Kadra Nawałki to ruina. Picie, ekscesy, konflikty i brak winnych?

Dostaliśmy wp… Lanie. Co tak naprawdę mogło mieć wpływ na tak słaby wynik kadry Nawałki? Czy jest coś, o czym kibice nie wiedzą, a może powinni? Czy szykuje się kolejna afera?

Na samym początku chcę zaznaczyć, że cały artykuł będzie opierał się na spekulacjach. Większość z sytuacji, które rzekomo miały miejsce, nie jest przez nikogo potwierdzona a bazuję jedynie na tym, czego można dowiedzieć się z przecieków i wypowiedzi internautów czy bliżej nieokreślonych osób, które są bliskie źródłom. Zaznaczam to, aby uniknąć zarzutów, że szerzę nieprawdę po klęsce Polaków i szukam wyjaśnienia słabych wyników za pomocą rozdmuchiwania afer i skandali. Wydarzyć się to mogło, ale nie musiało – celem jest jedynie analiza w jakim stopniu te szokujące informacje mają szanse być prawdziwe i jaki wpływ mogły mieć na występy Polaków na mundialu, jeśli miały miejsce. Postaram się nadmienić tak wiele źródeł, ile to możliwe. Zachęcam jednak do weryfikowania wszystkiego w miarę własnych możliwości – z dnia na dzień pojawiać się mogą w internecie przeróżne informacje.

Skandale, hałasy i na tapczanie wygibasy w Arłamowie i Juracie?

Zacznijmy od początku, choć ciężko w tej chwili powiedzieć, kto, jak i gdzie jako pierwszy zaczął sugerować, że podczas polskich zgrupowań przygotowawczych dzieje się ciekawiej niż u Meksykanów. W natłoku informacji, w większości publikowanych przez mniej lub bardziej anonimowych internautów, ciężko stwierdzić czy to, co piszą i publikują jest prawdziwe.

Myślę, że podstawą do snucia jakichkolwiek wniosków mogą być dwa wpisy. Ten oto screenshot:

Oraz ten oto tweet:

Kwestie wspomniane powyżej należy rozwinąć, ale najpierw, by móc potwierdzić wiarygodność tych informacji wiedzieć trzeba, kim jest autor tweeta oraz autor screenshota. Jeśli chodzi o zrzut ekranu, nie jesteśmy w stanie wytypować gdzie pojawił się on po raz pierwszy ani kto jest jego autorem, przez co nie da się do końca zweryfikować, czy jest w ogóle autentyczny. Tego, być może, dowiemy się z czasem.
W przypadku tweeta @Janekx89, wiemy już trochę więcej. Jesteśmy w stanie uwierzyć, że wie, albo przynajmniej podejrzewa, o czym dokładnie mówi. Niejednokrotnie zdarzało się, że jego informacje były prawdziwe, stąd założyć możemy, że i to, co zasugerował Michałowi Polowi może mieć związek z prawdą. On sam w odpowiedzi na tweeta nie chce rozwinąć tego, co zapoczątkował – jak twierdzi, to nie jego robota, a dziennikarzy.

Wkrótce później, głównie na kanwie tych sugestii zaczęły pojawiać się kolejne. W międzyczasie na Redditcie rozgorzała ciekawa dyskusja, w której również padło wiele mocnych sformułowań, głównie jednak takich, które mają związek z tym, co możemy przeczytać wyżej. Wydaje się natomiast, że jest to historia, której trzon ma szansę okazać się prawdą, do niego jednak dopisywane są coraz to mocniejsze opowieści.
W otwartej konwersacji ktoś wspomina, że większość z informacji podanych zostało przez Weszło podczas jednego z podcastów – ale sam Krzysztof Stanowski, redaktor naczelny portalu, dementuje takie doniesienia:

Zaznaczyć jednak warto, że faktycznie, nie stamtąd pochodzą pierwsze sygnały o imprezach na zgrupowaniu w Arłamowie a Stanowski najprawdopodobniej został tam zacytowany w wyniku pomyłki czy dezinformacji.

Glik doznał kontuzji podczas imprezy, nie podczas gry w siatkonogę?

Tuż przed wyjazdem do Rosji polskich kibiców zasmuciła informacja o urazie barku Kamila Glika. Oficjalnie wiadomo, że podczas gry w siatkonogę zawodnik nieszczęśliwie wykonał przewrotkę – w taki sposób doszło do kontuzji.

Tymczasem, w linkowanym wyżej poście z Reddita, czytamy:

Według niektórych relacji dzień przed ogłoszeniem kadry na MŚ odbyła się gruba impreza, która skończyła się pewnego rodzaju wypadkiem Glika i właśnie w ten sposób doznał urazu.

