Polacy na zapleczu niemieckiej Ekstraklasy – Tag 25

Dolna część tabeli nieprzerwanie walczy z coraz to lepszymi efektami, pozycja lidera jest bardzo niestabilna. Jak zakończyły się frankońskie derby? Która drużyna odniosła pierwszy triumf po prawie czterech miesiącach? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w podsumowaniu 25. kolejki 2. Bundesligi!

 

Zaplecze tabeli odniosło ważne zwycięstwa w kwestii pozostania w drugiej klasie rozgrywkowej – 1. FC Kaiserslautern uchroniło w domu komplet punktów w meczu z Unionem Berlin, z kolei SV Darmstadt obrobiło Dynamo Drezno.

„Czerwone Diabły” po szaleńczej batalii na oczach 20.087 kibiców wygrali 4:3. Dystans do opuszczenia strefy spadkowej nadal wynosi trzy punkty, jednak drużyna z Kaiserslautern może pochwalić się dwunastoma punktami zdobytymi w sześciu meczach. Bramki dla gospodarzy strzelali: Brandon Borrello (7′), Sebastian Andersson (41′), Christoph Moritz (67′, rzut karny) oraz Philipp Mwene (86′). Szwedzki napastnik niefortunnie trafił również do swojej siatki (35′). Prócz niego Steven Skrzybski dwukrotnie pokonał Mariusa Müllera (51’/81′).

Zamieć i gęsto zalegający na boisku śnieg nie sprzyjał przebiegowi meczu. O grze kombinacyjnej można było sobie pomarzyć, jednak obie drużyny nieprzerwanie podążały pod bramkę rywala. Sztuka zdobycia bramki jako pierwsza udała się Brandonowi Borrelli, który pokonał Daniela Mesenhölera z trzydziestu pięciu metrów (7′). Piłka wpadła do jego bramki po odbiciu się od dolnej części poprzeczki. Piękna bramka!

Felix Kroos już chwilę po stracie bramki próbował zabawić się w Australijczyka, jednak jego strzały z dystansu (8’/11′) minęły bramkę. Po nim swoich sił próbował Grischa Prömel (20′), jednak ten i inne strzały nie przynosiły oczekiwanego efektu aż do 35. minuty. Christopher Trimmel posłał piłkę na pole karne, zauważając jednego z kolegów, oraz kryjącego go Sebastiana Anderssona. Pech chciał, że Szwed w czasie interwencji wbił piłkę głową do swojej bramki (36′). Pięć minut później jednak nadrobił swój błąd, zdobywając bramkę na 2:1. Asystował mu Borrello.

Po zmianie stron goście weszli do gry za sprawą Stevena Skrzybskiego, który w 51. minucie doprowadził do wyrównania strzałem z bliskiej odległości. Gospodarze znów próbowali nadrobić straty, jednak próby Christopha Moritza (55′) minęła bramkę. Osayamen Osawe po kilku minutach sunął skrzydłem, po czym odegrał w pole karne do Borrelli, z którym „starł” się Marvin Friedrich. Arbiter odgwizdał rzut karny, do którego podszedł Moritz, dając swoim prowadzenie (67′).

Drugi strzał z bliskiej odległości przyniósł Skrzybskiemu drugą bramkę (81′). Tyle czasu walki o zatrzymanie pełnej puli punktów u siebie miało iść na marne? Nie tu, nie teraz. Philipp Mwene w 87. minucie uspokoił skołatane nerwy wszystkich kibiców „FCK”, po raz czwarty zapewniając korzystny wynik dla drużyny z dolnej części tabeli.

Walka w śniegu:

 

 

Dla SV Darmstadt piątkowy triumf był drugim ligowym zwycięstwem w tym roku kalendarzowym. Spadkowicz z Bundesligi dzięki bramce Joevina Jonesa (29′) i Tobiasa Kempe (55′) pokonali Dynamo Drezno 2:0. „Lilie” tym meczem przerwały passę pięciu spotkań bez wygranej.

