Polacy na zapleczu niemieckiej Ekstraklasy – Tag 28

Przerwa reprezentacyjna już za nami, teraz czas na najgorętszą część sezonu – końcówkę! 28. kolejka 2. Bundesligi już za nami, w sytuacje w tabeli nadal są nieklarowne. Jak to wszystko faktycznie wyglądało? Sprawdźcie!

 

Zadyszka walczącego o Bundesligę 1.FC Nürnberg nie odpuszcza. W Wielką Sobotę piłkarze Michaela Köllnera zremisowali w Dreźnie z miejscowym Dynamem 1:1. To piąty mecz bez zwycięstwa. Rico Benatelli w 45. minucie otworzył wynik spotkania, a odpowiedział mu Hanno Behrens osiem minut po wznowieniu meczu.

Mecz, wbrew pozorom, dobrze zaczęli przyjezdni, którzy po siedmiu minutach umieścili piłkę w siatce. Bramka Federica Palaciosy nie została jednak uznana. Chwilę po tym Haris Duljević próbował swoich ofensywnych umiejętności pod bramką Fabiana Bredlowa (8′).

Kolejne próby Frankończyków skutecznie udaremniała defensywa. Przyjezdni mieli wiele szczęścia – Bibiana Steinhaus nie dopatrzyła się faulu Tima Leibolda na Niklasie Hauptmannie w obszarze pola karnego (18′).

Z każdą kolejną minutą gospodarze przejmowali kontrolę nad przebiegiem meczu. Nie szło to jednak w parze ze skutecznością (30′ Duljević, 31′ Niklas Kreuzer, 33′ Marco Hartmann). Nie były to jednak tak stuprocentowe szanse, jak ta, którą skiksował Edgar Salli w 35. minucie. Dziesięć minut później świetną okazję wykorzystał Rico Benatelli. Bramkarz  „der Clubu” paskudnie zawinił przy tym trafieniu, wypuszczając piłkę po strzale Philipa Heise. Marvin Stefaniak jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę szukał bramki, jednak jego flanka nie przyniosła tego efektu (45+1′).

Druga połowa również rozpoczęła się bramkowym akcentem graczy z Norymbergi, tym razem uznanej rzecz jasna. Akcja Kevina Möhwalda oraz Enrica Valentiniego została świetnie wykończona przez Hanno Behrensa, która przyniosła mu dziesiątą bramkę w tym sezonie (53′). To trafienie było jak uderzenie obuchem dla zawodników „SGD”, którzy musieli to wydarzenie „przetrawić”, aby ponownie wrócić do gry. Kolejne akcje podbramkowe były jak na lekarstwo, po końcowym gwizdku nadal widniał remis.

 

Do nie lada wyczynu doszło w Duisburgu, gdzie miejscowe MSV poległo 1:4 w meczu z… 1.FC Kaiserslautern. Tak, nie musicie przecierać oczu ze zdziwienia. „Czerwone Diabły” podniosły rzuconą przez los rękawicę i nie zamierzają się poddać! Bez wątpienia bohaterem meczu został Osayamen Osawe, który strzelił trzy z czterech bramek dla gości (12’/48’/64′). Czwartą zdobył Benjamin Kessel (83′). Dla gospodarzy gola honorowego zdobył Stanislaw Iljutcenko w 70. minucie.

Przyjezdni od początku prezentowali się lepiej od swoich przeciwników, dlatego strzelenie pierwszej bramki było kwestią formalności. Wcześniej jednak pod bramką Mariusa Müllera próbował zagrozić Fabian Schnellhardt. Interwencja golkipera rozpoczęła akcję bramkową pomiędzy Nilsem Seufertem, a Leonem Guwarą. Ten drugi przekazał piłkę Philippowi Mwene, którego strzał obronił Mark Flekken. Sparowana piłka trafiła jednak pod nogi Osawe, który bezproblemowo umieścił ją w siatce (12′).

Gospodarze mieli spore trudności z odnalezieniem się w meczu, dopiero po ponad dwudziestu minutach stworzyli realne zagrożenie pod bramką „FCK” – Borys Tashchy spudłował z dziewięciu metrów (22′). Dziesięć minut później Lukas Fröde testował Müllera, a Moritz Stoppelkamp sprawdzał stan słupków bramek (32’/33′). Kingsley’owi Onuegbu zabrakło kilku centymetrów, aby zdobyć bramkę wyrównującą (34′).

