Polacy na zapleczu niemieckiej Ekstraklasy – Tag 24

24. kolejka 2. Bundesligi jest już przeszłością, rozgrywki 2017/18 mają się coraz bliżej ku końcowi. Jak wyglądał szaleńczy powrót SSV Jahn Regensburg do gry? Co takiego było przyczyną remisu 1. FC Nürnberg? Tego dowiecie się w podsumowaniu!

 

Spektakl, istne widowisko – to jako pierwsze nasunęło się nam, gdy tylko zobaczyłyśmy wynik meczu pomiędzy Jahnem Regensburg a Fortuną Düsseldorf. Patrząc się na kolejność zdobywanych bramek przez bardzo długi moment nie mogłyśmy wyjść z szoku. Oglądanie tego meczu (z perspektywy Dominiki) przeradzało się przez łzy smutku po łzy radości i niedowierzania. Takie mecze to coś, dla czego warto żyć! Oraz coś, co będzie się pokazywać swoim wnukom.

Rouwen Hennings już w trzeciej minucie otworzył wynik meczu po świetnej asyście Olivera Finka, który został równie dobrze obsłużony przez Benito Ramana. Po piętnastu minutach na tablicy widniał wynik 3:0 dla gości, o który zadbał jeszcze wcześniej wspomniany Raman (13′) i Takashi Usami (15′), który asystował belgijskiemu koledze. Dwa fatalne błędy popełnił Marcel Hofrath, który mecz zakończył jeszcze w pierwszej części spotkania. Kaan Ayhan miał świetną okazję, aby załatwić spotkanie już w dwudziestej minucie, aczkolwiek trafił w słupek, podobnie działo się w przypadku próby Usamiego (31′), tu interweniował Philipp Pentke. Do 37. minuty mecz wyraźnie układał się pod dyktando Fortuny. Później zaczęły się schody, po których śmiało wspinali się gospodarze – Marco Grüttner zapalił wówczas światełko w tunelu, który trzy minuty później podsycił Jonas Nietfeld (40′). Goście jeszcze przed końcem pierwszej części mieli bardzo dobrą okazję, aby znów odskoczyć swoim rywalom (Raman, 43′), jednak się nie udało i do szatni piłkarze schodzili z wynikiem 2:3.

Do wspaniałego comebacku przyczynił się również Marvin Knoll (60′), który podyktowaną jedenastkę zamienił na bramkę – Adam Bodzek powalił Nietfelda w obrębie pola karnego. Pięć minut później kwestia wyniku – z perspektywy czasu rzecz jasna – została wyjaśniona za sprawą bramki Sargisa Adamyana. Przy okazji powtórek dopatrzeć się można było przy niej (naprawdę) minimalnego spalonego. W końcówce równie mało brakło, aby mecz zakończył się rezultatem 5:3, jednak zabrakło centymetrów. Emocji nie brakowało do samego końca, błędów również.

Mecz-spektakl w Ratyzbonie, który każdy powinien zobaczyć:

 

 

Arminia Bielefeld po raz pierwszy po pięciu meczach musiała uznać wyższość rywala, w dodatku na swoim terenie. Bielefeldczycy niespodziewanie polegli z Dynamem Drezno 2:3, pomimo początkowego prowadzenia, o które zadbał w 28. minucie Florian Hartherz. Po zmianie stron odpowiedział Moussa Koné (48′) i Lucas Röser (64′). Wprawdzie Andreas Voglsammer kilkanaście minut później doprowadził do remisu, jednak o trzy punkty dla „SGD” zawalczył Röser, zdobywając Doppelpacka.

Pierwszy kwadrans minął w niesprawiających problemów strzałach – Stefan Ortega sparował główkę Floriana Ballasa (11′). Po drugiej stronie działo się ciut więcej, jednak z podobnym finałem – Fabian Klos (13′) i Florian Hartherz próbowali się z dystansu.