Początek dla wygranych był ciężki – Saksończycy zdecydowanie dominowali na boisku, w dodatku o mały włos, a już w ósmej minucie „S98” mogli otrzymać karę w postaci rzutu karnego po faulu Markusa Steinhöfera na Erichu Berko (8′). Kilka minut potem z dobrej strony pokazał się Daniel Heuer Fernandes, świetnie powstrzymując próbę Moussy Koné (12′).

Przyjezdni w mecz weszli dopiero po jakichś piętnastu minutach, jednak na strzały trzeba było jeszcze trochę czekać. Jako pierwszy pod słupkami Schuberta sprawdził się Fabian Holland (22′), potem próbował Dong-Won Ji (27′). Dopiero podejście Jonesa przyniosło wyczekiwany efekt: Tobias Kempe zagrywał do południowokoreańskiego napastnika, który przedłużył podanie do Joevina Jonesa, który z niewielkiej odległości wbił piłkę do siatki (29′). To sprawiło, że drużyna z Darmstadt odpaliła.

Pięć minut później mogło być już 2:0, jednak Markus Schubert „pokazał” Feliksowi Platte, że to nie ta chwila. Ofensywa Dynama zaginęła, pokazując w pierwszej odsłonie meczu tyle, co nic: w czterdziestej piątej minucie centra z rzutu rożnego miała swój finał poza bramką.

Dziesięć minut po wznowieniu meczu „Lilie” znów uderzyły: Holland znalazł w polu karnym Kempego, który strzelił tuż nad Schubertem (55′). Gospodarze szukali odpowiedzi, jednak na straży stał Heuer Fernandes (62′) oraz blok defensywny (64′). Statystyki wyraźnie przemawiały na korzyść Dynama, jednak bardziej efektywni byli goście, konsekwentnie wykorzystując nadarzające się okazje.

 

Kilończycy wręcz w mistrzowskim stylu wracają na zwycięską ścieżkę – w meczu z MSV Duisburg, kolokwialnie mówiąc, zlali ich 5:0. Dla „Bocianów” był to pierwszy komplet punktów od piątego listopada. Strzelaninę rozpoczął David Kinsombi (18′), dwie minuty później wynik podwyższył Dominick Drexler. Po tym wynik rósł po zmianie stron, a na liście strzelców pojawiały się nazwiska takie jak: Kinsley Schnidler (51′, rzut karny) oraz Rafael Czichos (62′). Gerrit Nauber dobił swoją drużynę, zdobywając bramkę samobójczą (82′). Holstein Kiel odniósł najwyższą wygraną w tym sezonie.

Już początkowa faza meczu dała jasno do zrozumienia, że faworyt jest tylko jeden i jest nim drużyna goszcząca „Zebry”. Za „Bocianami” stały nie tylko statystyki, również na boisku wyglądali zdecydowanie lepiej i więcej działali pod bramką Marka Flekkena. Rozpracowali również braki i dziury w prawej części strony obrony, pewnie je wykorzystując.

Na bramki trzeba było jednak czekać, a jak ofensywa gospodarzy wystrzeliła, to od razu podwójnie: David Kinsombi wygrał pojedynek z Kevinem Wolze, zachował zimną krew i pewnie otworzył wynik (18′). 162 sekundy później Aaron Seydel dośrodkowywał do Dominicka Drexlera, który musiał trafić do bramki. Duisburczycy mieli dużo szczęścia bowiem końcowy rezultat mógł znaleźć swój obraz jeszcze w pierwszej połowie meczu.

Sześć minut po wznowieniu meczu było już 3:0 po tym, jak Kingsley Schindler wykorzystał rzut karny. MSV Duisburg w tym spotkaniu praktycznie nie istniał, wynik 5:0, o który zatroszczył się Rafael Czichos po asyście Seydela (62′) oraz Nauber, który nieszczęśliwie trafił piłkę brzuchem i naprowadził ją wprost do bramki Flekkena (82′).