Zmiana stron przyniosła jeszcze więcej emocji. Osawe wystarczyły trzy minuty i „ten dryg”, po czym było już 2:0. Niewiele potem trafił wprost w holenderskiego golkipera (54′). Dziesięć minut po tym Anglik celebrował trzecią bramkę, wykańczając centrę Stipe Vučura.

Siedemdziesiąta minuta przyniosła pojedynczy impuls ze strony gospodarzy – wprowadzony na boisko Stanislaw Iljutcenko pokonał Mariusa Müllera. Benjamin Kessel dobił „Zebry” główką po rzucie rożnym (83′).

Goleada „Czerwonych Diabłów”:

 

 

FC Ingolstadt kontynuuje pomyślną passę na wyjazdach. „Schanzer“ wystarczyło pięć minut, żeby zawalczyć o wynik 2:0, który ostatecznie zmniejszył się do 2:1. Bramki strzelali: Almog Cohen (62′) i Robert Leipertz (67′). Maximilian Thiel w 80. minucie pomniejszył rozmiar porażki.

Pudłowanie, znaczy się ślepy ostrzał bramek Kevina Müllera i Ørjana Nylanda, rozpoczął się już w drugiej minucie, po stronie norweskiego golkipera. Obu ekipom brakowało skuteczności i pomysłu na zmianę tej bezradności. Naprzemienne strzały nie przynosiły wielkiego zagrożenia.

Dopiero główka Almoga Cohena z bliskiej odległości odmieniła losy meczu (62′). Dzięki bramce Izraelczyka goście weszli w mecz, szybko zdobywając przewagę. Akcję dającą drugą bramkę rozpoczął Nyland. Jego długie podanie przedłużał Sonny Kittel, odgrywając głową w tempo do Roberta Leipertza, który nie dał szans Müllerowi. Golkiper gospodarzy został pokonany z trzynastu metrów (67′).

Po tym podwójnym ciosie Heidenheimczycy szukali bramki kontaktowej – przyszła ona dopiero na dziesięć minut przed końcem meczu. Maximilianowi Thielowi piłkę wyłożył John Verhoek.

 

Szansa Holsteinu Kiel do przeskoczenia 1.FC Nürnberg w tabeli ponownie nie została wykorzystana. W niedzielnym meczu z Arminią Bielefeld „Bociany” podzieliły się punktami po remisie 1:1. Brian Behrendt w 21. minucie otworzył wynik meczu, Kingsley Schnidler odpowiedział cztery minuty później.

Bielefeldczycy z początku przeważali w meczu, Kilończycy z kolei skupiali się na działaniach defensywnych, skutecznie powstrzymując Juliana Börnera (4′) oraz Toma Schütza (15′).

Po pierwszym kwadransie do gry weszli goście za sprawą Marvina Duckscha (17′). Kwestia bramki wisiała w powietrzu, jednak mało kto się spodziewał, że to gospodarze wyjdą na prowadzenie. Behrendt huknął z ponad trzydziestu metrów, Kenneth Kronholm spóźnił interwencję, finalnie wpuszczając piłkę do swojej bramki (21′).

Trzecia próba podejścia pod bramkę Stefana Ortegi przyniosła wyrównanie. Portugalski golkiper wprawdzie sparował strzał Dominica Peitza (23′), jednak dwie minuty później nie miał szans przy strzale Kingsleya Schnidlera.

Gra raz nabierała tempa, aby po chwili przycichnąć. Bramkarze skutecznie powstrzymywali zamiary ofensyw obu zespołów. Na trzy minuty przed końcem pierwszej połowy bramka Toma Weilandta nie została uznana z powodu pozycji spalonej Duckscha.

Druga połowa zaczęła się ciosami dla Andreasa Voglsammera, który zmarnował dwie świetne okazje na zdobycie bramki na 2:1 (56’/58′). Podobnie było w przypadku jego kolegów, Floriana Hartherza (65′) i Fabiana Klosa (71′). Chwilę przed próbą pierwszego swoją setkę zmarnował Marvin Ducksch. Do ostatniego gwizdka wynik nie uległ zmianie, choć okazje stały po obu stronach.