Mecz odrobinę przeważał na stronę gości, dlatego wyjście na prowadzenie Arminii było czymś niespodziewanym. Klos i Andreas Voglsammer wypracowali akcję, którą finalizował Hartherz, choć Ballas próbował go powstrzymać (28′). Pomimo dobrej szansy na wyrównanie jeszcze w pierwszej części meczu (35′), na tablicy po pierwszej połowie widniał wynik 1:0.

Lucas Röser odegrał w tempo do Moussy Koné, który doprowadził do 1:1 (48′). Obu ekipom zależało na wygranej. Kilkanaście minut później to Röser pokonywał Ortegę nie tyle co jako bramkarza, ale w pojedynku „biegowym” (64′).

Andreas Voglsammer przy odrobinie szczęścia doprowadził do wyrównania (77′). Na odpowiedź „SGD” nie trzeba było czekać długo. Stefan Ortega wyszedł za daleko przed bramkę, co zauważył Röser i po strzale z ponad trzydziestu metrów mógł cieszyć się z drugiej bramki w tym meczu. Wcześniej wspomnianego szczęścia zabrakło Bielefeldczykom w doliczonym czasie gry – Manuel Prietl trafił w słupek.

 

Union Berlin powolnie przybliża się do walki o czołowe lokaty na koniec sezonu, a jednym z tych kroków była wygrana w meczu z SV Sandhausen. Do wyniku 2:1 dla klubu z Köpenickera przyczynił się Steven Skrzybski (4′)Kristian Pedersen (20′). Po zmianie stron, a dokładniej w 48. minucie odpowiedział Philipp Förster, finalnie ta bramka zmniejszyła tylko rozmiar przegranej.

Defensywna „czwórka” Unionu od kilku tygodni gwarantowała spokój Berlińczykom, dzięki temu szybko mogli przystąpić do ataku i już w czwartej minucie, po strzale na „bliższy róg” Stevena Skrzybskiego, wyszli na prowadzenie. Ten spokój gwarantowali przez całą pierwszą część meczu i większość drugiej.

„SVS” po stracie bramki jeszcze bardziej pokazywali swoje błędy i problemy z przejęciem i prowadzeniem piłki – Richard Sukuta-Pasu jako jeden z nielicznych próbował coś stworzyć, jednak jego starania nic nie przyniosły. Jeszcze w pierwszym kwadransie mogło być 0:2, gdyby nie interwencja Markusa Karla (15′). Pięć minut później ta sztuka już się nie udała – Kristian Pedersen dopadł do piłki odbitej od słupka i podwyższył wynik.

Druga połowa zaczęła się od kontry, która przyniosła bramkę dla gości. Sukuta-Pasu odegrał w tempo do Korbiniana Vollmanna, który wyłożył piłkę Philippowi Försterowi (48′). To był jedyny moment słabości drużyny ze stolicy, pomimo większej aktywności ze strony piłkarzy Kenana Kocaka. Wprawdzie Denis Linksmayer miał możliwość doprowadzenia do wyrównania (64′), a Sebastian Polter i Simon Hedlund podwyższenia prowadzenia, nie powiodło się i mecz zakończył się wynikiem 2:1.

 

MSV Duisburg również liczy się jeszcze w kwestii walki o awans do Bundesligi, a przyczyniła się do tego wygrana 2:1 nad FC Ingolstadt, które drugą część meczu grali w osłabieniu spowodowanym czerwoną kartką dla Almoga Cohena (44′). Ahmet Engin po trzynastu minutach otworzył wynik spotkania. Po pięciu minutach po kuriozalnej interwencji (a raczej jej braku) Marka Flekkena wyrównał Stefan Kutschke, rehabilitując się za nietrafiony rzut karny. Po ponad godzinie gry z jedenastego metra do bramki trafił Borys Tashchy.

„Zebry” weszły w to spotkanie naprawdę bardzo dobrze, jednak w pierwszych minutach brakowało im skuteczności, o czym przekonał Stanislav Iljutschenko (4′) i Lukas Fröde (7′), których główki nie były groźne. W o wiele lepszej sytuacji byli przyjezdni, którzy po faulu Thomasa Blomeyera na Alfredo Moralesie doprowadził do rzutu karnego. Stefan Kutschke przegrał ten pojedynek psychiczny z Markiem Flekkenem (12′). Zapoczątkowało to również szansę bramkową, którą wykorzystał Engin, trafiając do bramki Ørjana Nylanda z bliskiej odległości. Gospodarze szukali drugiej bramki, co prawie im się udało – arbiter dopatrzył się pozycji spalonej u rosyjskiego piłkarza, który musnął piłkę po główce Enisa Hajriego.