Wyglądałoby zatem na to, że „siatkonoga” była jedynie zręcznie wymyśloną wymówką. Logiczne przecież, że duże media tuż przed turniejem nie sprzedadzą nam hitu pt. „piłkarz kontuzjował się po pijanemu – po prostu się wyp…”. To zdyskredytowałoby reprezentację w oczach wszystkich a na dodatek wywołałoby olbrzymi skandal, który odbiłby się na formie zawodników. Dziś wiemy już, że jeśli faktycznie przyczyną tej przykrej historii był upadek w stanie nietrzeźwości i był on ukrywany by nie zaprzepaścić naszych szans, to i tak na nic się to zdało. Media same nie musiały być nawet świadome, że wciska się im kit – gdyby prawdziwe informacje przedostały się do środowiska dziennikarzy na pewno od razu znalazłby się któryś, który powiedziałby o tym głośno. Temat byłby na pewno dużo gorętszy niż kontuzja spowodowana niefortunną przewrotką.

Na tej imprezie dojść miało także do zniszczenia sprzętu DJa w nocnym klubie Jamna w Hotelu Arłamów.

Jeszcze inna wersja wydarzeń została wspomniana przez jednego z komentujących na Weszło w tym poście.

Eskalacja konfliktu Lewandowskiego z Błaszczykowskim?

Nie od dziś wiemy, że Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski nie przepadają za sobą. W Arłamowie dojść miało do nowego spięcia pomiędzy obecnym i byłym kapitanem drużyny. Powodem, według pogłosek, miał być brak profesjonalizmu zarzucany reszcie kadrowiczów przez Roberta Lewandowskiego. Obóz przeciwny Lewemu, w którym znajdował się m.in. Błaszczykowski, miał z kolei przeciwstawiać się faktowi, że to właśnie wspomniany napastnik nosi opaskę kapitana. Czy ma to sens? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami: najbliższe złotego środka będzie jeśli powiem, że brak sympatii na linii Lewandowski – Błaszczykowski jest faktem starym i znanym, reszta to tylko hipotezy. Spięcie takie zatem mogło, ale nie musiało, mieć miejsca.

Glik jest przeciwny młodym graczom, Pazdan chciałby ujawnić, co naprawdę się wydarzyło

I to właśnie są najbardziej wiarygodne informacje ze wszystkich – wywnioskować to można z dość jednoznacznych wypowiedzi naszych reprezentantów. Cytaty pochodzą z wywiadów udzielonych przez Pazdana i Glika dla Przeglądu Sportowego:

Michał Pazdan z kolei rzuca pewnego rodzaju światło na wszystkie niepotwierdzone pogłoski o aferze, mówiąc:

W tym przypadku, co jest niepokojące, nie mamy do czynienia z anonimowymi informatorami, internautami czy zrzutami ekranu niewiadomego pochodzenia. Mówimy tu o wypowiedzi piłkarza – uczestnika zgrupowania, który tam był i widział to na własne oczy. Niestety, ale szczerze wątpimy, że Michał Pazdan rzucałby takie słowa na wiatr bez powodu. Skoro kadrowicz sugeruje, że coś było nie tak, to najprawdopodobniej tak było. Pytaniem bez odpowiedzi jest teraz natomiast, co obrońca miał na myśli – czy chodziło mu o konflikty, czy imprezy, czy może coś jeszcze innego? Wątpliwe jest jednak, że Pazdan opowie tę historię przed zakończeniem kariery. A szkoda. Być może właśnie taka opinia, z pierwszej ręki, byłaby przydatna i spowodowała falę zmian. Tym razem poważniejszych niż do tej pory.

Wakacje w Chorwacji zabukowane już przed MŚ

Arcyciekawą informacją, podaną przez jednego z userów na Reddicie, jest przeciek informacji o… wakacjach Roberta Lewandowskiego. Nie byłoby w tym zupełnie nic dziwnego, gdyby nie to, że miały być one zarezwerwowane przed Mistrzostwami Świata na dwa dni po meczu z Japonią, co całkowicie wykluczałoby wiarę w awans.

Wygląda na to, że chorwacki youtuber miał rację. Przed mundialem powiedział, że Lewandowski zarezerwował sobie urlop w Makarskiej na dwa dni po spotkaniu z Japonią – stwierdził użytkownik z Serbii.

O którym youtuberze mowa? Ciężko do tego dojść. A nawet jeśli udałoby mi się dotrzeć do tego nagrania, nie możemy mieć pewności, że informacje youtubera są prawdziwe. To jednak kolejny element układanki, który gdyby wyciekł bez poprzednich rewelacji, zostałby wyśmiany, ale teraz daje do myślenia.