 

VfL Bochum nie zwalnia tempa. W zdobyciu kolejnych trzech punktów znów pomógł Lukas Hinterseer, który ustrzeli Doppelpacka (24’/82′) w wygranym przez Bochumczyków 2:0 meczu z Eintrachtem Brunszwik, które po tym meczu traci do swojego niedzielnego przeciwnika… jeden punkt.

Torsten Lieberknecht nie bez powodu przed meczem wychwalał swoich przeciwników, mówiąc, że „obecnie są najsilniejszą drużyną 2. Bundesligi”. Pierwsza połowa przyniosła stratę bramki i dziewięć innych strzałów. Już po sześciu minutach Kevin Stöger po raz pierwszy zagroził pod bramką Jasmina Fejzicia. Na trafienie trzeba było jednak jeszcze trochę poczekać. Lukas Hinterseer dopiero osiemnaście minut później wykańczał piłkę otrzymaną od Stögera.

Odpowiedź ze strony „BTSV” praktycznie w ogóle nie nadeszła. Gospodarze skiksowali rzut karny przyznany po faulu Niko Kijewskiego (33′) – Stöger strzelił wprost w Fejzicia. Pomocnik Eintrachtu rozgrywa wyjątkowo fatalną partię, dlatego mecz zakończył jeszcze w pierwszej części spotkania. Hinterseerowi brakowało centymetrów, aby jeszcze w pierwszych czterdziestu pięciu minutach powiększyć bramkową przewagę.

Po zmianie stron goście wzięli się w garść przez jakieś pierwsze piętnaście minut – Philipp Hofmann w ostatniej chwili został zablokowany przez Jana Gyameraha (54′).  Stöger znów nie popisywał się pod bramką bośniackiego golkipera (63′). Dwie minuty później Fejzić w porę interweniował, powstrzymując Robbiego Kruse. Nie poradził sobie jednak w osiemdziesiątej drugiej minucie meczu, gdy Hinterseer, a dokładniej jego głowa, zamykała wynik meczu.

 

SpVgg Greuther Fürth podobnie jak 1.FC Kaiserslautern zamierza walczyć do ostatniego meczu. W Wielkanoc powstrzymali na własnym boisku Union Berlin po bramkach Roberto Hilberta (21′) oraz samobóju Grischy Prömela (75′). Marvin Friedrich (49′) zdobył jedynego gola dla gości.

Ten mecz zaczął się wyjątkowo ciężko – rzęsisty deszcz nie ułatwiał prowadzenia meczu. Pierwsza poważna szansa nastała w dwudziestej pierwszej minucie i już przyniosła bramkę – strzał Khaleda Narey’a został wybity na rzut rożny, do którego podszedł Maximilian Wittek. Roberto Hilbert centrę Wittka zamienił w pierwszą bramkę. Poza wcześniej wspominaną akcją zbyt wiele się nie działo.

Zmiana stron sprawiła, że mecz nabrał zupełnie innego tempa. Marvin Friedrich wykończył dośrodkowanie Christophera Trimmela z narożnika boiska, nawet pomimo obstawy przez graczy SpVgg (49′). Goście złapali wiatr w żagle, poszukując dalszych okazji na bramkę. Gospodarze zasięgnęli po świeżą siłę, która z czasem się odwdzięczyła: Fabian Reese zastąpił Jürgena Gjasulę. „Kleeblätter” ponownie przystąpili do zawziętego ataku, który skuteczny  okazał się dopiero piętnaście minut przed końcem meczu – Fabian Reese nabił Grischę Prömela, a odbita od niego piłka wpadła do bramki Jakoba Buska. Union próbował walczyć do końca, jednak ich walka nie przyniosła chociażby remisu.

SpVgg zabiera Unionowi komplet punktów:

 

 

Erzgerbirge Aue dzięki wygranej w Ratyzbonie wskoczyło na szesnastą lokatę. Na wynik 3:1 dla przyjezdnych zapracował Pascal Köpke (27’/57′) oraz Ridge Munsy (43′). Marvin Knoll odpowiedział w pięćdziesiątej minucie.

