno zakładam, że większości piłkarzy zdarzyło się kiedyś wypić – jednym częściej, drugim rzadziej, alkohol w sporcie nie jest jednak żadną nowością. Różnica polega na tym, że nie każdy sportowiec ma na swoim koncie taki oto wywiad. Według oficjalnej wersji serwisu Weszło, Peszko nie był zmuszony do rozmowy, mógł odmówić emitowania jej na żywo w radiu. Nie jest to niczyją winą, że prawdopodobnie jego stan był na tyle kiepski, że nie rozumiał, o co pyta go realizator i na co się zgadza. Prócz tego, nie jest to pierwsza afera alkoholowa, w jaką Sławomir Peszko był zamieszany. To, że rozrywkowy tryb życia łączy ze sportem, nie jest niczym nowym. Za picie był już wyrzucany z kadry, zdarzyło się też, że kompletnie zalany zaatakował taksówkarza, po czym wylądował w areszcie. Po kilku nieciekawych skandalach z wódką w tle wydawało się jednak, że ma dystans do swojej barwnej przeszłości, potrafi śmiać się z siebie ale wydoroślał i porzucił zawody w piciu a zwłaszcza przed MŚ w Rosji, w których pomimo rosyjskich tradycji, zabawa polegała będzie na graniu w piłkę a nie spożywaniu trunków wyskokowych na czas. A jednak, nazwisko Peszki znowu łączone jest z alkoholem.
Być może dałoby się to jeszcze jakoś zrozumieć, gdyby główny bohater afery był jedynie pijany i nie powiedział tego, co powiedział. „Nie przerywaj mi jak polewam, kurwa, chamie” nie daje powodów, by w tej sytuacji obraz Peszki był pozytywny. To, że jest to jego czas prywatny, jest absolutną prawdą. Przestał jednak nim być w momencie, gdy na antenie publicznego radia, nie jako anonimowy pan Sławek tylko jako reprezentant Polski, Sławomir Peszko, kompletnie pijany pozwolił słuchaczom przekonać się, że picie alkoholu odbiera mu zdolność do rozumowania.
Piłkarz nie musi być wzorem. Doskonale wiemy, że wielu piłkarzy jest na bakier z dobrymi manierami, co jest po prostu ludzkie i naturalne, choć niekoniecznie godne pochwały. Tak samo jak ludzkie jest okazjonalne wypicie alkoholu. Jeśli piłkarz nie jest jednak wzorem cnót wypadałoby, żeby miał chociaż jakikolwiek poziom, nawet, jeśli poziom ten nie jest idealny. To przykre, ale w nocy z soboty na niedzielę Sławomir Peszko ze względu na swój stan nie miał tego poziomu. Oglądając nagrania z anonimowymi, pijanymi ludźmi, chyba także nie uważamy, że po pijaku reprezentują sobą ciekawy obraz, bo obraz pijanego, przeklinającego mężczyzny, raczej nigdy nie będzie pozytywny, bez względu na to czy mężczyzną tym jest reprezentant Polski czy zwykły Kowalski. Z tą różnicą, że reprezentant Polski reprezentuje kraj, a o Polakach wystarczająco szyderczo mówi się już, że są pijakami.
Zupełnie inną, a chyba nawet ważniejszą kwestią jest ta, że sportowiec regularnie pijący nie będzie mógł dawać z siebie wszystkiego podczas rozgrywek, z powodów czysto fizjologicznych. Osoba, która spożywa duże ilości alkoholu po wyczerpującym meczu, gdy sam proces pocenia się wypłukuje z organizmu cenne pierwiastki, nie będzie czuła się dobrze i odbije się to na jej zdrowiu, nawet długofalowo. Bądźmy świadomi, że jeśli poklepujemy po plecach pijących na umór sportowców twierdząc, że to przecież normalne, nie możemy liczyć na to, że będą nas oni godnie reprezentować.

Dużo brakowało także, by audycję zakwalifikować jako żartobliwy format polegający na wkręcaniu osób medialnych w absurdalne sytuacje. Sam fakt, że bohater dowcipu był pijany i nieświadomy tego co się dzieje, sprawił, że wyglądało to nie zabawnie, a raczej wulgarnie i niezręcznie. Śmiesznie zresztą mogło i być, ale kosztem nawalonego w trupa człowieka, który owszem, sam się do takiego stanu doprowadził, ale nie znaczy to, że trzeba od razu wykorzystywać jego niedyspozycję na oczach, a właściwie uszach wszystkich Polaków.