Jak Mark Flekken świetnie się spisał przy rzucie karnym, to pokazał się z przeciwnej strony, kiedy Kutschke działał pod jego bramką (18′), co można tu zobaczyć:

To nie koniec podobnych sytuacji w tym meczu. Johann Pfeifer, arbiter główny tego meczu w ciągu sześciu minut upomniał czterech zawodników, a w ostatnich minutach pierwszej części pokazał (na szczęście jedyną) czerwoną kartkę: Almog Cohen wyleciał z boiska po tym, jak jego stopa spotkała się z twarzą Fabiana Schnellhardta (44′). Przez chwilę gorąco było również na ławce trenerskiej obu drużyn, jednak ogień szybko zgasł.

Druga część meczu była już kontrolowana przez gospodarzy, „Schanzer” swoich okazji poszukiwali w kontratakach. Po zmianie stron mecz nie był już taki żywy, gra przebiegała o wiele spokojniej.

Przy jednej z interwencji Nyland powalił swojego rywala na murawę, za co został przyznany drugi w tym meczu rzut karny. Starcie dwóch zawodników przypominało bardziej walkę w powietrzu, aniżeli świadomy faul, ale podług sędziego należało odgwizdać jedenastkę. Tym razem został on wykorzystany przez Borysa Tashchy’ego, dzięki czemu „Zebry” cieszyły się z triumfu. Obecnie zajmują czwartą pozycję w tabeli.

 

Szansa na utrzymanie się w 2. Bundeslidze przez 1. FC Kaiserslautern znów się oddala – w sobotę „Czerwone Diabły” poległy w Aue z Erzgebirge 1:2. Na bramki Pascala Köpke (2′) i Ridga Munsy’ego (63′) odpowiedział Stipe Vučur (67′). Gracze z Kaiserslautern trzy dni wcześniej w zaległym meczu z SV Darmstadt odnieśli zwycięstwo w takim samym stosunku bramkowym.

Erzgebirge szybko zaczęło to spotkanie, już w drugiej minucie wolejem umieścił piłkę w bramce Mariusa Müllera. To dało im odwagi, sprawiło, że zdobyli przewagę w meczu. Na kolejną szansę, o której warto chociażby wspomnieć trzeba było czekać. Dwie próby miał Mario Kvesić (33′, 41′) oraz Köpke (36′).

„Czerwone Diabły” powolnie się podnosili po stracie bramki i w ostatnich dziesięciu minutach pierwszej połowy mieli dwa podejścia pod bramkę, oba autorstwa Sebastiana Anderssona (37′, 39′).

Gra po zmianie stron z początku była chaotyczna, pojedyncze okazje pod bramką gości były pudłowane, albo parowane przez bramkarzy.

Ostatnie pół godziny meczu przyniosło jednak najwięcej emocji, a zapoczątkował je Ridge Munsy, podwyższając wynik po solowej akcji (62′). Pięć minut później Stipe Vučur, notabene były zawodnik Erzgebirge, po asyście Leona Guwary zmniejszył różnicę bramkową. „Fiołki” po bramce kontaktowej wzmogli pracę, aby nie stracić trzech punktów. Cebio Soukou (89′) oraz Dominik Wydra (90′) zawalili swoje szanse. Niewiele brakowało, a Lukas Spalvis w doliczonym czasie gry wyrównałby (90+1′), jednak jego strzał był na tyle słaby, że żadnej „szkody” nie przyniósł. Erzgebirge ma siedem punktów przewagi nad „FCK”.