Erzgebirge zakończyło passę SSV Jahn Regensburg. Nim jednak to się stało, byliśmy świadkami bezradności gospodarzy, zamkniętych w swojej części boiska z powodu pressingu rywali. Dimitrij Nazarov już w drugiej minucie wyłożył świetną piłkę Ridemu Munsy’emu. Amerykaninowi zabrakło szczęścia, podobnie jak dwadzieścia minut później asystującemu mu Nazarovi. Na szczęście Pascal Köpke miał lepszą skuteczność i jeszcze przed minięciem pierwszej pół godziny meczu wyprowadził „Fiołki” ku finalnemu triumfowi.

Jedną z niewielu możliwości odpowiedzi miał Marc Lais w 39. minucie. Huknął ponad bramką. Cztery minuty później było już 2:0 dla przyjezdnych, a na liście strzelców wpisywał się Munsy po zagraniu Nazarova. Tym razem kombinacja dwójki wcześniej wspomnianych zawodników przyniosła oczekiwany efekt.

Pierwsze minuty drugiej połowy łudząco przypominały to, co działo się w pierwszej odsłonie meczu. Niewiele brakowało, a już w 49. minucie byłoby 3:0. Kontra, zakończona rzutem wolnym przyniosła bramkę dla gospodarzy. Marvin Knoll świetnie się spisał, bezpośrednio ze stałego fragmentu gry zdobywając wówczas bramkę kontaktową. Sięgając pamięcią wstecz Ratyzbończycy potrafili wyciągnąć korzystny rezultat w mało korzystnej sytuacji. Jednak nie tym razem. Siedem minut później Philipp Pentke trzeci raz wyciągał piłkę z siatki. Ponownie uderzał Köpke. Próby kolejnej odpowiedzi ze strony gospodarzy każdorazowo kończyły się fiaskiem.

 

FC St. Pauli poprzez remis z SV Sandhausen (1:1) odebrał sobie dogodną możliwość przeskoczenia o kilka miejsc w ligowej tabeli. Sami Allagui w 26. minucie wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Rúrik Gíslason dziewięć minut po zmianie stron wyrównał.

Pierwsze niebezpieczeństwo podbramkowe nadeszło już po trzech minutach: Manuel Stiefler próbował z bliskiej odległości, jednak ostatecznie został zablokowany. Większość spotkania działa się w środkowej części boiska, sytuacje podbramkowe były rzadkością.

Dopiero po ponad dwudziestu minutach doczekaliśmy się sytuacji pod polem karnym, tym razem po stronie gości. Philippowi Försterowi brakowało raptem centymetrów (22′). Gospodarze skutecznie wykorzystali drugie podejście pod bramkę Marcela Schuhena. Sami Allagui wykończył z bliskiej odległości strzał Matsa Möllera Daehliego (26′).

Rúrik Gíslason próbował odpowiedzieć jak najszybciej się dało, aby zawalczyć o korzystny dla siebie rezultat; po pół godzinie meczu spóźnił strzał po świetnej akcji drużyny. Do końca pierwszej części spotkania przewaga znajdowała się w rękach przyjezdnych, a w szczególności islandzkiego napastnika, który po zmianie stron wręcz książkowo wykorzystał zaistniały w obrębie szesnastki chaos, który przekształcił w bramkę (54′).

Aziz Bouhaddouz w 66. minucie zmarnował podyktowaną jedenastkę po starciu Allaguiego i Markusa Karla. Uderzył wprost w Schuhena. Niewiele brakowało, a mecz mógłby zakończyć się triumfem gości – wprowadzony na boisko Andrew Wooten przewidywalnie posłał piłkę w kierunku Robina Himmelmanna (81′).

 

Na koniec kolejki zawitaliśmy do Darmstadt, gdzie miejscowe Sportverein podejmowało lidera z Düsseldorfu. Przedostatnia drużyna, dzięki bramce Tobiasa Kempego z 38. minuty, zdołała zabrać „F95” komplet punktów. Pięć minut po zdobyciu bramki gospodarze otrzymali cios w postaci żółto-czerwonej kartki dla Fabiana Hollanda. Gra w przewadze nie pomogła Fortunie wyszarpać korzystnego rezultatu.