Goleada fenomenu rundy jesiennej:

 

 

„Matka wszystkich derbów”, czyli mecz pomiędzy 1.FC Nürnberg, a SpVgg Greuther Fürth, zakończyła się wygraną piłkarzy z koniczynką na herbie. Na Max-Morlock-Stadion w Norymberdze padł rezultat 2:0, który zadbał Khaled Narey (49′) oraz Daniel Steininger (90+2′).

Gospodarze popełniali błędy w linii pomocy, goście w pojedynkach. Gdy „der Club” szukał szczęścia, pod bramką Fabiana Bredlowa przedzierał się Fabian Reese (7′). Przyjezdni byli dobrze zorganizowani i nie dawali się przedrzeć rywalom. Najlepsza ofensywa w lidze zawodziła jak nigdy. Jedyną godną wzmianki szansą wykazał się Eduard Löwen, który próbował się z rzutu wolnego. Nie stanowiło to jednak żadnego zagrożenia dla Saschy Burcherta, podobnie jak strzał Ferderico Palaciosa (45+1′).

Maximilian Wittek świetnie obsłużył Khaleda Nareya, który ograł Löwena, po czym z woleja posłał piłkę wprost do bramki Bredlowa, wprawiając zgromadzonych na stadionie kibiców „Kleeblätter” w ogromną euforię (49′). gdyby nie Alexander Fuchs, jeszcze przed sześćdziesiątą minutą mogło być 0:2. Zawodnicy w bordowych strojach mogli liczyć jedynie na szczęście, bowiem szanse podbramkowe sypały się przyjezdnym jak z kapelusza. Próbowali również odpowiedzieć, jednak ofensywa praktycznie nie istniała.

Druga minuta doliczonego czasu gry przyniosła szczęśliwe dla gości rozwiązanie – wprowadzony na boisko w 81. minucie Daniel Steininger zapewnił swojej drużynie triumf i przypieczętował kolejne ważne punkty.

„Koniczyny” wygrywają w Norymberdze:

 

 

SV Sandhausen podjęło rękawicę w walce o trzecią lokatę w tabeli ligowej, jednak obecnie ta walka idzie im mizernie. Drużyna prowadzona przez Kenana Kocaka dzięki Ruikowi Gislasonowi (69′) była w stanie wywalczyć punkt w remisie z Erzgebirge Aue. Bramkę dla „Fiołków” zdobył Pascal Köpke w 54. minucie.

Pierwsze minuty minęły na obustronnym powstrzymywaniu przed akcjami podbramkowymi. Piłka rozgrywana była głównie między linią obrony, a pomocy. Pierwsza groźniejsza akcja nadeszła po siedmiu minutach, gdy Fabian Kalig blokował strzał Korbiniana Vollmanna.

Tempo meczu było bardzo spokojne, obie drużyny podchodziły ostrożnie. Dopiero 32. minuta przyniosła kolejne zagrożenie, jednak Markus Karl przestrzelił z okolic siedemnastego metra. Próba Nejmeddina Daghfousa nie stanowiła problemu dla Martina Männela, który pewnie złapał piłkę (39′). Po drugiej stronie najbardziej klarowną sytuacją na otwarcie wyniku popisał się Ridge Munsy, który poległ w starciu sam na sam z Marcelem Schuhenem (40′).

Po zmianie stron za dużo się nie zmieniło w przebiegu gry… do 54. minuty. Bramka dla gości wyrosła tak na dobrą sprawę z niczego: Dennis Kempe wybił piłkę do przodu, gdzie przejął ją Pascal Köpke. Wyminął Tima Knippinga, po czym trafił do siatki. Reakcja Kocaka była natychmiastowa: do gry wszedł Manuel Stiefler, oraz przesunął Gislasona na pozycję obok Richarda Sukuty-Pasu. Ta zmiana taktyczna była strzałem w dziesiątkę: Islandczyk czternaście minut po stracie bramki nadrobił tę stratę. Asystował mu Sukuta-Pasu.

