Geneza upadku Bayernu Monachium

Co może być ciekawego w pisaniu o Bayernie? FC Hollywood – wielkie gwiazdy na boisku. Die Roten – trykoty w czerwonym kolorze. Stern des Südens – gwiazdy chyba nie tylko południa, ale całych Niemiec. Sezon 2012/13 – rozpoczęcie dominacji w Niemczech, ale i podbicie Europy. Postawię dość nietypową teorię. To nie był początek. To był… koniec(?).

Jednak zanim przejdziemy do argumentacji mojej tezy, przypomnimy sobie ten niesamowity sezon 2012/13. Bundesliga wygrana z dwudziestopięciopunktową przewagą nad Borussią Dortmund. W finale DFB Pokal pokonany VfB Stuttgart. Zwycięstwo w Lidze Mistrzów po upokorzeniu Barcy w półfinale. Sezon – marzenie. Jako jeden z niewielu klubów historii Bayern Monachium sięgnął po Potrójną Koronę.

To był czas w którym wydawało się, że Bayern zacznie dominować w Europie (w końcu to był drugi z rzędu finał LM). I Bayern zdominował… ale „tylko” niemieckie boiska. Może ktoś pomyśli, że ujmuję wartości innym niemieckim klubom, ale Bayern nie ma na ten moment sobie równych w Bundeslidze. Mogą przegrywać, czy remisować pojedyncze mecze, ale w ostatecznym rozrachunku i tak zostają Mistrzami Niemiec i to ze sporą przewagą (od sezonu 2012/13, kolejno z 25, 29, 20, 10, 15 i 21 punktami przewagi nad drugim zespołem). Pucharem Niemiec dzieli się w ostatnich sześciu latach po równo – 3 dla Bayernu, 3 dla reszty.

Ale dla Bawarczyków nie te sukcesy były najważniejsze. Puchary na krajowych boiskach to formalność. Chodzi o Ligę Mistrzów. Najbardziej prestiżowe rozgrywki w Europie. To jest prawdziwy cel Bayernu, władze tego klubu powtarzają to od lat (zresztą się im nie dziwię). Taki był główny cel gdy trenerem zostawał Pep Guardiola. Taki był cel gdy trenerem zostawał Carlo Ancelotti. I to był cel gdy powracał Jupp Heynckes. Żaden z tych trzech nie spełnił tych wymagań klubu. A na drodze stawały hiszpańskie kluby. FC Barcelona, Atlético Madryt i trzy razy Real Madryt (ten ostatni jest już chyba totalnie znienawidzony przez samych piłkarzy i ich fanów). I jeszcze, żeby przegrywali pechowo… Jednak nie. Bayern przegrywał, bo był gorszy. Rezultaty meczów pokazywały, że klubowi ze stolicy Bawarii czegoś brakuje (i tu nie chodziło bynajmniej o szczęście). Niby trener dobry. Niby gwiazdy na boisku. Niby motywacja… Inne kluby także miały dobrych trenerów. Także miały motywację. Może i gwiazdy podobnego formatu.
Ale Bayern chyba zapomniał, że margines błędu na europejskich boiskach jest minimalny. Kluby z innych lig to nie kluby z Bundesligi (nie ujmując nic niemieckim klubom… znowu). A wykupienie najlepszych piłkarzy z innych europejskich klubów jest niemożliwe, tak jak wykupienie najlepszych piłkarzy z innych klubów Bundesligi. I tu dochodzimy do powodów.