„Nawałka nie ma nic do gadania”

O tym, że Adam Nawałka nie do końca panuje nad tym, co dzieje się w drużynie jego podopiecznych, mówiono już dawno. Teoria, która wydaje się mieć potwierdzenie w rzeczywistości, jest następująca: w kadrze ostatnie słowo należy do Roberta Lewandowskiego. Jest on najlepszym zawodnikiem w zespole i to pod niego trzeba grać, także poza boiskiem, aby tylko czuł się na tyle komfortowo, by bez problemu lśnił podczas meczów. Niestety, chcemy tego czy nie, moim zdaniem tak podsumować można myśl szkoleniową Adama Nawałki. To nie jest tak, że daje się to zauważyć od wczoraj czy przedwczoraj – to jest, a przynajmniej osobiście takie mam wrażenie, główny element podejścia do zespołu przez naszego selekcjonera od dłuższego czasu, jak nie od początku. To Lewandowski ma przywileje, to Lewandowski jest kapitanem, aż w końcu – to Lewandowski powołuje zawodników na MŚ. Nie jest żadną tajemnicą, że Sławomir Peszko po prostu nie powinien pojechać na mundial. Ale pojechał. Żeby robić dobrą atmosferę. Komu? Swojemu dobremu przyjacielowi, Robertowi, z którym nie ukrywa, że jest w zażyłych stosunkach. Anna Lewandowska na trybunach podczas meczu z Senegalem miała na ręku nawet zegarek, z biało-czerwonym paskiem, od Sławomira Peszki. To zresztą żaden dowód na ich bardzo serdeczną znajomość. Sami zainteresowani nawet tego specjalnie nie kryją, a wręcz przeciwnie. W taki oto sposób, Adam Nawałka, zamiast piłkarza, na mundial zabrał Sławomira Peszkę, by Lewy miał z kim uprawiać pogaduszki przy piwie bezglutenowym kawie. Panie Adamie, czego się Pan spodziewał biorąc na Mistrzostwa Świata człowieka, który więcej pije niż gra? Sławomir Peszko do tej pory nie rozegrał ani minuty w Rosji. Patrząc na defensywę, bardzo potrzebny był nam obrońca – zamiast niego, na wycieczkę, pojechał właśnie Peszko.

Dziennikarze coś wiedzą

Nie jest to możliwe, że jeśli coś działo się w Arłamowie, to media nie miały o tym zielonego pojęcia. Ktoś zawsze coś zauważy, ktoś nie będzie w stanie czegoś ukryć, pracownik obsługi przypadkiem zdradzi jakąś tajemnicę. Nie mówimy tu o nikomu nieznanych urlopowiczach, którzy nie chcą się przyznać żonom, że zabalowali na wyjeździe i mają szanse zachować ten sekret na wieki. Mówimy tu o reprezentantach Polski, którzy stale obserwowani są przez tysiące kibiców i setki dziennikarzy a każdy ich krok jest analizowany na trzy różne sposoby.
Właśnie to, między wierszami, próbuje w swoim artykule przekazać Michał Kołodziejczyk, redaktor SportowychFaktów:

Teraz szafa już się otworzyła, trupy zaczną z niej wkrótce gęsto wypadać, a z książek o reprezentacji dowiemy się czegoś więcej, niż tego że selekcjoner nie lubi, kiedy autokar cofa, a Michał Pazdan lubi krem truskawkowy. Ta kadra ma też inne oblicza. Może dowiemy się, że przygotowania fizyczne do turnieju zostały koncertowo zepsute i to dlatego piłkarze biegali w meczu z Senegalem jakby nogi mieli po kolana w budyniu, może dowiemy się, że jednak upał w Soczi byłby świetny, ale tylko na urlop. Być może wyjdzie na wierzch, że jednej grupie piłkarzy nie podobał się sposób spędzania wolnego czasu przez drugą i wcale nie chodzi o to, że zwolennicy Playstation złoszczą się na tych, którzy wybrali xboxa.

Słowa te są na tyle wymowne, że nie czuję się w obowiązku dodawać do nich nic więcej. Zwłaszcza, jeśli doskonale wiemy o tym, że ich autor, w przeciwieństwie choćby do Michała Pola z Przeglądu Sportowego, nie słynie raczej z tuszowania ewentualnych problemów w kadrze Biało-Czerwonych.

Reszta milczy

Coś jest w powietrzu i każdy jest świadom, że nie dzieje się dobrze. O co chodzi konkretnie, możemy jedynie gdybać, faktem jest niestety, że wszystko to, co widzimy, jest co najmniej alarmujące. Nikt nie chce jednak nic mówić. Większość redaktorów największych serwisów sportowych w kraju ogranicza się do stwierdzenia, że po prostu zagraliśmy źle. Mało kto ma odwagę snuć przypuszczenia dlaczego tak było – i nie mówię tu wcale o złej taktyce. Zła taktyka, nieprzygotowanie, umęczenie też muszą mieć gdzieś swój powód. Widać natomiast gołym okiem, że są osoby, które nie muszą wcale bawić się w snucie niestworzonych teorii, a po prostu powiedzieć to, co wiedzą – prawdopodobnie byłoby to więcej niż wystarczające, by wyjaśnić co tak naprawdę stało się z Orłami Nawałki. Bo że się stało, to widać, i nie są to niczym niepodparte hipotezy.