Te dwie bramki nadały grze tempa, strzały sypały się po obu stronach, jednak zmian wyniku one nie przynosiły. Po ostatnim gwizdku na tablicy widniał remis.

 

Niedziela obfitowała w próbę comebacków, jednak drużynom brakowało czasu. Fortuna Düsseldorf ponownie powróciła na fotel lidera po wygranej nad FC St. Pauli. Na Esprit Arena padł wynik 2:1, o który zatroszczyli się Andre Hoffman (9′) oraz Takashi Usami (74′). Zmniejszenie wyniku przyszło w samej końcówce.

Aura nie odpuszcza, obie drużyny z początku miały spory problem z aklimatyzacją na boisku w Düsseldorfie. Tu również można było pomarzyć o grze kombinacyjnej, jednak „standardowa” szansa przyniosła szybkie otwarcie wyniku – Andre Hoffmann przy pomocy biodra z bliskiej odległości umieścił piłkę w bramce Robina Himmelmanna (9′). Największe zagrożenie stwarzały rzuty rożne – tak jak na przykład strzał Chistophera Avevora, który postraszył Raphaela Wolfa (35′), który pod koniec pierwszej części meczu miał wiele szczęścia, gdy Aziz Bouhaddouz trafiał w słupek.

Fortuna w drugą połowę również weszła żywiej, jednak mało efektywnie. Druga strona była spokojniejsza, jednak skuteczność też pozostawiała wiele do życzenia. Dopiero ostatnie dwadzieścia minut przyniosły więcej emocji – Usami z ponad dwudziestu metrów jako drugi pokonał Himmelmanna strzałem w prawy róg (74′). Bramka kontaktowa dla przyjezdnych przyszła o wiele za późno – Aziz Bouhaddouz strzelił bowiem w pierwszej minucie doliczonego czasu gry.

Fortuna wraca na szczyt:

 

 

Andreas Voglsammer został bohaterem meczu Arminii Bielefeld z 1. FC Heidenheim. Goście z Bielefeld, dzięki bramce kontaktowej Juliana Börnera (66′) i trafieniu wcześniej wspomnianego zawodnika (90+1′) wywieźli z Heidenheim punkt. Dla gospodarzy trafiał Marc Schnatterer (30′) i Maximilian Thiel (62′). Arminia do miejsca numer trzy traci pięć punktów. Heidenheim po sześciu domowych wygranych z rzędu zakończyło pomyślną serię.

Bloki defensywne obu drużyn były sprawdzane już od samego początku i długo trzymały. Pierwsze rysy pojawiły się w dziewiętnastej minucie, po próbie Maximiliana Thiela oraz Nikoli Dovedana. Goście próbowali odpowiedzieć, jednak sceny pod bramką Kevina Müllera nie wyglądały na groźne (25′).

Marc Schnatterer strzał z rzutu wolnego zamienił na bramkę. Stefan Ortega zdołał jedynie musnąć piłkę palcami, nim ta znalazła się w siatce (30′). Odpowiedzi Bielefeldczyków (34′ Kenau Staude/36′ Konstantin Kerschbaumer/42′ Florian Hartherz) nie przynosiły oczekiwanego efektu.

Zmiana stron zmieniła obraz gry, niestety na gorsze. Zero presji, zero strzałów, za to masa błędów, szczególnie w przejęciu piłki. Musiał minąć kwadrans, żeby gra mogła w jakikolwiek sposób ruszyć.  Gospodarze umocnili korzystny dla siebie wynik: Thiel wykończył piłkę, jaką otrzymał od Dovedana (62′). Tym razem Arminia była w stanie skutecznie odpowiedzieć, dodatkowo udało im się to jeszcze bardzo szybko: Julian Börner zamknął w bramce Müllera dośrodkowanie Floriana Dicka (66′). Mecz nie zwolnił tempa, wręcz przeciwnie: obie drużyny próbowały ugrać korzystny dla siebie wynik. Ta sztuka prawie udała się gospodarzom, którzy bardzo długo trzymali wynik 2:1. Nastał jednak doliczony czas, Voglsammer również znalazł się w odpowiednim miejscu i podanie Kerschbaumera zamienił na bramkę na 2:2.