Pierwszy powód już wymieniłam. Kluby europejskie to nie kluby niemieckie. Czasem mam wrażenie, że Bayern oczekuje, że ich przeciwnicy w LM będą grać tak jak HSV, czy 1.FC Köln (szanuję kluby, oczywiście, ale mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli). Zaskoczę Bayern w tym momencie. Real Madryt nie gra jak Kolonia. Jeśli podaje się piłkę pod nogi piłkarza Realu to on trafi na bramkę (chyba, że się podaje do Benzemy… chociaż jak się okazało nawet on potrafi trafić w światło bramki). Obrona Atlético to nie obrona HSV, oni sobie sześciu bramek strzelić nie dadzą. Camp Nou to nie Volkswagen-Arena.
O drugim powodzie też wspomniałam. Bayern może wykupić gwiazdy Bundesligi i sprawić, że inne kluby nie będą miały kim grać. Najświeższy transfer – Leon Goretzka z Schalke 04. Ale to nie jedyny przykład. Zaczęło się od Mario Götze, potem Lewandowski, Ulreich, Hummels, Gnabry, Süle, Wagner… (wymieniam piłkarzy od 2013 roku). I to nie byli piłkarze, którzy nie odgrywali ważnej roli w swoich poprzednich zespołach. Byli ważni. Byli najlepsi.
Płynnie przechodząc do bardziej ogólnego, trzeciego powodu… transfery. Czy jest jakiś topowy zespół, który nie wydał przynajmniej 50 mln Euro na zakup jakiegoś piłkarza? Tak. Bayern. I jak naprawdę rozumiem, że Karl-Heinz Rummenigge i Uli Hoeneß chcą się trzymać tradycji (chociaż ostatnio dochodzą nas słuchy, że w kwestii transferów mają odmienne zdania), ALE gwiazdy, a raczej „gwiazdy” Bundesligi Ligi Mistrzów nie wygrają. Dobrze. Został kupiony Tolisso, który jak na pierwszy sezon naprawdę dobrze się spisywał. Wcześniej był kupiony Douglas Costa i gdzie on jest? Na wypożyczeniu w Juve. Czy tylko jak nie rozumiem tego ruchu? Skrzydłowy, który mógł zastąpić Robbena lub Ribery’ego. Kadra Bayernu jest… stara. Po prostu stara. I trzeba ją odmłodzić. Ale na to trzeba wydać pieniądze. Dużo pieniędzy, jeśli chce się dogonić inne europejskie potęgi, bo pod tym względem Bayern zostaje w tyle.
I powód czwarty, wypłyną stosunkowo niedawno – odejścia. Robert Lewandowski, Thiago Alcântara, Arturo Vidal, David Alaba, Jérôme Boateng… Wielkie nazwiska i do tego często ostatnio przewijające się w prasie. I kluby – Real Madryt, PSG, Manchester United, FC Barcelona, Juventus… W większości to pewnie tylko plotki. A jeśli nie? Wtedy Bayern traci filary swojego zespołu.


Może tytuł jest trochę clickbait’owy. Jednak uważam, że opisuje to co może się z Bayernem stać jeśli nie zmieni swojego nastawienia. Nastawienia do Bundesligi, Ligi Mistrzów, transferów. Może i będzie nadal marką, ale jej jakość będzie inna. Nie jestem jakąś wielką fanką Bayernu, ale na pewno pewnego rodzaju sympatyczką. Obserwuję Bayern i to co się w nim dzieje dość dokładnie. Powody dla których klub ten może, nie upaść, ale stracić jakość, przedstawiam na podstawie obserwacji Bayernu przez ostatnie lata od sezonu 2012/13. O tamtego sezonu Bayern się zmienił. Ma w sobie… arogancję. A to nie jest dobry przyjaciel w piłce nożnej.
Jedyna rada jaką mogę dać to chyba pójście z duchem czasu jeśli chodzi o rynek transferowy i więcej pokory. Jeśli tego nie będzie to powody które przedstawiłam będą powodami dla których Bayern „upadnie”.

Udostępnij:

Monika Kuchejda

Madridistka jakoś od... zawsze. Wie, że dopóki Ramos jest na boisku, a 93. minuta nie wybiła, wszystko jest możliwe. Zakochana w reprezentacji Hiszpanii i Brazylii.

You may also like...