„Czerwone Diabły” ciężki tydzień kończą porażką:

 

 

SpVgg Greuther Fürth w domu nadal jest niepokonane. Frankończycy pokonali u siebie Eintracht Brunszwik 2:1 po bramkach Khaleda Nareya (21′) i Sebastiana Ernsta (79′). Domi Kumbela w 45. minucie wówczas doprowadził do wyrównania.

Od początku było widać przewagę po stronie gospodarzy. Przez dłuższy czas poszukiwali luk, przez które byliby w stanie się przedrzeć i na poważnie zagrozić stojącemu na straży Jasminowi Fejziciowi. Na godne wzmianki szanse trzeba było jednak czekać do 21. minuty, kiedy Khaled Narey z bliskiej odległości pokonywał bośniackiego golkipera. Kilka minut później próbował Mario Maloca (26′) i Fabian Reese (27′), jednak nie przyniosły one kolejnych trafień.

Eintracht z kolei swoich okazji szukał w kontrach, brakowało im sposobu na skuteczne przejęcie i rozegranie piłki. Dużo szczęścia mieli w 34. minucie, gdy Julian Green trafił wprost w Georga Teigla.

Orzeźwienie, taki zimny prysznic, dla graczy SpVgg nadszedł w samej końcówce pierwszej połowy, gdy chwilę po interwencji Sascha Burchert skiksował przy strzale Domiego Kumbeli (45′). Pierwsza część meczu zakończyła się otwartym wynikiem.

Po zmianie stron goście weszli do gry, a Burchert przypomniał o sobie, każdorazowo pewnie interweniując (63′, 64′). Greenowi w 54. minucie zabrakło dosłownie centymetrów, aby dać swojemu zespołowi prowadzenie.

Ostatni kwadrans przyniósł najwięcej emocji – Marco Caligiuri trafił obok bramki (77′), ale to ich nie zniechęciło do zawziętych starań o drugie trafienie i już dwie minuty później cieszyli się z prowadzenia. Jürgen Gjasula zagrał do Sebastiana Ernsta, który z ostrego kąta wbił piłkę do siatki, przypieczętowując triumf. Przyjezdni próbowali ponownie wyrównać, jednak podejścia pod bramkę Burcherta kończyły się niczym.

 

Pozycja lidera nadal należy do 1. FC Nürnberg, którzy w niedzielne popołudnie bezbramkowo zremisowali z VfL Bochum. Obie ekipy próbowały napsuć sobie nerwów, jednak zabrakło skuteczności. Frankończycy są niepokonani od jedenastu spotkań, dzięki czemu „der Club” może pochwalić się obecnie najlepszą formą. VfL Bochum dzięki temu wynikowi zagwarantował sobie cztery punkty przewagi nad strefą spadkową.

Bochum błyskawicznie ruszyło pod bramkę Fabiana Bredlowa – Johannes Wurtz huknął ponad bramką. Przyjezdni z Frankonii przez chwilę sprawiali wrażenie niezorganizowanych, dlatego blok defensywny dał napastnikowi gości podejść pod ich bramkę. Później udało się tego dokonać Patrickowi Fabianowi (19′) i Anthony’emu Losilli (21′). Pierwszy strzał również znalazł się za bramką, drugi został zablokowany.

Goście szukali okazji na przechwyt piłki i kontry, jednak VfL każdorazowo gasił ich zamiary w zarodku. Jedynie Tobias Werner był w stanie w jakikolwiek sposób zagrozić Manuelowi Riemannowi (37′) w pierwszej odsłonie meczu. Ofensywa „der Clubu” bardzo zawodziła. Tak bardzo, że do gry po zmianie stron włączała się defensywa – Tim Leibold już dwie minuty po rozpoczęciu drugiej części spotkania posyłał piłkę wprost w okienko bramki Riemanna. W tej samej minucie dobijał Ulisses Garcia, jednak to również miało taki sam finał, jak każda inna sytuacja podbramkowa. Chwilę wcześniej ze świetnej strony pokazał się golkiper przyjezdnych, który wybronił możliwie najlepszą szansę VfL Bochum (56′). Robbie Kruse również próbował swoje zademonstrować, jego strzał również zakończył się tuż ponad bramką (73′).

