Zinedine Zidane – oddać Królowi, co królewskie

Żyjemy w czasach dominacji hiszpańskiego futbolu oraz dwóch piłkarzy – Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. Zależnie od klubu, jakiemu się kibicuje, nazywa się Królem jednego z nich. Jako Madridistka mogłabym nazwać Królem Ronaldo. Jednak uważam, że w tym momencie Królem jest Zinedine Zidane.

Gdy przeczytałam, że Zizou zwołał konferencję prasową, miałam dziwne odczucia. Po co? I myśl, że odchodzi przeszła mi przez głowę, ale nie chciałam o tym myśleć. Jednak mina siadającego przed mikrofonem Florentino Pereza mówiła wszystko. Zidane powiedział „Odchodzę”. A gdy to usłyszałam, polały mi się łzy i zaczęły się pojawiać pytania „Dlaczego?”. Na początku nie potrafiłam tego zrozumieć. Przecież w ciągu 876 dni w Madrycie zdobył 9 trofeów. Ma za sobą szatnię. Ma za sobą prezesa. A więc… dlaczego? Szybko jednak ochłonęłam. Zidane na pewno przemyślał swoją decyzję i jestem pewna, że miał ją już w głowie dłuższy czas. Na konferencji nie wdawał się w szczegóły. I dobrze. Po parunastu minutach od ogłoszenia jego decyzji pomyślałam.

„Nie płakać, że minęło, tylko dziękować, że było.”

To, co zrobił ten człowiek z piłkarzami, było czymś niesamowitym. Dostał „zlepek piłkarzy” po Benitezie. Stworzył z nich drużynę. Drużynę, w której jest idea, jest konsekwencja, jest wzajemne zaufanie i przyjaźń. Potrafił przekonać największą gwiazdę klubu by odpuściła, dała sobie odpocząć i dzięki temu w najważniejszych meczach błyszczała. Po pięciu latach odzyskał mistrzostwo Hiszpanii. Był niepokonany na Camp Nou. Podbił europejskie twierdze – Allianz Arenę, Allianz Stadium, Signal Iduna Park, Parc des Princes i wiele innych. Gdy mówiono, że się nie nadaje, udowodnił, że nie przypadkiem został trenerem. Gdy krytykowano go za to, jaką „11” wystawia, wynik pokazywał, że „właśnie dlatego”. Udowadniał, że miał rację. Miał rację wystawiając Casemiro zamiast Jamesa, Isco zamiast Bale’a, czy nawet Benzemę zamiast Moraty.

I zrobił coś, czego nie zrobił nikt inny. Wygrał Ligę Mistrzów trzy razy z rzędu. Kolejny raz UDOWODNIŁ, że nie ma rzeczy niemożliwych.

To on dla mnie jest Królem. I jedyne co mogę zrobić to mu podziękować. Za to, że stworzył z rozwalonej drużyny rodzinę. Za to, że zawsze wierzył w swoich piłkarzy i zawsze ich bronił. Za Undecimę. Za Duodecimę. Za Decimotercerę. Za mistrzostwo. Za 5:1. Za emocje do 93’. Za walkę. Za reakcję za przewrotki Ronaldo i Bale’a. Za Vazqueza i Asensio. Za to co zrobił jako jedyny w historii. Za jego niezłomną wiarę w Benzemę. Za każde „będziemy cierpieć”. Za szczęście. Za wiele, wiele, więcej. Albo po prostu… za wszystko.

Oddajmy więc Królowi, co królewskie.

Dziękuję. Powodzenia. I mam nadzieję – Do zobaczenia.

Gracias @Zidane.

A post shared by #CHAMP13NS 🏆 (@realmadrid) on

Udostępnij:

Monika Kuchejda

Madridistka jakoś od... zawsze. Wie, że dopóki Ramos jest na boisku, a 93. minuta nie wybiła, wszystko jest możliwe. Zakochana w reprezentacji Hiszpanii i Brazylii.

You may also like...