Dlaczego Real Madryt…?

Tydzień po finale LM emocje częściowo opadły. Mecz ten zakończył oficjalnie sezon 2017/18 w piłce klubowej. Piszę, że emocje opadły częściowo, bo myślę, że we mnie jako Madridistce oraz innych kibicach Realu emocje nadal będą i pewnie pozostaną jeszcze jakiś czas. Dlaczego? Bo to, co zrobił Real nie było czymś pospolitym. Bo Zizou postanowił nie kontynuować pracy w Realu (ale o tym piszę tutaj).

Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy zaczęłam kibicować Realowi. Madridismo rozwijało się w mnie jakoś naturalnie, jakbym miała zapisane to gdzieś w DNA. Nie pamiętam pierwszego meczu jaki oglądałam. Nie pamiętam pierwszego ulubionego piłkarza. Ale pamiętam jedną ważną rzecz… W Hiszpanii i w Europie rządziła FC Barcelona. Klub z Katalonii był w trakcie swojego najlepszego okresu w dziejach swojej historii. Normalną rzeczą by było, że jako dziecko patrzy się na tych, którzy wygrywają. Ja jednak poszłam w innym kierunku.

Uznając, że pamiętam w miarę ostatnie 10 lat historii futbolu… Nie widziałam wielkich triumfów Realu na hiszpańskich boiskach. Dwa Mistrzostwa Hiszpanii – 2012 i 2017. Dwa Puchary Króla – 2011 i 2014. Dwa Super Puchary Hiszpanii – 2012 i 2017. Chyba nie tego oczekuje większość kibiców. Zwłaszcza, że w tym samym czasie sukcesy odnosi dwóch największych rywali – FC Barcelona i Atletico Madryt. A do tego gdzieś z tyłu głowy ma się wyniki… 6:2, 5:1, 4:0…

Ale są jeszcze jedne rozgrywki. Rozgrywki łączące najlepsze europejskie kluby – Liga Mistrzów. W 2002 roku Real Madryt wygrał po raz dziewiąty to trofeum po niesamowitym golu Zinedine’a Zidane’a. Zaczęła się era Galacticos. Era, która nie przyniosła tego co chcieli działacze klub. Mimo posiadania największych gwiazd światowego futbolu, Real Madryt nie zdominował ani Hiszpanii, ani Europy.

12 lat. Tyle Real Madryt czekał na ponowną możliwość gry w finale LM. Co się działo przez te lata? Najbardziej znamienny obrazkiem jest chyba rzut karny strzelany przez Sergio Ramosa w półfinale z Bayernem w 2012 roku. Ciężko powiedzieć, czego brakowało przez ten czas. Ktoś może powie, że tego, co Real miał ostatnimi czasy. Szczęścia, słabych przeciwników, sędziów… (do tego jeszcze wrócimy).

Ale nadszedł ten moment. „Monachium płonie – Real w Lizbonie” – tak śpiewali kibice Realu w Polsce po zwycięstwie w półfinale LM na Allianz Arena 4:0. A w Lizbonie działo się coś co pozostanie w sercach Madridistów do końca życia. 93’ – od 24.05.2014 r. kojarzy się tylko z golem Sergio Ramosa. Gdy już większość traciła wiarę w zdobycie upragnionej Decimy, ten piłkarz strzelił gola i ją przywrócił. A potem strzelali Gareth Bale, Marcelo i Cristiano Ronaldo. Iker Casillas podniósł w górę dziesiąty Puchar Europy.

I już wszyscy myśleli, że to przełom, że Real wraca na tron, że Real się zmienia. Ja także tak myślałam… W sezonie 2014/15 FC Barcelona po raz drugi w historii sięga po Potrójną Koronę. Carlo Ancelotti zostaje zwolniony. Iker Casillas odchodzi z klubu. Plotki o odejściu Ronaldo i Ramosa są coraz częstsze. A to tego stery obejmuje Rafa Benitez…

Komentowanie „pracy” tego trenera w Realu nie ma sensu, bo chyba nie ma nawet czego komentować (jak on mi działał na nerwy…). Benitez został zwolniony na początku 2016 roku. Pierwszy zespół objął Zinedine Zidane. Bez doświadczenia trenerskiego. Człowiek cichy, skromny, rzadko cokolwiek mówiący. Ale jak wspomina Roberto Carlos „Zizou rzadko coś mówił, ale jak już coś powiedział…”. Gdy dowiedziałam się, że Zidane obejmuje Real wiedziałam, że będzie dobrze. Może dlatego, że stwierdziłam, że nie może być gorzej niż „za Beniteza”. A może dlatego, że gdzieś w głębi czułam, że to „ten człowiek”.
Dwa i pół roku na stanowisku trenera Realu Madryt – 9 trofeów. Okazało się lepiej niż wszyscy myśleli. Zizou nie był „taktykiem”, był „motywatorem” („był”… wierzę, że jeszcze „będzie”). Ściąga z piłkarzy presję, broni ich pomimo wszystko (najlepszym przykładem jest chyba Karim Benzema). Wiedział co znaczy być piłkarzem Realu i ta wiedza pomagała mu w dotarciu do „gwiazdeczek”. Bo nie łatwo ogarnąć ego Cristiano Ronaldo. A on to potrafił. Wierzył w swoją drużynę.