Jako ostatni do powiedzenia chciał mieć Federico Palacios i Georg Margreitter w ostatnich dziesięciu minutach meczu. Niemiecko-hiszpański napastnik sknocił, wpadając na bramkarza, a austriacki defensor poleciał nie w tę stronę, co trzeba (83′).

 

SV Darmstadt po czterech porażkach z rzędu zapunktował, dając nadzieję na walkę o opuszczenie strefy barażowej. „Lilie”, grając w osłabieniu od 17. minuty, były w stanie doprowadzić do wyrównania, odpowiadając na bramkę Kevina Krausa (7′). Bohaterem meczu i strzelcem gola kontaktowego był Joevin Jones (60′).

Goście od początku pokazywali się z lepszej strony w porównaniu do swoich przeciwników, dzięki czemu już w siódmej minucie objęli prowadzenie. Nikola Dovedan wariował i wirował na prawym skrzydle, po czym dośrodkowywał na pole karne. Piłka trafiła do Kevina Krausa, który przedłużył podanie, kończąc je w bramce Daniela Heuera Fernandesa.

Ofensywa gospodarzy pozostawiała wiele do życzenia, każda z szans, jaką kreowały sobie „Lilie” miały taki sam finał: były blokowane przez mur defensywny rywali. Jakby tego było mało chwilę po minięciu pierwszego kwadransa gry zawodnicy z Darmstadt spadli z deszczu pod rynnę – Immanuel Höhn za ciągnięcie przeciwnika za trykot wyleciał z boiska.

Gra w przewadze dawała „FCH” jeszcze większe pole do popisu, jednak nie byli w stanie tego wykorzystać. Do końca pierwszej części meczu mieli niewiele godnych oka szans.

Druga połowa pokazała nam zupełnie inne oblicze gry. Gospodarze wkroczyli do akcji, Felix Platte (51′, 58′), Dong-Won Ji (56′) oraz Joevin Jones regularnie grozili pod bramką Kevina Müllera. Ten ostatni faktycznie zagroził, głową zdobywając wyrównującą bramkę (60′). Niewiele brakowało, aby mecz zakończył się wygraną przyjezdnych – Maximilian Thiel z osiemnastu metrów trafił centralnie w słupek (88′).

 

Jedynym zespołem, który w niedzielę cieszył się z kompletu punktów, był FC St. Pauli. Hamburczycy podejmowali u siebie gości z Kilonii, którzy do domu wrócili bez punktów po porażce 2:3. O wynik zadbał Richard Neudecker (11′, 74′) i bohater, Christopher Avevor (89′). Dla „Bocianów” strzelał Kingsley Schnidler (14′, rzut karny) i wypożyczony z St. Pauli Marvin Ducksch (19′).

Obie ekipy zaczęły ten mecz ostrożnie: St. Pauli próbowało podejść dobrze zorganizowanych rywali. Udało się im to dopiero po jedenastu minutach: Aziz Bouhaddouz trafił w słupek. Do odbitej piłki dopadł Richard Neudecker, który strzałem z kilku metrów otworzył wynik spotkania.

Gospodarze długo nie nacieszyli się prowadzeniem – Lasse Sobiech nieszczęśliwie sfaulował Davida Kinsombiego w obrębie szesnastki. Podyktowana jedenastka została zamieniona na bramkę przez Kingsley’a Schnidlera (13′). Po kolejnych kilku minutach przyjezdni wyszli na prowadzenie: Sobiech ponownie zawiódł, a Marvin Ducksch cieszył się ze zdobytej bramki (19′). Winą nie należy jednak obarczać tylko i wyłącznie jednego z defensorów „FCSP” – każdy z bloku defensywnego przyłożył do tego swoją „cegiełkę”.

Pewni siebie goście dążyli do podwyższenia rezultatu, jednak Duckscha powstrzymał najpierw on sam przy pomocy Avevora (21′), a potem refleks Robina Himmelmanna (33′). Ofensywa gości zawodziła, obrońcy stwarzali wiele luk, które na ich szczęście nie były wykorzystywane.