Dziennikarze także się nie popisali. „Rynsztok” – komentują ich koledzy po fachu

Na pochwałę nie zasługują również prowodyrzy całego zamieszania, czyli dziennikarze prowadzący audycję w weszło.fm. Nie starali się zapobiec kompromitacji piłkarza, nakręcając go wręcz i sugerując w rozmowie, że faktycznie rozmawia z Wiśniowskim, skoro obok obecny jest też Jakub Polkowski. Ciężki był także żart o pijanym Kamilu Gliku z żoną. Ich słownictwo, choć być może mieszczące się w konwencji luźnej audycji ze względu na późną godzinę, też było przerostem formy nad treścią, na który poważni ludzie nazywający siebie dziennikarzami nie powinni byli sobie pozwolić na antenie, zwłaszcza, że byli przecież trzeźwi (tak twierdzi przynajmniej ich zwierzchnik). Dzwonienie do ludzi po godzinie 1 w nocy również nie należy do najlepszych pomysłów. Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle – rozpętała się jedynie burza, a kibice w zdecydowanej większości wcale się nie śmieją, a załamują ręce. Mundial za pasem, a nasz reprezentant, z całkiem sporym stażem, znowu pokazuje swoje nieciekawe oblicze po alkoholu… Całkiem niedawno na tapecie była przecież „afera pawiowa”, w której to grupa polskich piłkarzy naprawdę mocno zabalowała podczas zgrupowania, a nie inaczej sprawy miały się prezentować kilka miesięcy wcześniej podczas Euro we Francji.

Będą konsekwencje?

Nie wiadomo na razie, do czego całe nieporozumienie doprowadzi. Zarówno w przypadku Peszki jak i dziennikarzy. Afera na pewno jednak nie pomoże piłkarzowi w najbliższym czasie, który to kluczowy jest dla Adama Nawałki by wybrać tych, którzy pojadą na Mundial do Rosji. Selekcjoner może nie mieć ochoty ryzykować imprezami i problemami wtedy, gdy są one najmniej wskazane.
Redaktor naczelny Weszło, Krzysztof Stanowski, najpierw był poirytowany i zły na wybryki swoich podopiecznych, potem spuścił jednak z tonu próbując bronić dobrego imienia swojej redakcji. Odzew mediów i internautów jest naprawdę duży – skrytykować postawę Szczygielskiego i współprowadzących audycję zdążyło już wiele znaczących w świecie piłki osób, takich jak choćby Jacek Gmoch czy sam Łukasz Wiśniowski, pod którego podszywali się redaktorzy Weszło. Zachowanie Samuela Szczygielskiego i kolegów z redakcji zostało nazwane już dziennikarskim rynsztokiem. Prowadzący przeprosił jednak za swoje zachowanie.

Czy tak wyglądają kulisy piłki? Czy taki format audycji radiowej jest fair?

Fakt, że Sławomir Peszko nie jest w gronie najważniejszych zawodników Biało-Czerwonych niewiele zmienia. Jego przypadek tworzy naprawdę smutny obraz polskiej piłki, gdyż w świetle wielu doniesień do tej pory na przestrzeni lat, wcale nie jest wyjątkiem. Z jednej strony mamy Roberta Lewandowskiego, którego można lubić albo nie, ale nie można odmówić mu profesjonalizmu w podejściu do sportu oraz kilku innych równie rozsądnych profesjonalistów, a z drugiej imprezowiczów, którzy nie wylewają za kołnierz. Czy jeśli tak ma wyglądać stan polskiej piłki, to będziemy w stanie pociągnąć nasze sukcesy dalej, gdy karierę zakończą zawodnicy tacy jak np. Błaszczykowski, Piszczek czy Lewandowski, którzy nie dali się poznać jako miłośnicy alkoholu?

Serwis Weszło do tej pory wydawał się być przyjemnym połączeniem postów pełnych piłkarskich faktów i felietonów pisanych z odrobiną humoru mieszczącego się w granicach dobrego smaku. Po wszystkim wielu internautów uznaje jednak zachowanie dziennikarzy na antenie za przesadę. Szkoda, że fajny, niekonwencjonalny portal ciekawej osobowości, jaką niewątpliwie jest Krzysztof Stanowski, będzie przez najbliższy czas kojarzony z żenującą nocną rozmową z pijanym Peszką. Niestety, całkowicie zasłużenie, gdyż nie kto inny jak dziennikarze serwisu, dali popis swoich umiejętności i taktu. Jedno jest pewne – o istnieniu weszło.fm wiedzą teraz wszyscy, co nie byłoby pewnie możliwe w tak krótkim czasie, gdyby nie ten skandal.

Udostępnij:

Agnieszka Miszczak

Zakochana w reprezentacji Chorwacji i piłce nożnej w wydaniu bałkańskim. Jej ulubionymi klubami są Juventus, Dinamo Zagrzeb, darzy sympatią także Real Madryt. Jakiś czas temu pokochała Serie A na zabój. Prawdopodobnie największa fanka Mandżukicia na świecie. Liga Mistrzów to dla niej świętość i chce, aby hymn tych rozgrywek zagrano na jej ślubie zamiast marszu Mendelsona.

You may also like...