Konferencja prasowa – obraz wstydu

Zastanawialiście się kiedyś, czy pewne emocje da się idealnie zobrazować? Jeśli chcielibyście kiedykolwiek zobrazować poczucie wstydu, niezawodne będzie przyjrzenie się konferencji prasowej po porażce z Kolumbią, podczas której usprawiedliwić próbowali się Robert Lewandowski i jego kolega trener, Adam Nawałka. Niestety, jeśli naważyło się piwa, i nie wypił go do tej pory Sławomir Peszko, to trzeba je wypić samemu.

Zagubienie, zażenowanie, bałagan – głównie to dominowało w wypowiedziach Adama Nawałki i Roberta Lewandowskiego. Nie byli w stanie odpowiedzieć na podstawowe pytania o to, jak byli przygotowywani do tak wielkiego turnieju. Nie byli w stanie powiedzieć, co i dlaczego poszło źle. Nie wiedzieli właściwie nic – po prostu na nic więcej nie było ich stać. Co jeszcze bardziej żenujące, winę za taki obrót spraw usilnie próbowali zrzucić na nieprofesjonalnych kolegów, co potwierdza faktyczne istnienie frakcji Lewandowski i Nawałka kontra reszta. Oni jedyni byli nieskazitelni. To wszyscy inni zawiedli. To inni narobili wstydu, z którego oni muszą się teraz tłumaczyć. To przecież nie wina Lewandowskiego.

Byłbym wściekły na siebie, gdybym miał szanse i je zaprzepaścił. Jestem napastnikiem, który żyje z podań – stwierdził Robert Lewandowski.

Jest to o tyle przykre, że takie słowa padają z ust kapitana drużyny, który nie tylko powinien zwrócić uwagę także na własne błędy, ale choc trochę wesprzeć kolegów. Taka jego rola. Ale jeśli w trakcie przygotowań wywiązywał się z niej tak jak podczas tej konferencji prasowej, to absolutnie nie dziwi mnie, że inni także zwątpili we wszystko, co robią.

Podsumujmy – co wiemy?

Wiemy, że jest źle. Oceniając wszystko na chłodno, wiele faktów klei się w całość – tak samo jak niektóre nie kleją się w ogóle. Bez potwierdzeń, oficjalnych komunikatów zainteresowanych, dowodów w postaci konkretów dziennikarskich nie możemy być pewni prawie niczego. Oczywiście prócz tego, że sytuacja jest mocno zastanawiająca i trochę zbyt odważne są obecne doniesienia, by absolutnie wszystkie były kłamliwe. Część z nich, albo nawet i większość, to zwykłe bzdury – wynikające z niedoinformowania, poprzekręcania faktów, pragnienia „znalezienia winowajców i powodów”. Nie uważacie jednak, że nawet gdyby tylko jedna lub dwie informacje z podanych były prawdziwe, to jest to już bardzo zła wiadomość? Nikt nie podważy przecież tego, że atmosfera była napięta – nikt nie zarzuci kłamstwa Michałowi Pazdanowi, bo jako reprezentant nie ma on żadnego motywu by fałszywe wyroki i nieuzasadniony cień złej sławy rzucać na własnych kolegów i samego siebie. A skoro atmosfera była napięta (pomimo że wśród kadrowiczów znalazł się Mr. Dobra Atmosfera), to musiało mieć gdzieś swój początek i swoje podłoże. Może pewnych rzeczy nie należało ukrywać? Naród wiedziałby przynajmniej, czego się spodziewać. I być może nacisk na zmiany byłby wtedy tak silny, że w końcu by do nich doszło? Co by się w Arłamowie działo lub nie działo, te zmiany są potrzebne. Nie tylko zmiany taktyczne, ale przede wszystkim zmiany w podejściu do piłkarzy, prawdopodobnie mocno rozbisurmanionych.

 

Udostępnij:

Agnieszka Miszczak

Zakochana w reprezentacji Chorwacji i piłce nożnej w wydaniu bałkańskim. Jej ulubionymi klubami są Juventus, Dinamo Zagrzeb, darzy sympatią także Real Madryt. Jakiś czas temu pokochała Serie A na zabój. Prawdopodobnie największa fanka Mandżukicia na świecie. Liga Mistrzów to dla niej świętość i chce, aby hymn tych rozgrywek zagrano na jej ślubie zamiast marszu Mendelsona.

You may also like...