Markus Kauczinski w czasie przerwy wystosował odpowiednie metody perswazji pobudzającej, bowiem po zmianie widzieliśmy zupełnie inną drużynę. Jednak nim to potwierdzili, musiało zrobić się gorąco – gdyby nie Himmelmann, mogłoby się to skończyć o wiele gorzej.

74. minuta przyniosła wyrównanie – Bouhaddouz wypatrzył w szesnastce Neuedeckera, który strzelił na bliższy słupek, pokonując Kennetha Kronholma po raz drugi. Chwilę przed końcem meczu nastała chwila największej euforii – Avevor wbił głową piłkę do bramki (89′).

Skrót meczu pomiędzy St. Pauli a Holsteinem Kiel:

 

 

 

Ciacho kolejki

Młodziutki Richard Neudecker swoim Doppelpackiem w niedzielę wkradł się nie tylko w serca kibiców, ale również i w nasze 😉.

Frozen Valentine‘s Day 😏❄️ #Hamburg #HH #regeneration #rothenbaum #coolbodies

Ein Beitrag geteilt von richyneudecker (@richyneudecker) am

piątek 23.02, godz 18:30

  • Arminia Bielefeld 2:3 Dynamo Drezno

    [28′ Florian Hartherz, 48′ Moussa Koné, 64′ 79′ Lucas Röser, 76′ Moussa Koné]
    brak polskich zawodników.

  • SSV Jahn Regensburg 4:3 Fortuna Düsseldorf

    [3′ Rouwen Hennings, 13′ Benito Raman, 15′ Takashi Usami, 37′ Marco Grüttner, 40′ Jonas Nietfeld, 60′ Marvin Knoll (k.), 65′ Sargis Adamyan]
    Adam Bodzek (Fortuna) został zmieniony po 87 minutach na boisku.

sobota 24.02, godz 13:00

  • Union Berlin 2:1 SV Sandhausen

    [4′ Steven Skrzybski, 20′ Kristian Pedersen, 48′ Philipp Förster]
    brak polskich zawodników.

  • MSV Duisburg 2:1 FC Ingolstadt

    [13′ Ahmet Engin, 18′ Stefan Kutschke, 66′ Borys Tashchy (k.)]
    Sonny Kittel (Ingolstadt) z powodu piątej żółtej kartki, którą dostał w poprzednim meczu, nie znalazł się w kadrze.

  • Erzgebirge Aue 2:1 1. FC Kaiserslautern

    [2′ Pascal Köpke, 63′ Ridge Munsy, 67′ Stipe Vučur]
    Ciągła absencja Kacpra Przybyłki (Kaiserslautern).

  • SpVgg Greuther Fürth 2:1 Eintracht Brunszwik

    [21′ Khaled Narey, 45′ Domi Kumbela, 79′ Sebastian Ernst]
    brak polskich zawodników.

niedziela 25.02, godz 13:30

  • VfL Bochum  0:0 1. FC Nürnberg

    brak polskich zawodników

  • SV Darmstadt 1:1 1. FC Heidenheim

    [7′ Kevin Kraus, 60′ Joevin Jones]
    Artur Sobiech (Darmstadt) spotkanie oglądał z wysokości ławki rezerwowych. Mathias Wittek (Heidenheim) spędził na boisku cały mecz, w 64. minucie został upomniany żółtą kartką.

  • FC St. Pauli 3:2 Holstein Kiel

    [11′ 74′ Richard Neudecker, 14′ Kingsley Schnidler (k.), 19′ Marvin Ducksch, 89′ Christopher Avevor]
    Waldemar Sobota (St. Pauli) rozegrał pełen mecz.

 

Tabela po 24. kolejce:

Tabela dostarczona przez Sofascore wyniki na żywo

Udostępnij:

Dominika Milarska

Fanatyczka amatorskiego futbolu, w którym dosłownie wszystko może się zdarzyć. Koneser piłki nożnej, nie patrzący na bariery kibicowskie. Kibicująca reprezentacji Niemiec, sympatyzująca także z Duńczykami, Holendrami, Austriakami i Chorwatami. Odkryła Kneževicia prędzej niż Alois Schwartz.

You may also like...