Dokonał z Realem Madryt czegoś czego nie dokonał nikt inny. Od zmiany systemu rozgrywek LM nikt nie obronił tytuł Klubowego Mistrza Europy. Nikt… do czasu.
Finał LM 2016 – Zwycięstwo z Atletico. Szczęście. Słabi przeciwnicy w drodze do Mediolanu.
Finał LM 2017 – Zwycięstwo z Juventusem. Awans przez błędy sędziego w półfinale z Bayernem. Zwycięstwo przez rozłam z szatni Juve.
Finał LM 2018 – Zwycięstwo z Liverpoolem. Celowe wyeliminowanie Salaha. Błędy sędziowskie w meczach z PSG. Błędy przeciwników. Nie prawidłowy karny z Juventusem. Bramkarz The Reds.

To nie Real wygrał, to Atletico przegrało. To nie Real wygrał, to Juventus przegrał. To nie Real wygrał, to Liverpool przegrał.
Absolutnie nic nie wyolbrzymiam. Tak przedstawiane jest to, czego dokonał Real. I zastanawia mnie… dlaczego? Dlaczego rośnie liczba ludzi nienawidzących Królewskich? Dlaczego szerzy się antymadridismo? Dlaczego piłka nożna idzie właśnie w tą stronę? To chyba zazdrość. Najlepszych się nienawidzi.

10 lat historii jaką pamiętam. Było w niej sporo porażek. Patrzenie na dwa tryplety Barcelony, na ich triumfy. Patrzenie jak Real na własnym stadionie nie potrafi pokonać Atletico. Kolejny sezon bez Mistrzostwa Hiszpanii. Odpadnięcie z Pucharu Króla. Manita… Nauczyło mnie to bardzo ważnej rzeczy. Należy się cieszyć z każdego zwycięstwa, każdego trofeum, bo może na kolejne będzie trzeba czekać 10, 20, 30 lat.

Trzy razy. Tyle razy z rzędu Real Madryt pod wodzą Zinedine’a Zidane’a wygrał najbardziej prestiżowe rozgrywki klubowe. I z tego jako Madridistka, jestem dumna. Dumna, że jestem częścią tego co tworzy Real Madryt, tego, że widziałam to na żywo, że tego doświadczyłam, że płakałam ze szczęścia gdy Ronaldo strzelał zwycięskiego gola Atletico, gdy Marco Asensio ustalał wynik meczu z Juventusem, gdy Gareth Bale strzelał gola z przewrotki w finale z Liverpoolem. Można mówić o szczęściu raz… drugi… trzeci? Gdy pokonuje się naszpikowane gwiazdami PSG (więcej o meczu tutaj)? Gdy pokonuje się w Turynie Juventus 3:0? Gdy Ronaldo strzela gola z przewrotki? Gdy pokonuje się Bayern w ich twierdzy (więcej o meczu tutaj)?

Myślałam o wielu sposobach na dokończenie tytułu. Ale ostatecznie żaden mi nie odpowiadał. Może „…dokonał niemożliwego…”, „…znowu wygrywa…”, albo „…ma szczęście…”. A może nic nie dodawać? Bo to też trochę jest o tym dlaczego kibicuję Realowi. O moich przeżyciach. O tym co słyszę będąc kibicem Królewskich. O moim szczęściu jakiego doświadczyłam. A jeśli chodzi o wytłumaczenie innym, że to co robi Real to nie jest szczęście, to mogę powiedzieć tyle, że:

„Jak szczęście się powtarza, to już nie jest szczęście”

~ Kazimierz Górski

Real jest po prostu w tym momencie najlepszy i szczęście nie ma tu nic do rzeczy.

Udostępnij:

Monika Kuchejda

Madridistka jakoś od... zawsze. Wie, że dopóki Ramos jest na boisku, a 93. minuta nie wybiła, wszystko jest możliwe. Zakochana w reprezentacji Hiszpanii i Brazylii.

You may also like...