 

Eintracht Brunszwik w niedzielne popołudnie wygrał z SSV Jahnem Regensburg 2:1. Dla kibiców była to drobna rekompensata za ubiegłotygodniową porażkę w Fürth. Wynik zapewnił Christoffer Nyman (36′) i Jan Hochscheidt (61′). Marvin Knoll odpowiedział z rzutu karnego na pięć minut przed końcem podstawowego czasu gry.

Jan Hochscheidt miał ogromne szczęście, gdy za swoją feralną interwencję w pojedynku z Alexandrem Nandzikiem nie otrzymał żadnej kary (13′). Goście stosowali grę kombinacyjną, częściej znajdując się w pobliżu pola karnego przeciwników. „BTSV” szukali swoich szans w środku pola, szczególnie w rzutach wolnych, których w samej pierwszej połowie było aż 24 (!).

Rezultat uległ zmianie dopiero po pół godzinie gry, wcześniej jednak warto wspomnieć o próbie Christoffera Nymana, który został powstrzymany przez André Weisa (26′). Zmiana na pozycji bramkarza spowodowana była narodzinami córeczki Philippa Pentke. Świeżo upieczonemu tatusiowi serdecznie gratulujemy!

Wracając do meczu: po strzale Nymana zagrzmiało po drugiej stronie. Marco Grüttner testował wytrzymałość Jasmina Fejzicia (33′). Trzy minuty później wynik meczu się otworzył, a do bramki Weisa trafił wcześniej wspomniany szwedzki napastnik. Do końca pierwszej połowy zbyt wiele się nie działo.

Po zmianie stron defensywa piłkarzy z Ratyzbony poległa, jednak „Lwy” nie były w stanie jej długo wykorzystać Ofensywa również się nie spisywała, bramka wisiała w powietrzu i nadeszła w 61. minucie – Weis nie miał szans przy strzale Hochscheidta. Po zdobyciu drugiej bramki gospodarze przystąpili do utrzymania wyniku, a co z tym idzie, skupili się na defensywie i szukaniu ewentualnego podwyższenia wyniku w kontrach. Marvin Knoll zmniejszył wynik po wątpliwym rzucie karnym – Gustav Valsvik według Rene Rohda faulował Hamadiego Al Ghaddiouiego (85′).

 

VfL Bochum w poniedziałkowy wieczór odniosło pierwsze zwycięstwo za kadencji Robina Dutta. Ich ofiarą padło walczące o powrót do Bundesligi FC Ingolstadt. O wynik zatroszczył się Robert Tesche, w 32. minucie zdobywając jedyną bramkę.

Obie drużyny już od początku szukały okazji do otwarcia wyniku. Jako pierwszy dał o sobie znać Sonny Kittel (4′), po nim był Alfredo Morales (6′) i Stefan Kutschke (11′), jednak w porównaniu do Lukasa Hinterseera były to zwykłe strzały. Snajper przyjezdnych dwukrotnie trafił wprost w Ørjana Nylanda (14’/16′). Kittel odpowiedział strzałem na bliższy słupek, pewnie sparowany przez Manuela Riemanna (18′).

Riemann z każdą mijającą minutą wyrastał na miano „cichego bohatera meczu”: chwilę przed wybiciem trzydziestej minuty Robert Tesche sfaulował Kittela w polu karnym, za co został podyktowany rzut karny. Podszedł do niego Stefan Kutschke, jednak przegrał pojedynek z bramkarzem. Niewiele później działo się po drugiej stronie: Kevin Stöger centrował z narożnika boiska, do piłki podszedł Tesche, trafiając głową do bramki (34′). Próby doprowadzenia do wyrównania (35’/36′) kończyły się fiaskiem.