Fortuna nie spisywała się za dobrze już od samego początku. Dong-Won Ji już w szóstej minucie miał wręcz idealną okazję, aby otworzyć wynik spotkania. Przestrzelił. Po dwudziestej minucie goście weszli do gry, jednak zarówno podejście Olivera Finka (21′), jak i Juliana Schauerte (24′) nic nie wniosły.
Skuteczna walka o zdobycie przewagi się opłaciła. Defensywa Fortuny nie była spójna, co skrzętnie wykorzystała ofensywa „Lilii” – południowokoreański napastnik odegrał w tempo do Kempego znajdującego się w obrębie szesnastki. Sprytny strzał przyniósł zaskakujący obrót spraw, jakim było objęcie prowadzenia przez gospodarzy (38′). Gra w osłabieniu, jaka zaczęła się po czterdziestej trzeciej minucie, gdy Holland otrzymywał drugą żółtą kartkę za faul.
Po zmianie stron przebieg meczu niewiele się zmienił – Fortuna nadal nie była w stanie stworzyć sobie skutecznej szansy, w dodatku bardzo polubili się z metalową częścią bramki. Wynik nie ulegał zmianie, gospodarze trzymali grę mocno defensywną, skupiając się na powstrzymywaniu przeciwników. To się im udało – po końcowym gwizdku na tablicy widniał wynik 1:0.

Fortuna Düsseldorf z nie lada sensacją w Darmstadt:

 

 

 

Ciacho kolejki

Ta kolejka nie była zbyt przyjemna dla Grischy Prömela, także my postanowiłyśmy mu ją choć trochę osłodzić, okraszając go mianem ciacha minionej kolejki.

Immer weiter!!

Ein Beitrag geteilt von Grischa Prömel (@grischaproemel) am

sobota 31.03, godz 13:00

  • Dynamo Drezno 1:1 1.FC Nürnberg

    [45′ Rico Benatelli, 53′ Hanno Behrens]
    brak polskich zawodników.

  • MSV Duisburg 1:4 1.FC Kaiserslautern

    [12′ 48′ 64′ Osayamen Osawe, 70′ Stanislaw Iljutcenko, 83′ Benjamin Kessel]
    Kacper Przybyłko (Kaiserslautern) nieprzerwanie nieobecny.

  • 1.FC Heidenheim 1:2 FC Ingolstadt

    [62′ Almog Cohen, 67′ Robert Leipertz, 80′ Maximilian Thiel]
    Mathias Wittek (Heidenheim) rozegrał pełne spotkanie. Sonny Kittel (Ingolstadt) został zmieniony w doliczonym czasie gry. Asystował przy bramce Leipertza.

niedziela 01.04, godz 13:30

  • Arminia Bielefeld 1:1 Holstein Kiel

    [21′ Brian Behrendt, 25′ Kingsley Schindler]
    brak polskich zawodników.

  • VfL Bochum 2:0 Eintracht Brunszwik

    [24′ 82′ Lukas Hinterseer]
    brak polskich zawodników.

  • SpVgg Greuther Fürth 2:1 Union Berlin

    [21′ Roberto Hilbert, 49′ Marvin Friedrich, 75′ Grischa Prömel (sam.)]
    brak polskich zawodników.

  • SSV Jahn Regensburg 1:3 Erzgebirge Aue

    [27′ 57′ Pascal Köpke, 43′ Ridge Munsy, 50′ Marvin Knoll]
    brak polskich zawodników.

  • FC St. Pauli 1:1 SV Sandhausen

    [26′ Sami Allagui, 54′ Rúrik Gíslason]
    Waldemar Sobota (St. Pauli) kontuzjowany.

poniedziałek 02.04, godz 20:30

  • SV Darmstadt 1:0 Fortuna Düsseldorf

    [38′ Tobias Kempe]
    Artur Sobiech (Darmstadt) na boisku zjawił się w doliczonym czasie gry. Adam Bodzek (Fortuna) z urazem.

 

 

Tabela dostarczona przez Sofascore wyniki na żywo

Udostępnij:

Dominika Milarska

Fanatyczka amatorskiego futbolu, w którym dosłownie wszystko może się zdarzyć. Koneser piłki nożnej, nie patrzący na bariery kibicowskie. Kibicująca reprezentacji Niemiec, sympatyzująca także z Duńczykami, Holendrami, Austriakami i Chorwatami. Odkryła Kneževicia prędzej niż Alois Schwartz.

You may also like...