[Liga Mistrzów] Real Madryt sprowadza na ziemię PSG

Emocje częściowo opadły. Wielkie starcie, które mogłoby być nawet finałem Champions League zakończyło się. 14. lutego na Santiago Bernabeu w Madrycie zagrały dwie drużyny będące w kompletnie innych sytuacjach. Jedna z najdroższymi piłkarzami świata i mająca mistrzostwo swojej ligi w kieszeni. Druga z problemem „piłka nie wpada” i nie mająca już praktycznie szans na mistrzostwo ligi. 6. marca było inaczej. Jedni chcieli dokonać remontady, a drudzy pokazać niedowiarkom, że nie bez powodu są Mistrzami Europy.

#racetothestar (wyścig do gwiazd) – taki hashtag dominował na internetowych profilach PSG przed pierwszym meczem z Realem. Klub ze stolicy Francji był dość pewny uzyskania zadowalającego rezultatu w Madrycie. Czy mieli ku temu argumenty? Oczywiście. Pokonali już w tym sezonie Bayern Monachium. W lidze nie mają sobie równych. Trio Neymar-Cavani-Mbappe strzela nieprawdopodobną ilość goli. A Real? Odpadli z Copa del Rey. W lidze już praktycznie się nie liczą w walce o mistrzostwo. No i „piłka nie wpada”.

Tak więc jak to się stało, że zwyciężyli Królewscy?

Goście chyba zapomnieli, że Real Madryt w LM nie jest taki sam jak w krajowych rozgrywkach, zapomnieli, że jak powiedział kapitan Realu, Sergio Ramos:

Nigdy nie można uznawać Realu Madryt za martwy.

Tak może częściowo uznało PSG. W Madrycie, Unai Emery zaskoczył, nie wystawiając w pierwszym składzie Thiago Silvy (chociaż chyba większym zaskoczeniem było ściągnięcie Cavaniego w 66′). Zagrania taktyczne trenera pozostawiały wiele do życzenia (co skrytykowały nawet żony piłkarzy PSG). Sam Emery nie uważał się za winnego porażki. Tak on jak i prezes Al-Khelaïfi stwierdzili, że wynik meczu wypaczyli sędziowie i to ich decyzje miały decydujący wpływ na wynik spotkania.

Cóż… Każda z drużyn miała w meczu swoje szanse. Ale tylko jedna wykorzystała ich więcej. Były momenty przewagi Paryżan, jak i gospodarzy. Zamiany przeprowadzone przez Emery’ego nie zmieniły nic w grze jego zespołu. Za to zmiany przeprowadzone przez Zidane’a zmieniły wynik. Wejście Marco Asensio wraz z Lucasem Vazqezem zdecydowanie poprawiły grę Realu i co najważniejsze, wpłynęły na wynik spotkania. Młodszy z Hiszpanów miał udział przy golach Ronaldo i Marcelo.

Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla Realu. Czekał nas jeszcze rewanż na Parc des Princes.

„Ensemble on va le faire” – co oznacza „Wspólnie to zrobimy”. PSG było nastawione niesamowicie bojowo do rewanżu na własnym stadionie. Trener zapewniał, że razem z piłkarzami zrobią wszystko, by awansować na oczach fanów. Piłkarze mówili, że stworzą historię, są gotowi i, że mają argumenty by awansować.

Słowa przed meczem to jedno. Czyny na boisku do drugie. A to właśnie boisko zweryfikowało wszystko. Pierwsza połowa meczu, mówiąc szczerze, nie była zbyt porywająca (chociaż ja jako Madridistka przeżywałam mecz bardzo emocjonalne). Druga część była inna. Emocje zaczęły brać górę nad piłkarzami PSG. Cavani nie wytrzymywał i wyżył się na Casemiro. Verratti nie zachował się zbyt rozsądnie i wyleciał z boiska. Dodatkowo fani PSG podpalając race bynajmniej nie sprzyjali swoim piłkarzom, a reakcja na to zachowanie kapitana Paryżan była wymowna. Gol na 1:1 strzelony przez „dziewiątkę” gospodarzy tylko przez chwilę dał nadzieję. W 80′ odebrał ją Casemiro.

Real Madryt nie dał PSG żadnych złudzeń na szansę awansu.

Być może obecność Neymara w rewanżu coś by zmieniła w grze PSG? Może inne decyzje trenera Emery’ego? Inna taktyka? Inne zmiany? Bo przecież po boisku biegali piłkarze kupieni za miliard euro… A może to po prostu geniusz Zidane dał zwycięstwo Królewskim? Niesamowity Ronaldo? Nie zlepek piłkarzy, a drużyna?

Idealnie ten dwumecz podsumował Arrigo Sacchi, jeden z największych trenerów w historii piłki nożnej.

„Myślałem, że zobaczę PSG z nożem w zębach, a na końcu widzieliśmy Real Madryt z cygarem w ustach. Real zmierzył się z bardzo słabym rywalem. PSG to tylko grupa piłkarzy. Słowo „gra” może być dla niektórych abstrakcyjne i trudno to opisać, ale to była dzisiaj cała różnica. Nie można kupić idei…”

Udostępnij:

Monika Kuchejda

Madridistka jakoś od... zawsze. Wie, że dopóki Ramos jest na boisku, a 93. minuta nie wybiła, wszystko jest możliwe. Zakochana w reprezentacji Hiszpanii i Brazylii.

You may also like...