Gospodarze w drugą połowę weszli zmotywowani, jednak poza strzałem Marcela Gausa (51′) przez dłuższy czas nie pokazywali za wiele. Bochumczycy byli o wiele pewniejsi i niewiele brakowało, aby wynik z 1:0 zmieniłby się na 2:0. Robbie Kruse był jednak na pozycji spalonej (54′). Najlepszą szansą  wykazał się jednak Christian Träsch, który posłał piękną piłkę z dystansu, powstrzymaną przez golkipera przyjezdnych. Do końca meczu wynik nie uległ zmianie.

 

 

Ciacho kolejki

Maximilian Thiel znów o sobie przypomina i to nie tylko w klubowych barwach. Cóż, nietrudno się nie zgodzić z Stevenem Skrzybskim, który pod tym zdjęciem umieścił króciutki, jednak treściwy komentarz 😋🔥

Day off in #munich ❄️🙌☃️ #relax #mt21

Ein Beitrag geteilt von Maxi Thiel (@maxithiel) am

 

 

piątek 02.03, godz 18:30

  • 1. FC Kaiserslautern 4:3 Union Berlin

    [7′ Brandon Borello, 35′ (sam.) 41′ Sebastian Andersson, 51′ 81′ Steven Skrzybski, 67′ Christoph Moritz (k.), 86′ Philipp Mwene]
    Kacper Przybyłko (Kaiserslautern) ciągle kontuzjowany.

  • Dynamo Drezno 0:2 SV Darmstadt

    [29′ Joevin Jones, 55′ Tobias Kempe]
    Artur Sobiech (Darmstadt) na boisku pojawił się pod sam koniec doliczonego czasu meczu.

sobota, 03.03, godz 13:00

  • Holstein Kiel 5:0 MSV Duisburg

    [18′ David Kinsombi, 20′ Dominick Drexler, 51′ Kinsley Schnidler (k.), 62′ Rafael Czichos, 82′ Gerrit Nauber (sam.)]
    brak polskich zawodników.

  • 1. FC Nürnberg 0:2 SpVgg Greuther Fürth

    [49′ Khaled Narey, 90+2′ Daniel Steininger]
    brak polskich zawodników.

  • SV Sandhausen 1:1 Erzgebirge Aue

    [54′ Pascal Köpke, 69′ Rúrik Gíslason]
    brak polskich zawodników.

niedziela 04.03, godz 13:30

  • Fortuna Düsseldorf 2:1 St. Pauli

    [9′ Andre Hoffmann, 74′ Takashi Usami, 90+1′ Aziz Bouhaddouz]
    Adam Bodzek (Fortuna) na boisku zjawił się w 25. minucie meczu. Waldemar Sobota (St. Pauli) opuścił je dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej części spotkania.

  • 1. FC Heidenheim 2:2 Arminia Bielefeld

    [30′ Marc Schnatterer, 63′ Julian Börner, 66′ Maximilian Thiel, 90+1′ Andreas Voglsammer]
    Mathias Wittek (Heidenheim) rozegrał 75 minut.

  • Eintracht Brunszwik 2:1 SSV Jahn Regensburg

    [36′ Christoffer Nyman, 61′  Jan Hochscheidt, 85′ Marvin Knoll]
    brak polskich zawodników.

poniedziałek 05.03, godz 20:30

  • FC Ingolstadt 0:1 VfL Bochum

    [32′ Robert Tesche]
    Sonny Kittel (Ingolstadt) rozegrał całe spotkanie.

 

 

Tabela dostarczona przez Sofascore wyniki na żywo

Udostępnij:

Dominika Milarska

Fanatyczka amatorskiego futbolu, w którym dosłownie wszystko może się zdarzyć. Koneser piłki nożnej, nie patrzący na bariery kibicowskie. Kibicująca reprezentacji Niemiec, sympatyzująca także z Duńczykami, Holendrami, Austriakami i Chorwatami. Odkryła Kneževicia prędzej niż Alois Schwartz.

You may also like...